Nie drę szat z powodu wyboru Andrzeja Dudy, podobnie dałbym ubraniom spokój, gdyby wygrał dotychczasowy prezydent. W przeciwieństwie do tak wielu Polaków nie uważałem w niedzielę, że nie było na kogo głosować albo że trzeba było dokonywać wyboru mniejszego zła. Obaj kandydaci wydawali mi się całkiem do przyjęcia, a już na pewno nie byli gorsi od poprzedników. Zwycięzca oszukiwał wyborców bardziej naiwnie i hojnie niż przegrany, ale od 2005 r. tylko wyborcy ze spłaszczoną przysadką mózgową przejmują się workiem kampanijnych obietnic.
Dziesięć lat temu wybory w Polsce wygrały dwie partie, które obiecywały w braterskiej współpracy zbudować państwo tanie, przyjazne, silne obywatelami, zwycięsko radzące sobie z układami i układzikami, często postkomunistycznego jeszcze pochodzenia. Zaraz po wyborach Platforma się obraziła na lodówkę Michała Kamińskiego (obecnie w PO), Kaczyński pokazał plecy i tyle z POPiS-u zostało. Nie zdążyliśmy jeszcze pogratulować zwycięzcom wyników, a już się okazało, że rewolucją moralną będzie koalicja PiS z Samoobroną przeciwko układowi z PO. Ta w odwecie stanęła na czele demokratycznego powstania przeciwko dyktaturze Kaczyńskich...
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.