W Brukseli właśnie opublikowano wstępne dane dotyczące frekwencji w kończących się wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pięć lat temu frekwencja wyniosła 43 procent i była najniższa w historii. 

Pierwsze prognozy dotyczące frekwencji pokazują, że i tym razem nie udało się zachęcić dużej liczby Europejczyków do wzięcia udziału w wyborach. Niska frekwencja może też być wykorzystana przez unijnych przywódców, by odrzucić proponowanych przez partie polityczne kandydatów na szefa Komisji - może pojawić się zarzut, że z tak niską frekwencją Europarlament nie ma dostatecznej legitymacji społecznej.

W Polsce sondaż IPSOS wskazuje na frekwencję na poziomie 22,7 proc. uprawnionych do głosowania.