Trudno więc wątpić, że o niejasnościach wokół jednego z najważniejszych urzędników rządu PiS wiedział koordynator służb specjalnych i twórca CBA Mariusz Kamiński. A skoro wiedział on, jest pewne, że świadomi byli również premier i prezes PiS. I mieli kilka miesięcy, by ostatecznie rozjaśnić sytuację Banasia – to, czy mogą być zasadnie formułowane zarzuty względem jego uczciwości i moralności. Bo to PiS szedł po władzę z moralnością na ustach. I na trzy tygodnie przed wyborami będzie musiała dowieść, że dzierży państwowe stery czystymi rękami.

Spodziewałabym się, że dziś premier Morawiecki stanie obok prezesa Banasia na konferencji, pozwoli dziennikarzom zadać pytania i rozwieje wątpliwości. A wkrótce potem sam Banaś – tak jak zapowiedział w sobotę – uda się do sądu złożyć pozew przeciwko TVN. W przeciwnym razie PiS straci coś, na czym opiera w tej kampanii swój wizerunek – wiarygodność.