Imigracja i brytyjskie członkostwo w Unii Europejskiej, to główne tematy rozpędzającej się właśnie kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się tu w przyszłym roku.

"Unijni imigranci, którzy przybyli tu po 2000 roku roku mieli pozytywny wkład fiskalny, rozumiany jako różnica między zapłaconymi podatkami, a funduszami, jakie państwo musiało na nich przeznaczyć” - tłumaczy Polskiemu Radiu doktor Tommaso Frattini, jeden z autorów badań. Według wyliczeń, w sumie wkład ten wyniósł 20 miliardów funtów.

Co więcej, z badań wynika, że Wielka Brytania zyskała na wykształceniu przybyszów. "Ci imigranci przyjeżdżają tu z wykształceniem, za które zapłacił inny kraj. Oceniamy, że w rozpatrywanym okresie wniesiony przez nich ludzki kapitał, sfinansowany przez państwo pochodzenia, miał wartość zbliżoną do 6.8 miliardów” - mówi profesor Christian Dustmann.

Interesująca jest też inna statystyka, która przynajmniej do pewnego stopnia poddać może w wątpliwość ostrzeżenia o turystyce zasiłkowej drenującej jakoby zasoby Wielkiej Brytanii. "Średnio prawdopodobieństwo, że rodowity Brytyjczyk otrzymuje świadczenie to 40%. W przypadku imigranta jest ono mniejsze o 17%"- wyjaśnia doktor Frattini.

Autorzy badania skupili się na danych z lat 2000 - 2011. Obejmowały one zarówno emigrantów unijnych, jak i tych spoza Wspólnoty. Ci drudzy przynieśli krajowi zysk w wysokości około pięciu miliardów funtów.

Na Wyspach imigracja i członkostwo w Unii Europejskiej to jedne z głównych tematów rozkręcającej się kampanii przed wyborami, które odbędą się w maju przyszłego roku. Premier Cameron od dłuższego czasu mówi o potrzebie kontrolowania imigracji, nawet za cenę konfliktu wewnątrz Wspólnoty. Coraz popularniejsza Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa idzie o krok dalej i domaga się, by móc w pełni kontrolować napływ imigrantów, Londyn opuścił Unię.