Autopsja zwłok Borysa Bieriezowskiego wskazuje na zgon przez powieszenie. Brytyjska policja wydała w nocy oświadczenie, w którym dodaje, że nie stwierdziła na miejscu śladów walki, ale zaznaczyła, że nadal prowadzi badania w domu zmarłego.

Zwłoki Bieriezowskiego znalazł w sobotę przed południem jego ochroniarz, na podłodze w łazience, po wyważeniu zamkniętych od wewnątrz drzwi. Bieriezowski był ubrany, a obok leżał szalik. Wezwana na miejsce była żona Bieriezowskiego, Galina - do której należy dom - powiedziała po identyfikacji zwłok, że Boris Bieriezowski zmarł uduszony. Policja dość wcześnie wykluczyła udział jakichś innych osób. 

Po przegraniu sprawy rozwodowej z Galiną i po krachu starań o wysokie odszkodowanie od innego rosyjskiego oligarchy, Romana Abramowicza, Bieriezowski popadł w tarapaty finansowe i depresję. Według dzisiejszego "Guardiana" w przeddzień śmierci spotkał się w Londynie z rosyjskim dziennikarzem, któremu miał powiedzieć: "Zgubiłem sens życia. Mam 67 lat i nie wiem, co dalej począć."

Brytyjskie media nie kwestionują wniosków policji, ale przypominają, że w tej samej okolicy doszło już do trzech podejrzanych zgonów byłych rosyjskich oligarchów. Pięć lat temu w odległości 20 kilometrów zmarł były wspólnik Bieriezowskiego, Badri Patarakaszwili. A w zeszłym roku 44-letni Aleksander Piereplicznyj, biznesmen i ważny świadek w głośnej sprawie śmierci Siergieja Magnickiego.