statystyki

Mars, lotniskowce i atom, czyli co czeka świat w Nowym Roku

02.01.2020, 07:00; Aktualizacja: 02.01.2020, 07:21
Boris Johnson uparł się, że Londyn i Bruksela przyklepią wszystko do końca roku. Jeśli nie, w oczy Europie znów zajrzy twardy brexit

Boris Johnson uparł się, że Londyn i Bruksela przyklepią wszystko do końca roku. Jeśli nie, w oczy Europie znów zajrzy twardy brexitźródło: ShutterStock

Sprawdzamy, co wydarzy się w 2020 r. Oto najważniejsze tematy, które poruszać będą opinię publiczną w rozpoczynającym się właśnie roku.

Pierwszy jest budżet. Każda rozmowa o pieniądzach na forum unijnym jest trudna; jednak w obliczu ubytku brytyjskiej składki staje się wyjątkowo trudna. Tym bardziej że czasu pozostało niewiele; obecne wieloletnie ramy finansowe, czyli siedmioletni budżet UE, wygasa wraz z końcem roku. Od 1 stycznia 2021 r. powinien już obowiązywać kolejny, co do którego wciąż nie ma zgody. Nowa szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen chciałaby budżetu ambitnego, na miarę wyzwań stojących przed Europą. Plany te torpeduje grupa krajów, takich jak Holandia, które chcą, aby Europa kosztowała ich podatników mniej. Potrzebny będzie kompromis, na którym z pewnością ktoś straci – i wiele wskazuje na to, że Polska będzie jednym z tych krajów.

Drugi jest brexit. Negocjacje budżetowe będą się toczyć w cieniu innych rozmów, a mianowicie poświęconych stosunkom handlowym z Wielką Brytanią. Normalnie takie porozumienia dogaduje się latami, ale Boris Johnson uparł się, że Londyn i Bruksela przyklepią wszystko do końca roku. Jeśli nie, w oczy Europie znów zajrzy twardy brexit. Dlaczego? Bo chociaż Brytyjczycy wychodzą formalnie z Unii wraz z końcem stycznia, to przepisy przejściowe sprawiają, że realnie nic się nie zmienia do końca 2020 r. Wtedy jednak przepisy te wygasają i jeśli strony nie porozumieją się do tego momentu co do zasad wymiany handlowej, to czeka nas twardy brexit.

Przy czym rozmowy z Londynem to tylko część wyzwania; wcześniej kraje Unii będą musiały między sobą ustalić treść mandatu negocjacyjnego (innymi słowy mówiąc: na co pozwalają negocjatorom). Niecały rok na rozmowy oznacza, że gdzieś będą potrzebne ustępstwa – nie wiadomo więc, czy nie upadną postulaty ważne dla Polski (jak np. hojny dostęp do brytyjskiego rynku przewozowego). 

Tarcza zegara symbolizuje, jak duże jest zagrożenie konfliktem nuklearnym na świecie. Im bliżej północy znajduje się wskazówka, tym jest ono większe. W 2018 r. uczeni związani z czasopismem „Biuletyn naukowców atomowych” (wymyślili zegar w 1947 i od tej pory „ustawiają” go raz do roku w styczniu) przesunęli wskazówkę na 23.58 – pozycję, w której ostatnim razem znajdował się 49 lat wcześniej. W 2019 r. wciąż były dwie minuty do północy. Wątpliwe, aby w 2020 r. coś miało się zmienić. Jeśli już, to na gorsze (dla porównania, w 1991 r. do północy było 17 minut).

Dlaczego eksperci biją na alarm? Przede wszystkim dlatego, że jedno po drugim padają porozumienia, które skutecznie minimalizowały dotychczas ryzyko użycia broni jądrowej. W ub.r. z tzw. traktatu INF – układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu – wycofali się Amerykanie, a po nich Rosjanie. Układ, podpisany w 1987 r. przez Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa, uwolnił świat od całej klasy rakiet o zasięgu od 0,5 do 5,5 tys. km, relegując broń atomową do uderzeń taktycznych i międzykontynentalnych (ulga dla Europy!).

Co gorsza, wraz z końcem 2020 r. wygasa New START, czyli układ w sprawie środków zmierzających do dalszej redukcji i ograniczenia zbrojeń strategicznych. Na mocy podpisanego w 2009 r. przez Baracka Obamę i Dmitrija Miedwiediewa porozumienia USA i Rosja zobligowały się do zmniejszenia liczby głowic atomowych w swoich arsenałach do 1550 sztuk (o jakim postępie od czasów zimnej wojny mówimy, niech świadczy to, że START I z 1991 r. ograniczał liczbę głowic do 6 tys. w każdym z krajów). Biorąc pod uwagę stan relacji między Waszyngtonem a Moskwą, trudno liczyć, czy zostanie przedłużony.

Stanu bezpieczeństwa atomowego nie poprawia również fakt, że obie strony podjęły się dużych programów modernizacyjnych swoich sił strategicznych. Ten wyścig zbrojeń niepokoi Chiny, które broń atomową dotychczas postrze gały wyłącznie odstraszająco, lecz mogą zmienić zdanie, jeśli poczują się zagrożone – nie wspominając już o atomowych sukcesach Korei Północnej czy ambicjach Iranu. To wszystko oznacza, że w 75. rocznicę ataku na Hiroszimę i Nagasaki bomba znów budzi obawy, i to w sposób, od którego zdążyliśmy się już odzwy czaić. 


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie