Wśród problemów zgłaszanych przez biznes na pierwszym miejscu od miesięcy pozostaje brak rąk do pracy. Równocześnie mamy najniższe bezrobocie, mówimy o rynku pracownika. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Magdalena Sweklej, radca ministra z departamentu rynku pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Magdalena Sweklej: Rynek potrzebuje pracowników także z zagranicy, wskazuje na to liczba wniosków o zatrudnienie cudzoziemców, zarówno krótko-, jak i długoterminowo. Ostatnio szybciej rośnie liczba zezwoleń na pracę, ale nadal cudzoziemców pracujących tu przez kilka miesięcy – w ramach procedury oświadczeniowej czy prac sezonowych – jest więcej niż pozostających na dłużej. Z danych wynika, że cudzoziemcy zatrudniani są do prac prostych: w budownictwie, rolnictwie, przetwórstwie, gospodarce magazynowej czy transporcie. Po roku od wprowadzenia ułatwień dotyczących prawie 300 pożądanych zawodów – w budownictwie, zawodach informatycznych, medycznych, opiekuńczych – widać, że zwiększył się udział zezwoleń wydawanych w tym trybie, głównie w budownictwie. Niewątpliwym wyzwaniem jest jednak długi czas rozpatrywania wniosków w niektórych urzędach, co wynika ze wzrostu liczby wniosków.

Piotr Palutkiewicz, ekspert w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Piotr Palutkiewicz: W lipcu przeprowadziliśmy badanie otoczenia prawnego i gospodarczego przedsiębiorców. Wśród kwestii, które ocenili negatywnie, na pierwszym miejscu pojawia się polityka rządu, niepewność prawa podatkowego i gospodarczego. Na piątym znalazły się niedobory pracowników. Pojawiają się one w handlu, budownictwie i wśród innych czynności najmniej złożonych. Szczególnie w ostatnich latach nasi przedsiębiorcy bardzo alarmowali w kwestii zwiększenia dostępności do rynku pracy dla imigrantów, skrócenia czasu rozpatrywania wniosków, ale też poszukiwania nowych rynków, z których pracowników można by pozyskać. Pojawia się w tym kontekście kierunek brazylijski – perspektywiczny, ale jeszcze niewykorzystany.

Magdalena Sweklej: Obowiązująca od lipca zmiana, jeszcze pewnie nieodczuwalna na rynku, dotyczy Karty Polaka. Rozszerzono zakres państw, których obywatele mający polskie pochodzenie mogą się o nią ubiegać. To już nie tylko kraje byłego ZSRR, ale wszystkie państwa, w tym Brazylia. To dobre rozwiązanie też dla pracodawców, bo posiadacz Karty Polaka może w Polsce pracować bez zezwolenia na pracę.

Paweł Kaczmarczyk: To prawda, że w ostatniej dekadzie rosną wskaźniki aktywności zawodowej, zatrudnienia, spadło bezrobocie, rosną realne płace. Ale nie oznacza to, że nie ma zjawisk niepokojących. Polska jest liderem OECD, jeśli chodzi o nietypowe formy zatrudnienia i dotyczy to w większym stopniu imigrantów niż pracowników rodzimych. Polska jest też liderem na poziomie niedopasowań strukturalnych, czyli zatrudniania poniżej kwalifikacji. Chciałbym, byśmy poświęcili więcej uwagi temu, jak w wymiarze praktycznym wygląda proces „doboru” pracowników i pracodawców. Może to pomogłoby zrozumieć, że bardzo dużo mówimy o pracownikach wysoko wykwalifikowanych, a rynek zasysa przede wszystkim tych, co do których wymagania kwalifikacyjne są niskie. Skupiamy się przy tym ciągle na perspektywie krótko terminowej, a ważne jest myślenie długoterminowe.

