statystyki

Rozpad strefy Schengen? Dla obywateli niewielkie utrudnienie, dla gospodarki miliardowe straty

autor: Konrad Majszyk, Bartłomiej Niedziński07.02.2016, 19:30
Nawet najwięksi eurosceptycy muszą przyznać, że istnienie strefy Schengen ułatwia codzienne życie.

Nawet najwięksi eurosceptycy muszą przyznać, że istnienie strefy Schengen ułatwia codzienne życie.źródło: ShutterStock

Dla milionów obywateli byłoby to niewielkim w sumie utrudnieniem, ale dla gospodarki oznaczać będzie miliardowe straty.

Samochodem? Albo musimy na chwilę zwolnić, przejeżdżając przez stojący wciąż budynek dawnego przejścia granicznego, gdzie kiedyś były szlabany, albo przekroczenie granicy zauważamy dopiero po stojącej przy drodze tablicy. Pociągiem? Przejazd z Warszawy do Berlina nie jest ani trochę bardziej kłopotliwy niż trasą Warszawa–Kraków. Samolotem? Korzystamy z szybszych kolejek do kontroli, która ogranicza się do rzutu okiem na dokument tożsamości.

Nawet najwięksi eurosceptycy muszą przyznać, że istnienie strefy Schengen, która zniosła granice wewnętrzne Unii, bardzo ułatwia codzienne życie. Ale skoro bez kontroli granicznych pomiędzy jej członkami mogą przemieszczać się wszyscy, to także przestępcy. Jak choćby Salah Abdeslam, który pomagał w organizacji zamachów w Paryżu 13 listopada i do dziś skutecznie wymyka się pościgowi. Zniesienie układu z Schengen, o czym coraz częściej się mówi w związku z kryzysem migracyjnym i groźbą ataków terrorystycznych, nie wyeliminuje wszystkich zagrożeń, ale na pewno częściowo je zredukuje. Może zatem jest to cena, którą warto zapłacić?

Problem w tym, że to, co dla milionów obywateli byłoby niewielkim w sumie utrudnieniem, bo na lotniskach i tak sprawdzane są dokumenty tożsamości, a przejazd samochodem nie wydłużyłby się o więcej niż kilka-kilkanaście minut, dla gospodarki oznaczać będzie problemy z transportem, zmniejszenie wymiany handlowej i ograniczenie ruchu turystycznego, czyli miliardowe straty.

Istniejąca od 1995 roku strefa Schengen to dziś 26 państw (nie tylko unijnych), w których mieszka prawie 420 mln ludzi. Wspólny rynek, na którym przepływ towarów jest niezakłócony. Polska weszła do tej grupy w grudniu 2007 roku i mimo początkowych obaw, np. dotyczących zmniejszenia handlu ze Wschodem, szybko okazało się, że korzyści zdecydowanie przeważają. Ale dziś strefa Schengen chwieje się w posadach.

Czarny scenariusz

W 2015 roku do krajów UE przybyło 1,2 mln osób chcących uzyskać azyl, czyli dwa ryzy więcej niż rok wcześniej. Nikt już nie łudzi się, że to w większości ludzie uciekający przed wojną. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans przyznał oficjalnie, opierając się na wyliczeniach Frontexu, czyli unijnej agencji ds. ochrony granic zewnętrznych, że 60 proc. osób, które dotarły w grudniu 2015 roku do Europy, to imigranci ekonomiczni. Unijni politycy zapewniają, że zamierzają ratować strefę Schengen za wszelką cenę, bo jej rozpad może być pierwszym krokiem do rozpadu całej Unii, ale zarazem pod koniec zeszłego roku pojawiła się koncepcja tzw. małej strefy Schengen. Ograniczyłaby się ona zapewne do Niemiec, Francji, Austrii, Belgii, Holandii i Luksemburga. Na krótką metę dla tych krajów rozwiązanie wydaje się kuszące: odepchnąć imigrantów od swoich granic, pozostawiając problem u sąsiadów. Ale nie można też wykluczyć, że rozpadnie się ona zupełnie. W jednym i drugim scenariuszu skutki dla gospodarki europejskiej – w tym także polskiej – mogą być opłakane.

Jakie dokładnie? Według opublikowanej w środę analizy France Strategie, think tanku doradzającego francuskiemu rządowi, stały powrót do kontroli granicznych oznaczałby dla państw strefy Schengen koszt w wysokości co najmniej 110 mld euro w ciągu najbliższej dekady. Autorzy analizy Vincent Aussilloux i Boris Le Hir skupili się przede wszystkim na gospodarczych konsekwencjach dla Francji, ale ich model – z uwzględnieniem polskiej specyfiki – można zastosować także do szacunków dla naszego kraju.

