Historyk i dawny działacz opozycji demokratycznej z uznaniem wypowiada się o słowach prezesa IPN-u, że dokumenty autentyczne nie zawsze muszą zawierać informacje prawdziwe.
Natomiast w jego opinii, opublikowanie dokumentów przed przeprowadzeniem analizy grafologicznej to gra na złych emocjach. Nie usprawiedliwia tego nawet - zdaniem historyka - tłumaczenie prezesa IPN, że natychmiastowego ujawnienia akt domagała się tzw. "opinia publiczna". "To jest ustępstwo przed złymi emocjami, takimi które krzywdzą nie tylko Wałęsę, ale również tych wszystkich prostych ludzi, którzy tym emocjom ulegają" - powiedział Modzelewski.

Powołuje się też na notatkę majora SB odpowiadającego za Biuro Studiów MSW, które miało skompromitować Wałęsę jako agenta w oczach komitetu noblowskiego. "Major Seliński napisał do generała Kiszczaka, że zadaniem Biura Studiów było od początku wyprodukowanie takich dokumentów fałszywych lub podfałszowanych, które by przedłużyły agenturalny związek" - powiedział.

Historyk nie przywiązuje dużej wagi do kontaktów służb z Wałęsą, który w grudniu 1970 roku nie znał przysługujących mu praw. "Widział tylko, że na jego oczach ludzi zabijano, absolutnie miał prawo uważać, że jego spotka taki sam los jakby stawiał się tym SB-ekom i oczywiście odpowiadał na ich pytania, a potem oni musieli jakoś ten protokół sformalizować" - tłumaczył.

Dla Modzelewskiego dowodem, że Wałęsa nie był kontrolowany przez bezpiekę, jest jego późniejszy opór z czasu internowania.