Andrzej Kubisiak, ekspert ds. rynku pracy w Polskim Instytucie Ekonomicznym

Andrzej Kubisiak: Długoterminowo – w perspektywie 15–10 lat w całej Unii będziemy obserwować narastającą rywalizację o zasoby kadrowe. To wszystko dzieje się w warunkach depopulacji. Dziś na rynek pracy wchodzą ludzie z najgłębszego niżu demograficznego. Nawet gdy teraz pracujemy nad poprawą dzietności, to efekty odczujemy za 20 lat. W tym czasie mamy do wykonania kilka zadań: jednym z nich jest poprawa bilansu migracyjnego albo poprzez powrót Polaków z zagranicy, albo poprzez długofalową politykę imigracyjną. Kolejną kwestią jest automatyzacja. Jaki będzie jej wpływ na rynek pracy? Doświadczenie Niemiec pokazuje, że mimo zaawansowanej robotyzacji nadal potrzeba rąk do pracy, bo w miejsce stanowisk likwidowanych z powodu automatyzacji powstają inne. I najważniejsze – powinniśmy wykorzystać naszą przewagę na tle regionu, a więc to, że mamy dużo osób biernych zawodowo. Poza rynkiem znajduje się 5 mln ludzi w wieku produkcyjnym. Może nie wszystkich da się przywrócić, bo to np. osoby niepełnosprawne, ale ok. 1,9 mln to potencjał, o który warto powalczyć, zwłaszcza o 200 tys. osób zniechęconych poszukiwaniem pracy. Czesi czy Węgrzy nie mają tej rezerwy kadrowej.

Bartosz Marczuk, wiceprezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju

Bartosz Marczuk: Zgadzam się co do diagnozy, że podaż pracy mamy mniejszą, a przyzwyczailiśmy się, że przez 30 lat ona rosła. Staliśmy się nieoczekiwanie krajem imigracji – po 200 latach, kiedy byliśmy krajem emigracji. Do tego dodajmy bankructwo szeroko rozumianej polityki wielokulturowej – wiele państw przekonało się, że ściąganie imigrantów bez przygotowania może się okazać błędem. Żyjemy w czasie walki o ludzi i to jest wielkie wyzwanie w naszej części Europy. Co zrobić, by ratować podaż pracy, co robić, by kraj się rozwijał, bo bez rąk do pracy rozwijał się nie będzie. Widzę pięć obszarów, w których trzeba działać jednocześnie.

Odkładam na bok politykę demograficzną i społeczną, bo one działają w dłuższej perspektywie. Dziś musimy się zastanowić, gdzie jeszcze w zasobie bezrobotnych mamy możliwość aktywizacji – a to jest 900 tys. ludzi szukających pracy. Drugi obszar to wspomniane 5 mln biernych zawodowo w wieku produkcyjnym. Ten zasób jest w pewnym sensie polskim fenomenem – ani nie szukają pracy, ani nie są nią zainteresowani. Wśród nich są dwie grupy: młodzi w wieku 15–24 lata i starsi, zwłaszcza panie 55 plus. Co robić, by ich aktywizować? Potrzebne jest kształcenie zawodowe, polityka społeczna, demograficzna i rodzinna. Działania rządu, czyli m.in. niesamowity wzrost liczby miejsc opieki nad najmłodszymi dziećmi, wyższa stawka godzinowa, podwyżka pensji minimalnej – to działania, które służą aktywizacji. Trzeci element to sięganie do ogromnego zasobu za granicą – 2,5 mln osób. Kolejna sprawa – i to jest nasz moralny obowiązek – sięganie po ludzi, którzy mają polskie korzenie, ułatwienie zdobywania Kart Polaka. I wreszcie polityka imigracyjna. Nie wiem, czy polskie społeczeństwo jest przygotowane na to, by otwierać się na dalekie kraje, takie jak Pakistan, Bangladesz, Indonezja… Powinniśmy się skupić na tych sześciu krajach byłego ZSRR, dla których już wprowadziliśmy ułatwienia. Osoby z tych krajów, które dobrze sprawdzają się na naszym rynku pracy i pracują w zawodach deficytowych, powinny zyskać prawo pobytu i możliwość sprowadzenia rodzin. Natomiast by przyspieszyć wydawanie zezwoleń, należałoby przenieść te zagadnienia do urzędów pracy. Tym bardziej że mamy już elektroniczny system kontroli przepływu zagranicznych pracowników.

