Zeznania Nasziriego objęto w USA klauzulą ściśle tajne. Jawne są jedynie nieliczne fragmenty procesu przed specjalnym trybunałem w Guantanamo, które można znaleźć w strasburskiej teczce. To z tej części dowiadujemy się, co udało się wydobyć amerykańskim śledczym w Kiejkutach. Jest również potwierdzenie stosowania przez Amerykanów tortur. Z zeznań wynika, że wśród oprawców nie było Polaków. Oto ich fragment:

– Czy wie pan, kto pana torturował? – pyta przewodniczący komisji sądzącej Nasziriego w Guantanamo.

– To byli Amerykanie. Stosowano różne metody. Wydarzyło się wiele rzeczy. Przed moim aresztowaniem byłem w stanie przebiec 10 kilometrów. Dziś nie jestem w stanie chodzić dłużej niż 10 minut. (...) Przesłuchujący zadawał pytania i potem głośno się śmiał. Odpowiadałem zgodnie z posiadaną wiedzą. Gdy nie odpowiadałem, przesłuchujący miał w zwyczaju (utajniony fragment, z kontekstu wynika, że chodzi o opis metod przesłuchań). To trwało aż do przewiezienia do Guantanamo.

Na Mazurach wydzielono specjalne strefy buforowe dla CIA

Właśnie w okresie domniemanego pobytu Nasziriego na Mazurach miał on potwierdzić wzięcie udziału w zamachu na okręt USS Cole. W Guantanamo Saudyjczyk odwołał te zeznania. Podtrzymał natomiast, że brał od Osamy bin Ladena pieniądze. Jak przekonywał, chodziło o realizację w Jemenie projektu związanego z... łowieniem ryb, a nie o działalność terrorystyczną. Nasziri przyznał się w Kiejkutach również do kupna w Jemenie ładunków wybuchowych. Jak przekonywał później w Guantanamo, miały one służyć... do kopania studni.

W grudniu 2002 r., czyli podczas przesłuchań w Kiejkutach, śledczy wydobyli również z Saudyjczyka informacje o tym, że bin Laden jest w posiadaniu broni atomowej.

Z teczki Nasziriego dowiadujemy się też, kto konkretnie odpowiadał za jego przesłuchania podczas domniemanego pobytu w Polsce. Informacje o tym pochodzą z dokumentu CIA, który jest efektem amerykańskiego śledztwa w sprawie tortur. Fragmenty raportu inspektora generalnego CIA są dołączone do materiałów Nasziriego. Wynika z nich, że przesłuchującymi byli wysokiej rangi oficerowie centrali CIA z zespołu specjalistów od debriefingu – co w slangu CIA oznacza przesłuchanie.

Z dokumentów sporządzonych przez adwokatów Nasziriego wynika, że „techniczną” współpracą z nimi miały zajmować się Wojskowe Służby Informacyjne. Chodzi m.in. o zapewnienie „nadzwyczajnego stopnia bezpieczeństwa i wydzielenia w Starych Kiejkutach stref buforowych dla CIA”. WSI było wspomagane przez współpracowników z innych instytucji. Chodziło m.in. o pominięcie części procedur przy odprawie czy np. regulowaniu opłat celnych podczas lądowań samolotów CIA. Żołnierze WSI i funkcjonariusze Straży Granicznej mieli również podstawić samochody do transportu więźniów z lotniska w Szymanach do Starych Kiejkut.

Ówczesny szef WSI gen. Marek Dukaczewski twierdzi, że teza o współpracy wojskowych służb z CIA jest niedorzeczna. – Mówienie, że Kiejkuty i Szymany to obiekty wojskowe nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia. Takie stwierdzenie pada również w raporcie przygotowanym przez Radę Europy. Osoby, które go przygotowywały, nie dołożyły staranności – mówi DGP gen. Dukaczewski. – Naturalnym partnerem dla WSI po stronie amerykańskiej była Agencja Wywiadu Obronnego, czyli DIA. Partnerem dla CIA jest Agencja Wywiadu, w związku z czym mówienie o zaangażowaniu wojska to absolutna nieprawda – dodaje.

Obrońcy Nasziriego przekonują, że współpracując z Amerykanami, Polska złamała europejską konwencję praw człowieka. Ich zdaniem podejrzany o związki z Al-Kaidą Saudyjczyk nie powinien zostać odesłany do Guantanamo, gdyż grozi mu tam kara śmierci. Adwokaci przekonują, że w ten sposób Polska złamała art. 2 i 3 europejskiej konwencji praw człowieka, a także 6. protokół do niej.