Publicyści zagranicznych mediów w rozmowie z DGP komentują informacje o rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z SB. Niewielu jest jednak skłonnych do ferowania wyroków, zanim nie zostanie przeanalizowana zawartość wszystkich teczek i dokumentów



Reklama
Reinhard Veser, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Niemcy

Reklama
Sprawa Wałęsy nie zajmuje niemieckich mediów aż tak bardzo. W tej chwili w kraju dzieją się rzeczy ważniejsze. Niemniej jednak dla większości Niemców Wałęsa nadal jest symbolem walki i zwycięstwa nad komunizmem. Z tego względu cała sprawa może się wydawać zdumiewająca. Być może dla większości nie jest zrozumiałe, skąd biorą się te zarzuty. Tematyka współpracy z komunistycznymi służbami nie jest Niemcom obca. Mieliśmy do czynienia z podobnym problemem. Też zdarzało się, że zarzuty padały pod adresem poważnych polityków i ludzi kultury. Dla tych jednak, którzy interesują się polską historią, jest pewne i jasne, że Solidarność nie odniosłaby zwycięstwa, gdyby Lech Wałęsa na poważnie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Dla mnie osobiście jest to czysto polityczny atak na Lecha Wałęsę.
W swojej gazecie Veser napisał jeszcze bardziej dosadnie. Jego zdaniem to brudna kampania przeciwko byłemu prezydentowi. Mimo że dokumenty wypłynęły z inicjatywy żony zmarłego niedawno gen. Czesława Kiszczaka, publicysta przekonuje, że polska prawica nie cofnie się przed żadną podłością. Jego zdaniem nawet jeśli Lech Wałęsa podpisał coś w latach 70., to w późniejszym życiu jak nikt inny przyczynił się do upadku dyktatury.
Erik Tabery, redaktor naczelny miesięcznika „Respekt”, Czechy
Jak do tej pory czeskie media podały do wiadomości publicznej jedynie informacje o podejrzeniach dotyczących współpracy Lecha Wałęsy z SB. Biorąc pod uwagę, że nawet w Polsce nie są znane detale, w Czechach informacja ta nie wywołała większej debaty. Jak na razie. Samo wydarzenie jest ciekawe. Może pomóc w zrozumieniu naszej przeszłości. Oczywiście wiele będzie zależało od szczegółów: jeżeli Lech Wałęsa tylko podpisał dokumenty o współpracy, ale nikomu nie wyrządził tym krzywdy, będzie to jedynie świadectwem tego, jak ciężkie były to czasy dla osób, które nie chciały się poddać. Fakt podpisania zobowiązania do współpracy nie ma zasadniczego znaczenia dla jego oceny. Wałęsa ten podpis później odpracował z nawiązką.
Ariadna Rokossowska, „Rossijskaja Gazieta”, Rosja
W Rosji nowości na temat Wałęsy są podawane czysto informacyjnie, bez szczególnych komentarzy. Opisywany jest jedynie rozwój wydarzeń z odesłaniem do polskiej prasy. Ja sama pisałam w „RG” jeden duży tekst, który można określić mianem komentarza. Dla Rosjan to po prostu jedna z ciekawych informacji. Poważnych dyskusji na ten temat nie słyszałam. Być może jest to częściowo związane z długim weekendem – we wtorek w Rosji jest obchodzony Dzień Obrońcy Ojczyzny, gazety nie wychodzą, pracują tylko redakcje internetowe.
Ištván Lékó, zastępca redaktora naczelnego dziennika „Lidove Noviny”, Czechy
Po latach wyciągane są kwestie współpracy z tajnymi służbami. Także w Czechach. Wszyscy roztrząsają, czy ktoś był tajnym współpracownikiem, czy to prawdziwe dokumenty. A to jest – jak zawsze w takich sprawach – trudne do rozstrzygnięcia. Kluczowe jest pytanie, czy ma to w ogóle znaczenie? Po 30–40 latach wracają stare sprawy, które są wykorzystywane w rozgrywkach politycznych. Mamy już zupełnie inny ustrój. I dla większości społeczeństwa nie ma to już znaczenia.
Kristina Berdynśkych, „Nowoje Wriemia”, Ukraina
Na Ukrainie z tematów związanych z Polską większy rozgłos niż sprawa Wałęsy miało pokazanie w rocznicę Majdanu przez TVN 24 filmu Francuza Paula Moreiry, opisującego ukraińską rewolucję zgodnie z tezami rosyjskiej propagandy. Ukraina zaś reaguje obecnie tylko na to, co pośrednio bądź bezpośrednio dotyczy jej samej. I tak od dwóch lat. Historia z Wałęsą przeszła obok nas także dlatego, że w ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z wieloma wewnętrznie ważnymi wydarzeniami, jak rocznica rewolucji godności, skandale w parlamencie itd.
Jan Puhl, „Der Spiegel”, Niemcy
Sprawa Wałęsy jest w Niemczech komentowana, ale z pewnością nie tak ostro jak w Polsce. Być może dlatego, że problem współpracy ze służbami przerabialiśmy w przypadku wielu dysydentów z NRD; poza tym debata ta nie ma u nas tak upolitycznionego charakteru. Oczywiście na tej sprawie cierpi osobista legenda Lecha Wałęsy, który bardzo późno zdecydował się mówić otwarcie o tamtych czasach. Przypomina pod tym kątem trochę Guenthera Grassa, który dopiero pod koniec życia przyznał się do tego, że za młodu służył w Waffen-SS – chociaż nie był żadnym zbrodniarzem. Trudno jest zrozumieć motywy stojące za tym milczeniem. Nie przekreśla to jednak samej legendy Solidarności, ruchu o gigantycznym znaczeniu dla całej Europy. Nie można oceniać tej sprawy na obecnym etapie, kiedy nie wiemy, czy Wałęsa komuś nie zaszkodził, trudno też wyobrazić sobie, pod jakim był wtedy naciskiem. Potwierdza to jednak narrację Prawa i Sprawiedliwości, zgodnie z którą demokratyczny przełom był tak naprawdę spiskiem różnych elit.
Henry Foy „Financial Times”
Informację o nowych dokumentach dotyczących współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa światowe media podają w kontekście. „Lech Wałęsa był jednym z założycieli Solidarności, związku zawodowego, który zmusił komunistyczne władze do przeprowadzenia wolnych wyborów, za co Wałęsa otrzymał Nagrodę Nobla w 1983 r. Przewodniczący obecnie rządzącej partii Jarosław Kaczyński popierał w wyborach w 1990 r. Wałęsę, a później był jego doradcą. Następnie zerwał ze swoim byłym szefem, oskarżając go o zbyt daleko idącą współpracę z władzami komunistycznymi, co dało początek trwającej od tamtego czasu animozji” – komentuje na łamach „Financial Timesa” Henry Foy.