"Konwencja antyprzemocowa była dokumentem bardzo oczekiwanym przez wiele organizacji, działaliśmy na jej rzecz na szczeblu całej Europy. Nie spodziewałam się, gdy pięć lat temu prezydent Bronisław Komorowski ratyfikował konwencję stambulską, że będziemy pięć lat później, zamiast cieszyć się z wdrożenia standardów, o których mówi, działać na rzecz tego, aby nie została wycofana" - mówiła Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet.

Jak dodała, "pomimo ratyfikowania tej konwencji, ciągle mamy wiele do zrobienia w tym obszarze". "W Polsce cały czas mamy do czynienia z bardzo wieloma przypadkami zabójstw kobiet, samobójstw, pobić ze skutkiem śmiertelnym. (...) Zapowiedź wypowiedzenia konwencji, obawiam się, że jeszcze bardziej te standardy ochrony praw kobiet obniży" - oceniła Nowakowska.

Z kolei Magdalena Staroszczyk z organizacji Warszawskie Dziewuchy powiedziała, że jest na manifestacji, bo chce, aby kobiety nie były ofiarami. "Kobiety, choć mają prawo zabierania głosu, wciąż skutecznie są od tego odwodzone, bo wciąż są wychowywane do bycia spolegliwymi, godzącymi się na swój los, cierpiącymi w milczeniu" - dodała.

Wśród organizatorów manifestacji - poza Centrum Praw Kobiet i Warszawskimi Dziewuchami - byli Ogólnopolski Strajk Kobiet, Wielka Koalicja za Równością i Wyborem i Warszawski Strajk Kobiet.

Manifestacja rozpoczęła się po godz. 17.30 na ul Zielnej przed siedzibą Instytutu na rzecz Kultury Prawnej "Ordo Iuris", organizacji będącej jednym z propagatorów obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej "Tak dla rodziny, nie dla gender", której celem jest niezwłoczne wypowiedzenie konwencji stambulskiej.

Następnie manifestanci przeszli ul. Marszałkowską, Al. Jerozolimskimi i ul. Bracką. W trakcie przemarszu jego uczestnicy skandowali m.in. hasła: "Nie będziemy ofiarami", "Chrońcie córki, edukujcie synów", "Zostawcie plakaciary, ścigajcie gwałcicieli" i "Przemoc karmi się milczeniem".

W przemarszu niesione były plakaty Strajku Kobiet, flagi Unii Europejskiej oraz w kolorach tęczy.

Manifestacja zakończyła się po godz. 19 przed siedzibą Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. "Wstyd, do dymisji" - skandowali jej uczestnicy przed budyniem MRPiPS pod adresem szefowej tego resortu Marleny Maląg.

Podobne manifestacje odbyły się w piątek w kilkunastu innych miastach w Polsce, m.in. w Poznaniu.

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (nazywanej konwencją antyprzemocową lub konwencją stambulską) ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Dokument zakłada m.in., że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, oraz że przemoc nie może być usprawiedliwiana tradycją ani religią.

Polska podpisała konwencję w grudniu 2012 r., a ratyfikowała - w 2015 r. Od początku budziła ona kontrowersje; przytaczano argumenty o jej niezgodności z konstytucją oraz o tym, że stanowi zagrożenie dla polskiej tradycji rodziny.

Minister Maląg mówiła przed tygodniem PAP, że decyzja o wypowiedzeniu konwencji jeszcze nie została podjęta. Zaznaczała, że trwają w tej sprawie analizy. "Nie możemy pozwolić na narzucanie Polsce jakichkolwiek treści ideologicznych, które nie są zgodne z polską konstytucją i zasadami obowiązującymi w naszym kraju" - mówiła.

Z kolei wiceszef resortu sprawiedliwości Marcin Romanowski mówił PAP, że jego resort od dawna jest przygotowany do tego, by rozpocząć formalne prace nad wypowiedzeniem tej konwencji. Zdaniem Romanowskiego jej postanowienia w warstwie ideologicznej są sprzeczne z polskim porządkiem konstytucyjnym.

W zeszłym tygodniu Chrześcijański Kongres Społeczny Marka Jurka oraz Instytut Ordo Iuris zapowiedzieli zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem, którego celem jest wypowiedzenie konwencji stambulskiej oraz opracowanie Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. Zdaniem autorów projektu konwencja stambulska "uderza w podstawy polskiego porządku ustrojowego kwestionując autonomię i tożsamość rodziny oraz ograniczając prawo do wychowania dzieci przez rodziców".