Dr hab. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami, Uniwersytet Warszawski

paweł kaczmarczyk: Wydaje się, że wpadliśmy w pewną pułapkę. Mówimy, że Polska nagle stała się krajem imigracyjnym i w obliczu ryzyk co do przyszłości napływu, np. z Ukrainy, musimy podjąć działania na poziomie rekrutacji cudzoziemców. Według mnie to podejście kontrowersyjne, by nie powiedzieć – błędne. W pierwszej kolejności musimy się skupić na własnych zasobach, włączając Polaków przebywających za granicą – choć nie wierzę, że w bliskiej perspektywie osoby te zaczną powracać na szeroką skalę. Niezależnie od tego jest jednak szacowana na ok. 2 mln grupa osób, które można by przywrócić na rynek pracy. Są to osoby młode, starsze, kobiety, osoby z niepełnosprawnościami, w złym stanie zdrowia. W ostatnich latach polityka społeczna nie sprzyja ich powrotowi na rynek pracy. Kluczowe według mnie pytanie to – czy winniśmy rozmawiać o rekrutacji czy retencji. Znaleźliśmy się w niezwykłej sytuacji – w szczycie sezonu mamy na rynku ok. 1,5–2 mln cudzo ziemców. Powinniśmy przynajmniej część z nich zatrzymać, zwłaszcza tych, którzy by się chcieli osiedlić, a docelowo stać się obywatelami Polski. A to oznacza działania prointegracyjne i podnoszące dopasowanie kwalifikacji. Jeśli przyjmiemy, że część obecnie czasowych migrantów może się w Polsce osiedlić, to rolą państwa jest przygotowanie społeczeństwa na napływ obcokrajowców, także z odmiennych kultur. W dłuższej perspektywie będzie to po prostu konieczne.

Jak skonstruować politykę imigracyjną i jak ją komunikować, żeby została przyjęta przez społeczeństwo?

Bartosz Marczuk: Polska w 2016 r. znienacka stała się krajem, który przyjmuje najwięcej imigrantów w UE, w większości ze Wschodu. Na stałe jest ich 1 mln, przyjeżdża i kursuje 1,5 do 2 mln. Świetnie się asymilują, coraz częściej są to osoby wykształcone, mają ogromny potencjał. Niech tu zostaną. Ale gdybyśmy za bardzo otworzyli się na dalekie kraje, zostanie to wykorzystane w politycznym sporze i będą rosnąć ugrupowania, które zechcą to wykorzystywać.

Piotr Palutkiewicz: Rozmawiamy, jak zatrzymać depopulację, a zdaniem środowiska przedsiębiorców powinniśmy się zastanowić, jak rosnąć – 50-milionowa Polska nie jest tylko hasłem. Jeśli chcemy uczynić Polskę znacznym graczem na arenie międzynarodowej, pierwszym krokiem powinna być efektywna polityka prorodzinna – obecna nie zakończyła się sukcesem. Potrzeba więcej przedszkoli, uelastycznienia zatrudnienia, przeglądu świadczeń rodzicielskich tak, by zwiększały dzietność, a nie jedynie były transferem gotówki. Wreszcie efektywnego systemu budownictwa czynszowego. Kolejny obszar to sprowadzenie Polaków z zagranicy. Służyć temu ma zmniejszenie obciążenia pracy – zmniejszenie klina podatkowego, ale też zapewnienie możliwości pracy zgodnie z wykształceniem. Trzeci obszar to ułatwienie legalizacji pobytu imigrantów, umożliwienie sprowadzenia ich rodzin, propagowanie języka i kultury polskiej za granicą. W Brazylii np. mamy według różnych szacunków 2–3 mln ludzi pochodzenia polskiego, a niewiele się dzieje, aby do tej grupy dotrzeć. Wreszcie aktywizacja zawodowa, która w naszym kraju jest na niskim poziomie. Poprawy wymaga też efektywność urzędów pracy – bo dziś to nie jest miejsce, w którym pracodawca chce szukać pracownika.

W jaki sposób?

Andrzej Kubisiak: Urzędy powinny prowadzić działania aktywizacyjne, znajdować osoby wykluczone z rynku pracy, wspierać migrację wewnętrzną. Nasza mobilność kieruje się za granicę, a trzeba stworzyć warunki, by kierowała się w kraju do miejsc, gdzie jest zapotrzebowanie na pracę.

Magdalena Sweklej: W ostatnich latach sporo było inicjatyw mających na celu zwiększenie efektywności urzędów pracy. Mimo że zmniejszają się dysproporcje w skali kraju i bezrobocie jest niskie, to nadal są zadania związane z aktywizacją; często trudniejsze, bo dotyczą długotrwale bezrobotnych. Współpraca z pracodawcami to także kluczowe działanie urzędów. Wciąż mała jest świadomość, że mają one dla nich ofertę, np. środki na doszkalanie pracowników czy wsparcie zatrudnienia bezrobotnych z innych regionów kraju. W niektórych urzędach coraz więcej zadań dotyczy kwestii zatrudnienia cudzoziemców. Rozważane jest przeniesie do nich zadań związanych z zezwoleniami na pracę, co pozwoliłoby skrócić terminy rozpatrywania spraw. Do cudzoziemców, którzy pracują w Polsce co najmniej dwa lata, już teraz mogą dołączyć współmałżonek czy dzieci. Nie jest to jeszcze częste, ale może być zachętą do pozostania w Polsce. Istotne jest nastawienie społeczeństwa, dlatego ważne jest tłumaczenie roli cudzoziemców na naszym rynku pracy, z uwzględnieniem jednak znaczenia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.

Paweł Kaczmarczyk: Popełniamy ogromny błąd, oddzielając rynek pracy i społeczeństwo, powielając tym samym najgorsze pomyłki migracyjne krajów zachodnioeuropejskich. Nawet jeśli większość cudzoziemców to pracownicy tymczasowi, część z nich tu zostanie. A jeśli tak, to jak najbardziej zasadne jest pytanie, czy chcemy, by się asymilowali, czy też dopuszczamy możliwości wskazywane w koncepcjach integracji, włącznie z pewną wersją wielokulturowości. Wbrew pozorom asymilacjonizm bardzo często prowadzi do izolacji, marginalizacji i radykalizacji środowisk migranckich, podejście wielokulturowe też doczekało się zmasowanej krytyki. Ważne jest jednak to, by elementem polityki imigracyjnej było tworzenie i wzmacnianie więzi społecznych, w tym przekazywanie rzetelnej informacji o roli imigrantów w społeczeństwie. Tymczasem kwestia ta jest marginalizowana, bo większość imigrantów w Polsce to Ukraińcy, w przypadku których zakładamy relatywnie prostą „ścieżkę integracyjną”. Ale proces ten nie będzie bezproblemowy i instytucje publiczne winny mieć w nim swoją rolę. Przede wszystkim jednak trzeba sobie jasno powiedzieć, że w przyszłości Polska nie będzie krajem jednolitym etnicznie, ale wielokulturowym.

Bartosz Marczuk: Największe znaczenie edukacyjne ma fakt, że z cudzoziemcami żyjemy, spotykamy się na ulicach, pracujemy z nimi, są naszymi sąsiadami. A poza tym – to widać w statystykach ZUS – oni się bardzo intensywnie dokładają do naszego budżetu – 4 proc. płatników składek to obcokrajowcy i to się przekłada na miliardy złotych.

Andrzej Kubisiak: Skala imigracji nie jest aż tak ogromna, jak nam się wydaje – to ok. 8 proc. polskiego rynku pracy. Masowy napływ pracowników z Ukrainy obserwujemy od 2014 r. Był on stymulowany z jednej strony przez polskich pracodawców, z drugiej konfliktem na wschodzie Ukrainy. Teraz Ukraińcy przybywają już z różnych regionów, z wielkich miast i dobrze odnajdują się na naszym rynku. Ale rynek pracy to tylko fragment polityki związanej z migracją. W razie masowych powrotów polskich emigrantów, co może nastąpić w wyniku spowolnienia gospodarczego w zachodniej Europie, polskie państwo powinno być przygotowane m.in. w zakresie dostosowania systemu edukacyjnego. Do rozwiązania jest też kolejna kwestia – praca na niepełny etat. Rozwiązania prawne w Polsce są, ale przychylność wśród pracodawców jest niewielka.

Magdalena Sweklej: Polityka imigracyjna nie może być jedynym lekarstwem na braki kadrowe. Zatrudnianie cudzoziemców powinno uzupełniać krajowe zasoby. Ważne jest pozyskiwanie Polaków z zagranicy, tu przypomnę o praktycznej pomocy, jaką jest portal Powroty.gov.pl. Ważna jest też uczciwość pracodawców i pośredników. Badania pokazują, że jedna czwarta cudzoziemców spotkała się z nieuczciwością ze strony polskich pracodawców. Potrzebne jest zatem współdziałanie wielu czynników.