Podsłuchiwanie policji? Ugruntowana latami świecka tradycja [OPINIA]

autor: Zbigniew Parafianowicz, Bartek Godusławski13.05.2019, 21:58; Aktualizacja: 14.05.2019, 07:35
Problem niezabezpieczonych sieci nie dotyczy tylko policji i nie rozpoczął się wraz z rządami obecnej ekipy

Problem niezabezpieczonych sieci nie dotyczy tylko policji i nie rozpoczął się wraz z rządami obecnej ekipyźródło: ShutterStock

Gdy w ubiegłym tygodniu publikowaliśmy tekst poświęcony wyjaśnieniom byłego szefa kancelarii premiera Donalda Tuska po katastrofie smoleńskiej przed komisją Millera, nie przypuszczaliśmy, że kolejny przykład teoretyczności państwa pojawi się tak szybko. Tomasz Arabski przekonywał, że nie znał treści instrukcji HEAD przed jej podpisaniem. A Monika Boniecka, w 2010 r. zastępca dyrektora generalnego KPRM, o organizacji lotów VIP-ów przed tą samą komisją mówiła jako „ugruntowanej latami świeckiej tradycji”. Jakby tego było mało, w czwartek w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM następca Arabskiego w KPRM – Michał Dworczyk z PiS – z rozbrajającą szczerością podbił stawkę, przyznając, że również instrukcji w całości nie czytał.

Trudno pozbyć się wrażenia, że podobny ton pobrzmiewa w wypowiedzi rzecznika policji Mariusza Ciarki, który komentował fakt nagrania meldunków policji podczas zabezpieczania uroczystości 3 Maja z udziałem najważniejszych osób w państwie (proceder DGP opisał w po niedziałkowym wydaniu). – Nie jest dla nikogo żadnym newsem, że zdarza się, iż częstotliwości użytkowane przez różne podmioty, w tym służby lotnicze czy służby ratunkowe, mogą być nasłuchiwane – mówił oficer.

Inspektor Ciarka ma oczywiście rację. Od lat doskonale wiedzą o tym również laweciarze, którzy za pomocą nadprzyrodzonych zdolności potrafią pojawić się na miejscu wypadku drogowego przed funkcjonariuszami. Mamy jednak poważne wątpliwości, czy te nadprzyrodzone zdolności są wystarczającym usprawiedliwieniem dla jawności operacji zabezpieczania tak dużej imprezy, jak obchody i parada wojskowa z okazji święta 3 Maja. Tu nie chodzi o wyścig po uszkodzony samochód, tylko bezpieczeństwo prezydenta, premiera, ministrów, notabli z zagranicy, zwykłych ludzi. Wydarzeniami takimi jak święta państwowe nie może rządzić logika „świeckiej tradycji”. Jeśli będziemy ją akceptować, ktoś, kto ma wobec państwa złe zamiary, może w końcu z niej skorzystać.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie