statystyki

Demokracja z bagienka, czyli zabawa w spitzenkandidata. Co oznacza nominacja Ursuli von der Leyen na szefową KE?

autor: Łukasz Grajewski04.07.2019, 07:23; Aktualizacja: 04.07.2019, 09:37
Ursula von der Leyen

Ursula von der Leyenźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: FILIP SINGER

Nominacja Ursuli von der Leyen na szefową KE może przyspieszyć rozpad koalicji w Berlinie.

Decyzja Rady Europejskiej, aby nominować Ursulę von der Leyen na nową przewodniczącą Komisji Europejskiej, wzbudziła największy sprzeciw w ojczyźnie minister obrony RFN. Na portalach najpopularniejszych niemieckich gazet jak grzyby po deszczu pojawiły się tysiące utrzymanych w podobnym tonie komentarzy. „Oszustwo” i „nie pójdę więcej na eurowybory” to najpopularniejsze kierunki krytyki internautów.

Niemcy przywiązali się do nieoficjalnej formuły spitzenkandidata zgodnie z którą, na czele Komisji powinien stanąć pretendent wybrany przez frakcję europejską, która w eurowyborach zdobyła najwięcej głosów. Ten mechanizm dobrze współgrał z dominującym za Odrą poglądem, że wyborcy powinni mieć większy wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk unijnych. Wysunięcie von der Leyen na ostatniej prostej negocjacji pomiędzy głowami państw uznano w Niemczech za polityczne hochsztaplerstwo. Nawet w zazwyczaj powściągliwych mediach publicznych pojawił się z tej okazji komentarz o wiele mówiącym tytule: „Największe rozczarowanie po eurowyborach”.

Wszystkie partie polityczne, oprócz Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), do której od 1990 r. należy Ursula von der Leyen, masowo krytykują jej nominację. – Osobiście nie poprę tej propozycji – zapowiedziała Kristina Barley z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), była już minister sprawiedliwości RFN, która od wczoraj zasiada w ławach Parlamentu Europejskiego. Również niemieccy Zieloni krytykują podział najważniejszych stanowisk w drodze zakulisowych targów głów państw. Ich przedstawiciele w Brukseli wykluczają poparcie dla von der Leyen, jeśli mechanizm spitzenkadidata nie zostanie na stałe umocowany w prawie europejskim do czasu kolejnych wyborów.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (5)

  • Bert(2019-07-04 09:11) Zgłoś naruszenie 57

    dopóki "bagienko" spełniało w pełni życzenia niemieckich elit to było gutt

    Odpowiedz
  • ech(2019-07-04 09:33) Zgłoś naruszenie 34

    Istotą demokracji , także w UE jest konsensus a nie bezwzględna dominacja Niemiec i Francji i narzucanie siłą przez te kraje swoich wybrańców. Trochę więcej dyskusji , trochę więcej demokracji w UE i już jest problem , są upokorzeni i obrażeni. Quo vadis UE? ZSRR bis, czy może Chiny Ludowe bis?

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • StAAbrA(2019-07-04 08:44) Zgłoś naruszenie 37

    Oznacza to , że jeszcze gorliwiej , niż POprzednicy , będzie kicać z gałęzi na gałąź ... Oczywiście , za wyjątkiem dni sznapsowych , niewątplywie ...

    Odpowiedz
  • Cliq(2019-07-04 22:17) Zgłoś naruszenie 02

    Polska nigdy nie powinna znalezc sie w UE. Zbyt dziki kraj.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie