Banki centralne – Europejski Bank Centralny, amerykańska Rezerwa Federalna, Bank Anglii czy Narodowy Bank Polski – mają strzec stabilności pieniądza, czyli pilnować niskiej inflacji. Kryzys finansowy sprzed dekady ujawnił jednak, że niska inflacja to za mało. Po tąpnięciu na amerykańskim rynku nieruchomości system finansowy zamiast złagodzić, doprowadził do zaostrzenia kryzysu i w efekcie rozszerzył go na cały świat, powodując wielką recesję. Banki wstrzymały akcje kredytowe, co doprowadziło do upadków przedsiębiorstw, wzrostu bezrobocia i spadku zarobków na skalę nienotowaną od lat 30. Doświadczenie recesji sprawiło, że niezależne od rządów banki centralne w krajach rozwiniętych dostały drugie zadanie: stanie na straży stabilności finansowej.

Bank centralny nie może kreować polityki gospodarczej. To wyłączny przywilej i obowiązek rządu. Korzystając ze swojej niezależności, bank centralny natomiast może i powinien łagodzić skutki zawirowań światowej gospodarki oraz zawirowań polityki gospodarczej własnego rządu. To właśnie ma dziś miejsce w Wielkiej Brytanii. Londyn od 2016 r. nie był w stanie ustalić, czym dokładnie ma być brexit ani jak się do niego przygotować. Małe i średnie firmy wstrzymały inwestycje i rekrutację. Sektor finansowy przenosi część działalności na kontynent. Sektor motoryzacyjny, który przetrwał nawet turbulencje kryzysu finansowego, zaczyna zwijać działalność. Jaguar, Nissan, Honda i Ford ogłaszają zmniejszanie produkcji, a nawet zamykanie fabryk.

Wedle National Institute of Economic and Social Research kosztowało już to brytyjską gospodarkę 2 proc. PKB. To jedynie koszt niepewności; wszak brexitu jeszcze nie było. To niepewność sprawiła, że gospodarka stanęła. „Financial Times” szacuje, że wzrost gospodarczy wynosi obecnie okrągłe 0 proc. Gdy politycy ustalali, czy „brexit oznacza brexit” i czy „brak umowy będzie lepszy niż zła umowa” (słynne cytaty premier Theresy May), Bank Anglii przystąpił do identyfikacji zagrożeń i wprowadzania środków korygujących w sektorze finansowym. Na skutek działań prewencyjnych regulatora, wedle najnowszego Raportu Stabilności Finansowej, brytyjskie banki są dziś w stanie przetrwać uderzenie podobne w skali i zasięgu do kryzysu lat 2007–2008.

Bank Anglii zwiększył wymagania od największych banków w trzech kluczowych zakresach: kapitału, płynności i kompozycji walutowej. Kapitał sektora finansowego wynosi dziś prawie 17 proc. aktywów i jest trzykrotnie wyższy niż przed kryzysem finansowym. To sprawi, że z jednej strony nieoczekiwana fala niespłacanych kredytów nie doprowadzi do upadłości banku, a z drugiej strony spadek wyceny aktywów banku (choćby w przypadku krachu na giełdzie) nie doprowadzi do wstrzymania akcji kredytowej – obydwa zjawiska miały miejsce w trakcie wielkiej recesji.

Płynność sektora przekracza 1 bln funtów, czterokrotnie więcej niż przed kryzysem. Dzięki temu banki są w niskim stopniu zależne od płynności na rynku międzybankowym. Doświadczenie wskazuje, że w trakcie kryzysu ta płynność szybko wysycha. Przez to banki są narażone na niewypłacalność w przypadku fali wypłat depozytów przez klientów. Dziś mogą obsługiwać wypłaty depozytów przez trzy miesiące bez żadnego dostępu do rynku.

Brytyjski system finansowy obsługuje nie tylko lokalną, ale też światową gospodarkę. Ponad połowa aktywów banków jest denominowana w obcej walucie – głównie w euro, dolarach, jenach i frankach szwajcarskich. To tworzy wiele wielostronnych zależności. O ile gospodarka przetrzyma kryzys handlowy w dowolnej części świata, o tyle spory kryzys finansowy odbija się wyraźnie na dochodach Brytyjczyków. I odwrotnie, ewentualny kryzys finansowy w Wielkiej Brytanii rozleje się szerokim strumieniem szczególnie po gospodarce UE.

Dzięki działaniom prewencyjnym Banku Anglii aktywa i pasywa brytyjskich banków mają dziś prawie symetryczną strukturę walutową. Wartość udzielonych kredytów i wykupionych obligacji w funtach, euro, dolarach i jenach ma pokrycie w depozytach złożonych w tych samych walutach. Jeszcze dwa lata temu cały sektor był niezbilansowany – więcej było walutowych pasywów (złożone depozyty) niż aktywów (udzielone kredyty). Zbilansowanie zwiększyło bezpieczeństwo banków i złożonych tam oszczędności. Zawirowania na rynkach walutowych, zwłaszcza nagłe spadki kursu funta, mają teraz dużo mniejszy wpływ na wypłacalność banków. W szczególności kredyty funtowe – te dla brytyjskiej gospodarki – nie zależą już od depozytów w obcych walutach.

Bank Anglii mógł podjąć skuteczną ochronę rynku finansowego w oparciu o dwie fundamentalne zasady działalności – profesjonalizm i niezależność. Polski system finansowy ma skalę i wyzwania nieporównanie mniejsze niż brytyjski w przededniu brexitu. W przypadku pierwszej zasady jednak nie mamy się czego wstydzić – pod względem kadr Instytut Ekonomiczny NBP stoi na solidnym europejskim poziomie. Jednak ostatnie skandale dotykające najwyższych władz NBP i KNF ujawniają, że pomysł powoływania na tak odpowiedzialne stanowiska polityków to ryzyko, które nie sprzyja budowaniu dobrobytu na pokolenia.