statystyki

Obsesja zagłady groźniejsza samo zagrożenie

autor: Andrzej Krajewski03.05.2015, 10:30
Apokalipsa

Apokalipsaźródło: ShutterStock

O tym, że ślepa wiara, iż zagłada czeka tuż za progiem, bywa niebezpieczniejsza od samego zagrożenia.

Po śmierci Chrystusa przez kolejne stulecia chrześcijanie czekali na rychły koniec świata, który obiecywali pierwsi apostołowie. Jednak apokalipsa uparcie nie nadchodziła. Z czasem wiara w religijne dogmaty osłabła. Prawdziwą rewolucję przyniosło ze sobą oświecenie. Zrodzona pod hasłami wyzwolenia rozumu z więzów religii epoka, którą stworzyły osiągnięcia takich gigantów umysłu, jak Newton czy Leibniz, odmieniła Europę. W krajach protestanckich Kościoły dużo słabsze od katolickiego straciły wpływ na naukowców. Ślepą wiarę w rzeczy nadprzyrodzone zastąpiły empiryczne doświadczenia. A uczeni bardzo szybko przejęli rolę wszechwiedzących kapłanów. Zwykli ludzie zaś, jak stulecia wcześniej, aplikowane im teorie przyjmowali niczym tezy teologiczne. Biorąc wszystko na wiarę, bez pytania o przekonujące dowody. Zdając się na odpowiedzialność naukowych autorytetów. Uczeni tymczasem, równie chętnie jak niegdyś biblijni prorocy, zaczęli wieszczyć rychłe nadejście zagłady.

Świat bez żywności

Kiedy wykształceni Europejczycy zachwycali się nowymi teoriami naukowymi, Irlandczycy płodzili dzieci. Na niewielkiej wyspie, leżącej niemal poza granicami Starego Kontynentu, pod koniec XVIII w. doliczono się jakichś 3 mln mieszkańców. Spis powszechny z 1821 r. wykazał już 6,8 mln, a ten z 1841 r. aż 8,75 mln ludzi. W zaledwie 60 lat liczba Irlandczyków wzrosła o 300 proc. Tę eksplozję demograficzną śledził z niepokojem anglikański duchowny Thomas Robert Malthus. Jego lęki nie brały się z tego, że Irlandczycy byli katolikami, niechętnie nastawionymi wobec brytyjskich okupantów. Dla Malthusa ważniejszą sprawę stanowiło to, czy w realnym życiu nastąpi weryfikacja jego teorii ekonomicznej. Kapłanem został bowiem przez przypadek. Jako najmłodszy syn w rodzinie, zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem, musiał trafić do stanu duchownego. Ale Malthusa dużo bardziej interesowała ekonomia, a zwłaszcza teorie Adama Smitha. Przy czym – w przeciwieństwie do ojca gospodarczego liberalizmu – swoją uwagę skupił nie na bogactwie narodów, lecz ich nędzy. Dogłębne studia nad jej przyczyną doprowadziły go do wniosku, że masy mieszkańców Wielkiej Brytanii cierpią biedę głównie dlatego, iż jest ich za dużo. Wcześniej epidemie i liczne wojny sukcesywnie ograniczały wzrost populacji. Ale początek rewolucji przemysłowej przyniósł rewolucję demograficzną. W ciągu stulecia liczba Anglików się podwoiła, Irlandczyków przybyło prawie czterokrotnie. W przeludnionych miastach bezrobocie, nędza i żebractwo stały się codziennością.

I oto nagle w 1798 r. ukazała się drukiem książka „An Essay on the Principle of Population” („Prawo ludności”) autorstwa niejakiego Josepha Johnsona. Wzbudziła ona tak wielki oddźwięk, że wszczęto poszukiwania autora. Gdy ustalono, że napisał ją Malthus, natychmiast okrzyknięto go następcą wielkiego Adama Smitha.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie