Kancelaria Sejmu już bada sprawę, a eksperci potwierdzają, że sprawa wymaga uregulowania.

Sejm po raz pierwszy obradował w sposób częściowo zdalny 27 marca. Chodziło o to, by zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem. Wówczas parlamentarzystów obecnych w gmachu przy Wiejskiej rozsadzono w kilkunastu salach. Pozostali mogli brać udział w posiedzeniu, siedząc w domach. Do zdalnego głosowania służy specjalny system, do którego posłowie mają dostęp dzięki tabletom.

Wtedy w Polsce obowiązywał już lockdown, a wyjazdy za granicę były praktycznie niemożliwe. Dziś, mimo obostrzeń, można podróżować. A posłowie mają wciąż możliwość oddawania głosu zdalnie i korzystają z tego prawa. Regulamin Sejmu (w art. 198a) przewiduje taką opcję na czas któregoś ze stanów nadzwyczajnych (wyjątkowego, klęski żywiołowej lub wojennego) albo stanu epidemii.

Po głośnym głosowaniu z 14 sierpnia, kiedy Sejm uchwalił sowite podwyżki na najważniejszych osób w państwie, pojawiły się oświadczenia posłów opozycji, w których przepraszali za to, że poparli kontrowersyjne przepisy (odrzucone później przez Senat).

„Piątkowe głosowanie było ogromnym błędem, zarówno moim, jak i prawie całego klubu” – napisał w mediach społecznościowych krakowski poseł KO Aleksander Miszalski. Polityk przeprasza też, że tak późno zabrał publicznie głos w sprawie, ale dopiero co wrócił do Polski po zaplanowanym wcześniej urlopie. „Piątkowe posiedzenie Sejmu było zwołane na krótko przed (przeniesione ze względu na COVID w Senacie), dlatego uczestniczyłem w nim zdalnie” – twierdzi poseł.

W podobnym duchu tłumaczyła się jego partyjna koleżanka Iwona Hartwich. „Oczywiście, mogłabym nie głosować – powiedzieć, że rozładował mi się tablet, telefon czy komputer lub że straciłam połączenie z internetem (bo przecież obecnie nie ma mnie w kraju) albo że po ludzku się pomyliłam” – napisała kilka dni temu.

Szkopuł w tym, że głosując za granicą, posłowie złamali przepisy. – Według obecnego stanu prawnego głosowanie zdalne jest możliwe jedynie na terytorium Polski – potwierdza Centrum Informacyjne Sejmu (CIS). Kwestię tę reguluje zarządzenie nr 6 marszałka Sejmu z 27 marca 2020 r. w sprawie środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość udostępnianych posłom oraz innym uprawnionym do uczestniczenia w posiedzeniu Sejmu (par. 3, ustęp 1 tj. „aby móc zdalnie uczestniczyć w posiedzeniu Sejmu, należy przebywać na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”).

Niestety część parlamentarzystów nawet nie wie, że taka regulacja istnieje. Nieoficjalnie słyszymy, że do Kancelarii Sejmu trafiła przynajmniej jedna skarga na to, że poseł nie mógł oddać głosu za granicą.

W nieoficjalnych rozmowach sejmowi informatycy zapewniają, że głosowanie poza terytorium RP jest technicznie niemożliwe z powodu ograniczeń, jakie wprowadzono, by zapewnić bezpieczeństwo procesu oddawania głosu. – Mnie poselski iPad za granicą nie działa. Nie wiem, jak poradzili sobie koledzy i koleżanki przebywający za granicą. Przed głosowaniem 14 sierpnia pracownik klubu dzwonił i pytał, czy nie będę czasem za granicą, bo może być problem z oddaniem głosu – zapewnia nas jeden z polityków PiS. Opisuje też, jak wygląda weryfikacja tożsamości posła głosującego zdalnie. – Na komórkę SMS-em przychodzi powiadomienie, potem na iPadzie trzeba otworzyć link głosowania. Wpisuje się swój sejmowy adres e-mailowy, hasło do poczty sejmowej, na kolejnej podstronie trzeba wpisać kod z SMS-a i wtedy jesteśmy zalogowani w systemie głosowania – opisuje poseł.

O komentarz poprosiliśmy dwójkę zainteresowanych posłów. – Rzeczywiście udało mi się zagłosować, będąc poza granicami kraju, to chyba oznacza, że mój głos w tej sprawie jest nieważny. Nie miałam żadnych problemów z zalogowaniem się do systemu. Na pewno złożę zapytanie w Kancelarii Sejmu o wyjaśnienie, jak sytuacja wygląda – mówi Iwona Hartwich.

Aleksander Miszalski również zapewnia, że udało mu się zalogować i zagłosować. – Nie mogłem tego zrobić co prawda przez hotelowy internet, ale korzystałem z roamingu operatora działającego w Polsce – dodaje.

Czy CIS wie, którzy posłowie głosowali, będąc za granicą, co grozi za złamanie zarządzenia marszałka Sejmu i czy takie głosowanie jest w ogóle ważne? Do zamknięcia tego wydania DGP nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Na podstawie protokołu z głosowań zamieszczanych na stronach internetowych Sejmu nie sposób ustalić, kto głosował zdalnie, nie mówiąc już o tym, czy był na terenie kraju, czy nie.

Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że po naszych pytaniach sejmowi informatycy zaczęli weryfikować dane logowań głosujących posłów. W przypadku Aleksandra Miszalskiego i Iwony Hartwich stwierdzono, że logowanie nastąpiło przez polskiego operatora (odpowiednio Orange i Plus). To budzi podejrzenia niektórych naszych rozmówców. – Pytanie, czy nie było tak, że tablety sejmowe zostawiono np. asystentom lub członkom rodziny przebywającym w Polsce i faktycznie to oni oddali głos. Jeśli tak, to mamy do czynienia z przestępstwem – przekonuje polityk PiS.

– Nie wiem, jaki system weryfikacji ma Kancelaria Sejmu, ale wydaje się to absurdalne – odpowiada Aleksander Miszalski. – Przecież jeśli korzystam z roamingu polskiego operatora, to naturalnie, że dane logowania będą od niego. Być może mamy do czynienia z jakąś luką systemową – sugeruje poseł KO.

Zdaniem konstytucjonalisty Ryszarda Piotrowskiego, jeśli regulamin Sejmu wprost nie precyzuje ograniczeń dotyczących możliwości głosowania, to one nie powinny być wprowadzane w drodze zarządzenia marszałka Sejmu. – Chodzi o podstawowe prawa posła, które wynikają z konstytucji i ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Tych praw nie można ograniczać w drodze domniemania czy poprzez określone wymogi techniczne. Niewątpliwe jednak kwestia głosowania zdalnego z zagranicy wymaga uregulowania. Można przyjąć, że są racje przemawiające za wprowadzeniem wymagania obecności posłów na terytorium RP, by wykluczyć ewentualne możliwości oddziaływania na wynik głosowania przez osoby postronne – komentuje ekspert. 

Posłowie przebywający na wakacjach za granicą nie mogą głosować zdalnie