statystyki

Jan Komasa: Jest mi wstyd za ludzi Kościoła, którzy są u steru [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti18.10.2019, 07:30; Aktualizacja: 18.10.2019, 12:43
Jan Komasa. Fot. Maksymilian Rigamonti

Jan Komasa. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

Może nam się wydawać, że mamy pełen obraz świata, a tak naprawdę mamy połowę. Algorytm spowodował, że z tej drugiej połowy nie trafiła do nas ani krztyna informacji – mówi reżyser Jan Komasa

okładka Magazyn 18 października 2019 r

okładka Magazyn 18 października 2019 r

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

źródło: DGP

Kiedy pan jedzie do Ameryki?

Zaraz, w przyszłym tygodniu. Na miesiąc. Są 93 filmy ze świata, które chcą się znaleźć na liście nominowanych do Oscara. Już w grudniu będzie wiadomo, czy na tej liście będzie „Boże Ciało”. Jadę walczyć, żeby członkowie Akademii oglądali mój film. Zgłosiło się do nas chyba z 10 firm, które chciały promować w Stanach film o chłopaku z poprawczaka, który udawał księdza, oszusta, który mówił ludziom prawdę. Producent wybrał tę, która w zeszłym roku doprowadziła do Oscara „Bohemian Rhapsody”.

Ile jest pieniędzy na amerykańską promocję?

Około 1 mln zł, czyli 250 tys. dol. Dużo. Ale trzeba pamiętać, że tam zorganizowanie jednego pokazu filmowego to pewnie z 10 tys. dol. Trzeba wynająć salę, do tego przekąski, zakąski.

Są Polacy w Hollywood. Pomogą.

Są, ale garstka.

A pan jak domokrążca będzie nakłaniać do swojego filmu.

Tak, trochę jak akwizytor. Jednak regulamin zabrania kontaktowania się bezpośrednio z członkami Akademii, wpływania na nich. Nie mogę więc pukać wprost do właściwych drzwi, nawet e-maila nie mogę wysłać do członków Akademii z zaproszeniem na pokaz. Dużo reguł. A kto przyjdzie na pokaz – tego też nie wiadomo. W tej pierwszej turze może głosować 370 akademików.

I pan zna ich nazwiska?

No właśnie nie. To są ludzie rozsiani po świecie. Mamy pokazy w Los Angeles, San Francisco, Chicago, Nowym Jorku. Wiem, że jest kilku członków w Hamburgu, w Londynie też. Przy Złotych Globach już nie ma takich zasad, można wręcz wysyłać prezenty członkom jury. Ci, którzy mają pieniądze na promocję, sypią je właśnie na Złote Globy. Robią imprezy, bankiety. Zastanawiam się oczywiście, gdzie w tym wszystkim jest film, gdzie w tym wszystkim jest rozmowa, esencja tego, czym się zajmujemy. Prężenie muskułów, igrzyska.

Ale o Oscarze pan marzy?

Jak każdy filmowiec.

Mieliśmy rozmawiać o Kościele.

O Kościele?

O wspólnocie, o łączeniu. Chodzi pan do kościoła?

Jeśli chodzi o Kościół, to trzymam się już tylko mojego przyjaciela, ks. Wojtka Drozdowicza. On dał ślub mnie i mojej żonie.

Dawno temu, prawie 20 lat.

Dawno. Zrozumiał, że można świadomie zawrzeć związek małżeński w bardzo młodym wieku. Potem chrzcił moje dzieci. Jest zawsze blisko moich projektów filmowych. Pomagał też przy scenariuszu „Bożego Ciała”. Dzwoniłem do niego z pytaniami kanonicznymi. Dowiedziałem się, że ksiądz nie może być aseksualny, tylko musi mieć pociąg seksualny, żeby mieć z czym walczyć. Nie może mieć np. znamienia na ręku, musi mieć kompletną liczbę palców, ponieważ nie może dotykać hostii np. dziewięcioma palcami. Twarz księdza powinna być w zasadzie nieskazitelna. Powinien wyglądać jak prezenter telewizyjny. Bez zarostu, bez znamion. Ksiądz też nie może być kaleką, np. kuleć, powłóczyć nogą. To są sztywne reguły korporacyjne. Zadawałem ks. Drozdowiczowi pytania teologiczne, gdzie jest wiara, a gdzie jest religia, czy to idzie w parze. Dużo pięknych rozmów przeprowadziliśmy. Zresztą nie tylko z nim. Również z ks. Markiem Gryglem, z o. Grzegorzem Kramerem. Chcieli rozmawiać, prowadzić dialog.

Nakłaniali pana na powrót do Kościoła?

Jako katolik, jeden z tych ponad 90 proc. polskich katolików, mam poczucie, że to, co jest między mną a Kościołem, jest jak związek. A jak się długo jest z kimś w związku, to zdarza się, że ta druga strona staje się kimś innym, zmienia się i trzeba się jej uczyć na nowo albo...

Zerwać?

Hm.

I pan zerwał?

Mam takie poczucie, że teraz jestem w momencie, kiedy wróciłem do zera, do rozmowy o tym, czy chcę być w Kościele. W takim Kościele. Przecież to jest moment, kiedy wszystko się odwróciło, kiedy księża z ambony otwarcie wspierają jedną opcję polityczną, wpuszczają na Jasną Górę nacjonalistów, nazywają część wiernych tęczową zarazą. To już kiedyś było, ale na marginesie Kościoła, teraz weszło do mainstreamu. To dla mnie głęboko wstydliwe, że szedłem w jakiejś określonej grupie ludzi.

Wstyd panu, że jest pan w Kościele?

Jest mi wstyd za ludzi Kościoła, którzy są u steru, za ich wypowiedzi i za to, że nie są kontrowani przez innych hierarchów.

Arcybiskup Ryś kontruje.

On jeden. Przestałem to śledzić, bo kiedy śledziłem, to się denerwowałem, przestraszyłem się nawet. Wolę zająć się scenariuszami. I robić filmy o tym albo o rzeczach pokrewnych. Tak jak mówiłem, z Kościołem jestem w zerowym punkcie. Musimy się razem zastanowić, co dalej. Bo to, że chcę być w związku, to wiadomo. Zresztą uważam, że jak się robi sztukę, to się wierzy.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (6)

  • green(2019-10-18 10:07) Zgłoś naruszenie 103

    A mnie jest wstyd za Komase.

    Odpowiedz
  • nn(2019-10-18 09:54) Zgłoś naruszenie 101

    Ja nie wiem, jaki ludzie mają problem. Nie uważają, że KK jest im potrzebny, to naprawdę nikt ich w nim nie trzyma na siłę. Mnie jako członka KK zupełnie nie interesują pomysły na Kościół tych, którzy są poza nim.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Kazimierz (2019-10-18 13:09) Zgłoś naruszenie 50

    A mnie jest wstyd że się wstydzę za tych co wstydu nie mają.llll ... Nie interesuje mnie operetka więc nie chodzę do opery.Nie interesuje mnie wspinaczka górska więc oglądam góry z dołu.Nie interesuje mnie straszenie wiecznym potępieniem więc nic nikomu złego nie czynię i nie chodzę do kościoła.A Ciebie (jedno z drugim) niech nie interesuje co ludzie powiedzą tylko rób swoje , zgodnie z własnym sumieniem.Bo sumienie nie jest własnością kościoła czy wiary tylko jest Twoje osobiste.

    Odpowiedz
  • Bert(2019-10-20 16:49) Zgłoś naruszenie 10

    Na załączonej fotografii widzimy pana reżysera chwilę po tym jak pomylił to co trzyma przed sobą z nakładką na deskę sedesową...

    Odpowiedz
  • j.(2019-10-18 17:51) Zgłoś naruszenie 06

    Wstyd teraz nie jest z cenie i nawet może bardzo przeszkadzać w robieniu kariery, być może także w Kościele. Kościół jedynie zaleca wstyd zamiast edukacji seksualnej. Ludzie (bo nie tylko dzieci) powinni być wstydliwi w stosunku do własnej seksualności, ale np. taki Pan Banaś nie ma wstydu, bo gdyby miał, to natychmiast podałby się do dymisji i chyba Kościołowi akurat taka bezwstydność nie przeszkadza... A to tylko mały przykład, że Kościół nie chce chodzić za głoszoną przez siebie Ewangelią, to jest wedle wskazania: "Przykazanie nowe daję wam"... i jakoś nie napiętnuje przeróżnych, niekiedy bardzo perfidnych sposobów sprzeniewierzanie się ewangelicznej miłości bliźniego, oczywiście jeśli akurat wszystko dzieje się z dala od alkowy. Niech się więc nie dziwi, że coraz mniej ludzi uważa Go za autorytet moralny. A swoją drogą, ciekawe, co by się stało, gdyby tak jakiś ksiądz z ambony głośno powiedział, to, co autorytet moralny powiedzieć dziś powinien, to znaczy podał przykład Banasia, jako przykład negatywny, jak nie należy postępować mając na uwadze Ewangelię?... Oj, chyba by sobie narobił kłopotów!...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie