Nie ma niczego oburzającego w tym, że w przetargu zorganizowanym przez MON wygrał śmigłowiec z Francji, a nie produkowany (częściowo) w Polsce. Próba zawetowania decyzji konkursowej poprzez krzyk, że skrzywdzono rodzimy przemysł, ośmiesza próbujących.

Przetarg ogłoszono, bo uznaliśmy za konieczne kupienie uzbrojenia mającego poprawić stan obronności kraju. Inne elementy, np. promocja przemysłu, schodziły na dalszy plan. I słusznie. Albo w przetargu miała wygrać najlepsza, zdaniem wojskowych, oferta, albo przetargu nie należało w ogóle organizować. Sytuacja odwrotna – najpierw liczy się interes gospodarczy Polski, a na dalszy plan zepchnięte zostaną czynniki obronne – podważa sens modernizacji polskiej armii. Przeznaczone na nią 90 mld zł wydać można z większym pożytkiem, finansując dwie lub trzy politechniki niż kilka zakładów pracy.

To, co naprawdę oburza, to spisek mediów, polityków i wojskowych. Ups, nie ma tego spisku, jakoś samo nam wyszło, że wydatek takiej skali jest prawie nieomawiany w polskiej prasie? To nie tajemny syndykat zbrodni zdecydował, że politycy przepytywani są z kilometrówek, ostatniej wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego o Marzenie Wróbel (lub odwrotnie), o szansach Ogórek i związkach partnerskich, a nie są przepytywani z 90 mld? Tym gorzej. Spisek można wykryć i rozbić, szajkę aresztować. Zbiorowego zidiocenia nie da rady wykryć (skoro jest zbiorowe, kto miałby to zrobić?), tym bardziej – potępić.

Jest kilku publicystów w Polsce, którzy starali się o wywołanie narodowej dyskusji nad Górą Złotych, ale z podziwu godną konsekwencją opinia publiczna uważała, że muliste Pojezierze Popisowskie stanowi znacznie lepszy, jak to się mówi, temat. Dopiero teraz, kiedy podobno krzywdzą naszych, zaczyna się spóźniona debata. Pytanie, czy aby naszych nie krzywdzą nie poprzez wybór producenta śmigłowców, lecz poprzez np. decyzję o kupowaniu w ogóle śmigłowców, nawet się nie pojawia.