Komentarz

Kiedy Monteskiusz wymyślił ideę trójpodziału władzy, zrobił proste założenie: prawodawca będzie równoważony przez wykonawcę, a obok nich ukonstytuuje się sąd patrzący im na ręce. W założeniu niezawisły i niemogący podlegać kaprysom dwóch pierwszych władz. Założenie proste i na tyle skuteczne dla państwowej równowagi, że w cywilizowanych demokracjach nad niczym innym od czasu wprowadzenia w życie tej idei nie myślano. Dziś każdy przewidywalny system polityczny z naszego kręgu kulturowego opiera się na tym klasycznym założeniu.

Prawo i Sprawiedliwość, korzystając z sukcesu wyborczego, postanowiło jednak, powołując się na wolę narodu, tę wspomnianą wyżej zasadę nieco przesunąć, by nie powiedzieć – podeptać. Ograniczyć rolę Trybunału Konstytucyjnego, sprowadzając go do notariusza mającego potwierdzać legalność ustaw PiS-owskiej większości. Do podobnej roli sprowadził się prezydent Duda, któremu dzisiaj bardzo łatwo udowodnić partyjniactwo, choć partyjnej legitymacji się pozbył.

PiS w swoim pojmowaniu zmian w Polsce proponuje nam rewolucję: kwestionuje dotychczasowy porządek prawny, podważając prawne znaczenie działań poprzedniego Sejmu, ostentacyjnie lekceważąc orzeczenia trybunału, które według szefa klubu parlamentarnego partii Ryszarda Terleckiego są „opiniami” i zgodnie z metodą faktów dokonanych wprowadza w życie porządek prawny (czy może bezprawny) swoimi decyzjami, jak choćby odmową zaprzysiężenia sędziów TK legalnie wybranych w czasie poprzedniej kadencji Sejmu. Jeśli profesorowie prawa oceniają je negatywnie, tym gorzej dla profesorów. Nie od dziś wiadomo, że biorą udział w spiskach i układach.

Rządzący testują naszą cierpliwość zgodnie z zasadą gotowania żaby: jeśli wrzuci się ją do garnka z wrzątkiem, wyskoczy natychmiast, ratując życie. Jeśli jednak znajdzie się w naczyniu z wodą letnią i zaczniemy ją delikatnie podgrzewać, w pewnym momencie zrobi się śmiertelnie gorąco, ale żabie będzie już wszystko jedno. Reakcje Polaków byłyby bardziej radykalne, gdyby „grillowanie” trybunału nie ciągnęło się już miesiąc. Gdyby np. nie oglądając się na konstytucję nowa władza postanowiła rozwiązać TK, poczulibyśmy, że woda jest wrzątkiem. I wtedy na ulicach nie znalazłoby się 50, ale pewnie 500 tys. osób. Ale na to partia Kaczyńskiego nie pójdzie. Woda będzie podgrzewana powoli. A rola TK subtelnie ograniczana. Podobnie jak innych instytucji państwa, które będą miały ambicje, żeby się stawiać.

Kiedyś mieliśmy falandyzację prawa. Dzisiaj będziemy mieli kaczyzację. Czyli takie używanie przepisów, by robić to, co się uważa za słuszne, nawet jeśli jest bezprawne. PiS nie cofnie się w strategii zmiany państwa na swoją modłę ani o krok. Bez względu na ofiary, które przecież każda rewolucja musi przynieść.