W krótkiej perspektywie bezpośredni koszt upadku strefy Schengen wyniósłby w przypadku Francji od miliarda do dwóch miliardów euro rocznie, w zależności od tego, jak by wyglądały kontrole graniczne – czy samochody byłyby sprawdzane wyrywkowo, jak to było przed wejściem w życie układu, co nie spowodowałoby poważniejszych kolejek na przejściach, czy też w sposób bardziej systematyczny. Połowa z wyliczonej kwoty wynikałaby ze zmniejszonej liczby turystów, 38 proc. to dodatkowe koszty pracowników transgranicznych (nie chodzi o emigrantów zarobkowych, tylko o tych, którzy np. mieszkając we Francji, codziennie dojeżdżają do pracy do Luksemburga), 12 proc. zaś to zwiększony koszt transportu towarów.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (6)

  • słowianin(2016-02-07 21:21) Zgłoś naruszenie 80

    Myślę, że Polaków nie da się straszyć wyjście ze strefy Schengen i rozpadem UE. A ewentualne miliardowe straty? To w takim razie w jaki sposób nasza gospodarka radziła sobie przed wejściem do Strefy Schengen? Nie przypominam sobie też, aby po wejściu do Strefy Schengen w 2007 r. gospodarka polska ożywiła się, a ceny produktów spadły.

    Odpowiedz
  • Znafca(2016-02-07 21:41) Zgłoś naruszenie 70

    Dodam że to i tak miliard kosztów jest lepsze od miliona dzikusów w Polsce.

    Odpowiedz
  • Jaruzel(2016-02-07 23:06) Zgłoś naruszenie 60

    Synku straszysz jak kiedyś Komintern straszył rozpadem ZSRR

    Odpowiedz
  • POtriota(2016-02-07 21:50) Zgłoś naruszenie 60

    straszenie rozpadem Schengen to lewacki argument, Schengen przypomina lukier na niezdrowym ciastku jakim jest UE, lukier od kótrego szybciej popsują się zęby i rozpoczną się wszelkie choroby metaboliczne, jedynie garstka ludzi korzysta w rzeczywistości na tej stefie (i to w większości grupy przestępcze w chwili obecnej), w zasadzie dawno powinno się z niej zrezygnować, wyjeżdżam 8 - 10 razy do roku do krajów strefy i nie zrobiłoby mi różnicy, gdyby jej nie było

    Odpowiedz
  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-02-08 00:40) Zgłoś naruszenie 50

    Chciałbym wiedzieć co konkretnie wygeneruje te miliardy strat? Od dziesięcioleci przez granice państwowe jeździ transport TIR. Kontrola sprowadza się do sprawdzania dokumentów przewozowych i plomb. Poza tym wystarczy podpisać wzajemne umowy o wyłączeniu z kontroli wszystkich towarów poza ludźmi, i ten rzekomo gigantyczny problem znika. Ograniczenie strefy Schengen do Niemiec, Francji, Austrii, Belgii, Holandii i Luksemburga, to straszak który nie strzela. To nie uchroni tych państw przed "dżumą", bo to właśnie one są źródłem zarazy.

    Odpowiedz
  • EWA(2016-02-08 06:01) Zgłoś naruszenie 30

    Totalna bzdura! Przecież koszt likwidacji Schengen jest niższy, niż koszt utrzymania imigrantów! Licząc statystycznie (11 mld rocznie) to, żeby argument o stratach miał sens, wtedy koszt utrzymania 1,2 mln imigrantów musiałby być niższy niż strata, czyli utrzymanie jednego imigranta musiałoby kosztować mniej, niż 9 tys euro rocznie. To jest kompletna kompromitacja "thing-thanku", chyba, że ten "thing(?)-thank" stosuje nowoczesną arytmetykę typu: 1,2,3 i wiele.. Poza tym - chodzi o powstrzymanie przemieszczania się osób, nie towarów w zamkniętych i zaplombowanych samochodach. W dodatku - wartością niewymierną jest bezpieczeństwo fizyczne i materialne obywateli UE. Po co nam stresy wynikające ze skandalicznego zachowania się imigrantów, kto to zrekompensuje? Jednak władze UE widać na rympał postanowiły zlikwidować państwa narodowe.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie