statystyki

W dyplomacji Trump jest więcej niż słoniem w składzie porcelany. W niemal każdym jego zdaniu pojawiają się takie słowa, jak debil, kretyn, frajer

autor: Radosław Korzycki01.10.2019, 07:33; Aktualizacja: 01.10.2019, 07:38
W każdym jego zdaniu pojawiają się słowa typu debil czy frajer

W każdym jego zdaniu pojawiają się słowa typu debil czy frajerźródło: ShutterStock

Prezydent przekonuje, że przeciw niemu spiskuje głębokie państwo tworzone przez służby specjalne, biurokrację i demokratów. Wyborcy w to wierzą.

Cokolwiek demokraci mówiliby publicznie o impeachmencie, to poza kamerami obawiają się skutków wywołanej burzy. Nie dość, że nie mają wystarczającego poparcia w Senacie, to trwa kampania wyborcza, a Donald Trump już sygnalizuje, że próba usunięcia go z urzędu jest niczym więcej jak brudną polityczną grą. Nie tylko przeciwko niemu, ale i starej, dobrej Ameryce oraz prawom jej obywateli. Kiedyś taką retorykę traktowano by jak absurd, dziś nikt się jej nie dziwi. Bo Trump jest innym prezydentem niż którykolwiek przed nim. 45. przywódca USA zmienił nie tylko język, ale i substancję polityki. Z tej drogi może już nie być powrotu, gdyż elektorat prezydenta twardo przy nim stoi i widocznie takiej narracji i takiej polityki chce.

Niszczyciel filiżanek

Z perspektywy mozolnie budowanego przez ostatnie stulecie dyplomatycznego imperium Trump jest więcej niż słoniem w składzie porcelany, bo nie tylko przez własną nieporadność kruszy filiżanki. On je aktywnie niszczy. I to jest też powodem przeciągającego się kryzysu w Foggy Bottom, czyli siedzibie amerykańskiego MSZ. Prezydent bardzo słabo wypadał na spotkaniach dwustronnych z liderami będącymi zaprzeczeniem amerykańskich wartości, przede wszystkim Władimirem Putinem i Kim Dzong Unem. Na Twitterze przedstawiał to jako sukces. Jakby tego było mało, kłopotliwych polityków zwykł przedstawiać jako mężów stanu. Jego wyborcom taki styl się jednak podoba. A najlepszą tego ilustracją jest to, jak obecny prezydent budował swój hazardowy biznes w Atlantic City.

To, co wyróżniało jego nadatlantyckie kasyna, to egalitaryzm i przystępność. Niskie kwoty na otwarcie stołu do black jacka, tanie jedzenie, lejący się strumieniami alkohol. I przyjaźnie nastawieni krupierzy, aby czuć się jak w domu. Lokale Trumpa były azylem dla „niebieskich kołnierzyków” – tej samej klasy społecznej ze Wschodniego Wybrzeża i tzw. Pasa Rdzy (stanów, w których kiedyś królował przemysł ciężki, dziś podupadłych), która stała się jego głównym politycznym klientem.


Pozostało jeszcze 44% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie