statystyki

Zielony papież: Franciszek stworzył encyklikę nie tylko dla wiernych

autor: Jakub Kapiszewski26.06.2015, 09:45; Aktualizacja: 26.06.2015, 09:46
Papież Franciszek

Franciszek stworzył dokument, który – jak to ma w zwyczaju – w prostych słowach podsumowuje przesłanie.źródło: Newspix
autor zdjęcia: Evandro Inetti

Encyklika „Bądź pochwalony” to coś więcej niż tylko kolejny głos w debacie nad zmianami klimatycznymi. Papież Franciszek buduje moralny argument, który może być atrakcyjny zarówno dla wiernych, jak i osób spoza Kościoła

Dorastaliśmy, myśląc, że jesteśmy jej właścicielami i rządcami uprawnionymi do jej ograbienia”. Takie słowa mógłby skierować do widzów narrator we wstępie jakiegoś postapokaliptycznego filmu. Alternatywnie mogłaby się tak zaczynać homilia kaznodziei wspominającego grzechy cywilizacji, której dawno już nie ma. Powyższy fragment nie pochodzi jednak z literackiej fikcji. To jedno z pierwszych zdań encykliki „Laudato si”, która od momentu wydania stanowi oficjalny element nauki Kościoła katolickiego.

Podstawowa teza dokumentu brzmi: „rozwój technologiczny i gospodarczy, który nie pozostawia świata lepszym, a jakości życia integralnie wyższej, nie może być uznany za postęp”. A zdaniem papieża obecny model rozwoju pozostawia wiele do życzenia, przede wszystkim dlatego, że jego efekty pozostają niedostępne dla dużej części ludzkości, a dodatkowo odbywa się on często kosztem mieszkańców ubogich regionów Ziemi.

Ten pozorny rozwój spowodował zdaniem głowy Kościoła „wykluczenie społeczne, nierówność w zakresie dostępności i zużycia energii oraz innych usług, podziały społeczne, wzrost przemocy i pojawienie się nowych form agresji społecznej”, co dla Franciszka znaczy tyle, że nie pociągnął on za sobą „w ciągu ostatnich dwóch wieków, we wszystkich aspektach, prawdziwego, integralnego postępu i poprawy jakości życia”.

Co zdaniem papieża jest przyczyną tego stanu rzeczy? Przede wszystkim nastawiona na maksymalizację zysku gospodarka, niebacząca na środowiskowe i społeczne konsekwencje własnej działalności. Jak temu zaradzić? Papież uważa, że „nie wystarczy pogodzić na drodze kompromisu troski o naturę z przychodami finansowymi lub ochronę środowiska z postępem”. To byłby jedynie półśrodek, a potrzebne jest coś zacznie głębszego: „przedefiniowanie postępu”. Drogą do tego może być jedynie polityka, do czego nawołuje Franciszek pod koniec dokumentu: „potrzebujemy polityki o szerokiej wizji”.

Gra interesów

Innymi słowy, najważniejszy lokator Watykanu rzuca rękawicę wszystkim rządzącym na świecie, i to na kilku płaszczyznach jednocześnie: ochrony środowiska („wspólnego dobra”), zmian klimatycznych oraz modelu rozwoju. Dokument papieski nieprzypadkowo ukazuje się na kilka miesięcy przed zbliżającym się szczytem klimatycznym w Paryżu, na którym mają zapaść decyzje odnośnie do zobowiązań klimatycznych, jakie społeczność międzynarodowa weźmie na siebie w perspektywie do 2050 r.

Głos papieża może podczas tego wyjątkowego wydarzenia (co prawda konferencje klimatyczne odbywają się co roku, ale szczyty takie jak te w Paryżu były zwoływane w ciągu ostatnich 20 lat tylko pięć razy) brzmieć jak smutne memento, niemniej jednak trudno będzie mu przeciąć gordyjski węzeł interesów, które oplatają debatę o tym, jak postępować względem zmian klimatycznych.

Przede wszystkim chodzi o kwestię redukcji emisji gazów cieplarnianych, gdzie konflikt przebiega na linii kraje rozwinięte – kraje rozwijające się. Te drugie argumentują, że zanieczyszczenie środowiska jest nieodłączną konsekwencją industrializacji, w związku z czym kraje rozwinięte nie mogą wymogami klimatycznymi dławić rozwoju państw, które dopiero budują swoje bogactwo. Przykładem oporu ze strony wschodzących potęg jest fakt, że samo zwołanie szczytu w Paryżu było mocno oprotestowane w 2011 r. przez Indie i Chiny. Opór udało się pokonać dopiero po 70 godzinach negocjacji non stop. Co prawda prezydent Xi Jinping podczas szczytu USA-Chiny pod koniec ub.r. zgodził się na redukcję emisji, ale dopiero po 2030 r. (lub wcześniej, w zależności od sytuacji).

Chiński przywódca zgodził się więc na redukcję emisji, ale dopiero po osiągnięciu maksymalnego poziomu wymaganego przez rozwój gospodarczy. Pekin daje więc do zrozumienia, że nie będzie chciał poświęcić konkurencyjności własnej gospodarki na rzecz umasowienia drogiej zielonej energii (ten argument pada równie często ze strony przemysłu ciężkiego w Polsce, np. podczas ostatniego Europejskiego Kongresu Gospodarczego). „Konkurencyjność” zaś idzie w parze z bezpieczeństwem energetycznym, inną ważną kwestią debaty o klimacie.


Pozostało 73% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie