statystyki

Miłow: Drugiego Krymu nie będzie. Rosji nie jest potrzebna Białoruś [WYWIAD]

autor: Michał Potocki08.10.2019, 07:44; Aktualizacja: 08.10.2019, 08:17
- Wzięcie Krymu było sprzedawane jako szybka operacja, która nic nie kosztowała. Teraz ludzie zrozumieli, że przyszło za to zapłacić. Drugiego Krymu nie będzie – mówi DGP rosyjski opozycjonista Władimir Miłow.

- Wzięcie Krymu było sprzedawane jako szybka operacja, która nic nie kosztowała. Teraz ludzie zrozumieli, że przyszło za to zapłacić. Drugiego Krymu nie będzie – mówi DGP rosyjski opozycjonista Władimir Miłow.źródło: ShutterStock

- Wzięcie Krymu było sprzedawane jako szybka operacja, która nic nie kosztowała. Teraz ludzie zrozumieli, że przyszło za to zapłacić. Drugiego Krymu nie będzie – mówi DGP rosyjski opozycjonista Władimir Miłow.

Musi pan zapłacić z kolegami 3,4 mln rubli (200 tys. zł – red.).

Jeszcze zobaczymy. Sędzia ponadtrzykrotnie zmniejszył kwotę, której od nas żądano. Taki krok w rosyjskim sądzie to jak uznanie niewinności. Powalczymy w drugiej instancji.

Za co konkretnie ta kwota?

Pozew wystosowała instytucja odpowiedzialna za utrzymanie dróg publicznych. Twierdzi, że podczas letnich manifestacji na rzecz wolnych wyborów lokalnych uczestnicy podeptali trawniki i zniszczyli małe formy architektoniczne. Żądamy, żeby udowodnili, że to faktycznie nasza wina, a nie efekt lat zaniedbań, które zdecydowali się zrzucić na nas, a oni dają czarno-białe zdjęcia trawnika. To śmieszne. Nawiasem mówiąc, ja podczas tej akcji siedziałem akurat w areszcie.

Jak pan ocenia wyniki wyborów w Moskwie?

Dobrze.

Udawało się wam zebrać ludzi na protestach w obronie kandydatów, którym władze odmówiły rejestracji, ale nie udało się wywalczyć większości w dumie miejskiej.

Nie o to chodziło. Już podczas głosowania sceptycy mówili, że nie weźmiemy żadnego miejsca z 45. My przez cały rok rozmawialiśmy, że dobrze by było wziąć 5–10 mandatów. O tym, że była szansa na większość, dowiedzieliśmy się, gdy zaczęto podliczać głosy. Ostatecznie władza przegrała 15 okręgów, a w kolejnych 15–20 jej przewaga była minimalna. To, że w 2/3 okręgów była realna walka, jest dla nas osiągnięciem. Problem polega na tym, że nas nie dopuszczają do wyborów. Myśleliśmy, co z tym zrobić, i wymyśliliśmy antidotum (taktyka opozycji na wyborach w Moskwie polegała na popieraniu w każdym okręgu najsilniejszego kandydata niezwiązanego z kremlowską Jedną Rosją – red.). Sceptycy mówią, że i tak wybrano posłusznych, tyle że spoza Jednej Rosji. W każdej dyktaturze jest tak, że szefem jest ten, kto rozwiązuje problemy. Mówi: ty będziesz deputowanym, i ten człowiek nim zostaje, za co zresztą oddaje sporo pieniędzy. Tutaj szef podał 45 nazwisk, z których co trzeci nie przeszedł. A zainwestował każdy. Przepadł nawet Andriej Mietielski, szef miejskich struktur Jednej Rosji. Skutek będzie taki, że ludzie będą od nich uciekać. Jak tak dalej pójdzie, w kolejnych wyborach parlamentarnych Jedna Rosja niczego w Moskwie nie weźmie.

Można odwrócić ten wniosek. Moskwa to teoretycznie najbardziej liberalne miasto, a i tak władza obroniła większość.


Pozostało 77% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie