Kierownictwo MON wprowadza zmiany. W znowelizowanej niedawno ustawie jest zapis, który pozwala podchodzić do testów tak długo, aż dostanie się dobrą ocenę. Minister obrony Tomasz Siemoniak przekonuje, że liberalizacja przepisów nie oznacza wcale "odpuszczenia" zajęć sportowych w wojsku. Zmiana to ukłon w stronę tych żołnierzy, którzy na co dzień pełnią służbę przy komputerach i na przykład czuwają nad bezpieczeństwem w sieci albo reagują na próby cyberataków. 

Dla takich osób - zdaniem szefa MON - można "przymknąć oko" na bardzo dobre oceny z w-f i pozwolić im podchodzić do testów więcej niż dwa razy. Dodatkowo w każdym przypadku o dalszych losach takiego żołnierza będzie decydował dowódca, a nie bezduszny mechanizm zapisany w prawie - podkreśla minister Siemoniak.
Dzięki takim zmianom negatywna ocena z testów sprawnościowych nie będzie przekreślała dalszej kariery żołnierza. Oczywiście nie oznacza to, że w jednostkach liniowych zajęcia z w-f będą teraz rzadziej organizowane. 

Armia to jednak przede wszystkim dobra kondycja fizyczna - mówi Szef Sztabu Generalnego Mieczysław Cieniuch. Generał uważa, że sprawność powinna być wśród żołnierzy ważnym elementem ale nie powinno się do niej zmuszać. Zaproponowane w nowelizacji ustawy zapisy godzą zarówno interesy wojska, jak i nieco gorszą kondycję fizyczną tych żołnierzy, którzy są specjalistami w kwestiach technicznych i technologicznych - twierdzi generał Cieniuch. 

Z pewnością przyjemność z uprawiania sportu czerpią żołnierze, którzy mają w wojsku możliwość uprawiania aktywności fizycznej wyczynowo. Na każde zawody krajowe czy mistrzostwa armia wysyła silną 168-osobową grupę. Tylko w ubiegłym roku z różnego rodzaju zawodów - w tym z olimpiady letniej w Londynie - żołnierze przywieźli ponad 200 medali. Wśród zawodników w mundurach są takie sławy, jak kapral Sylwia Bogacka uprawiająca strzelectwo sportowe czy kapral Damian Janikowski - zapaśnik, który z Londynu przywiózł brąz.