Europosłanka Róża Thun – jedna z osób, których wizerunki zawieszono na symbolicznych szubienicach – oświadczyła podczas sobotniej konferencji prasowej w Katowicach, że europosłowie obawiają się o swoje zdrowie i życie.

Thun przypomniała, że od manifestacji minął już ponad rok. Zaznaczając, że wypowiada się w imieniu także innych polityków, których wizerunki zawieszono na szubienicach oświadczyła, że był to dla nich akt symbolicznego zamordowania, egzekucji.

„Ta symboliczna egzekucja sześciu europosłów, ohydne słowa, które były tutaj mówione pod naszym adresem, nie doczekała się żadnych konsekwencji” – powiedziała Thun. Jak dodała, otrzymała niedawno z katowickiej prokuratury informację o przedłużeniu śledztwa w tej sprawie do 26 maja. „26 maja to jest dzień wyborów do Parlamentu Europejskiego i przypuszczam, że ten termin przedłużenia śledztwa do tego czasu nie jest przypadkowy” – mówiła.

W jej opinii, potrzebę przedłużenia śledztwa postępowania prokuratura wyjaśnia „w sposób niezwykle mglisty”, nie podając konkretnych argumentów, powołując się na potrzebę całościowej analizy materiału dowodowego i wykonania dalszych czynności. Jak przekonywała, nie ma to żadnego związku z przedstawieniem zarzutów organizatorom happeningu, których dane są znane i które zostały przesłuchane.

„Oni chodzą bezkarnie między nami, a posłowie w stosunku do których nawoływano tutaj do nienawiści mogą się obawiać o swoje życie i zdrowie, że w końcu kiedyś jakimś aktem agresji ktoś wyrządzi im krzywdę” – powiedziała europosłanka.

„Zastanawiam się, co by było, gdyby tutaj wisiały wizerunki nie nas, posłów opozycji, ale posłów partii rządzącej. Jak by zareagowała prokuratura, gdyby to były osoby z innego obozu politycznego, czy również by to tak strasznie powoli szło. Przecież wiemy, że były osoby, które koszulki nakładały na pomnik i pukano do ich drzwi natychmiast, stawiano im zarzuty, że Frasyniuka wyprowadzono o świcie w kajdankach z domu” – dodała Thun.

„Obawiamy się również o nasze zdrowie, o nasze życie oraz o to, że takie czyny bezkarnie uchodzą, prowadzi to do zachęty, do kontynuowania takich działań” – oceniła.

„Zebraliśmy się tutaj dlatego, aby zaprotestować przeciwko nienawiści. Ta rozlewa się po naszym kraju. Jest jak jad, który zatruwa nasze życie publiczne, społeczne” – powiedział na konferencji szef katowickiej PO Jarosław Makowski. Przekonywał, że Katowice to miasto „wolne od nacjonalizmu, od tępego faszyzmu, to miasto otwarte, a Śląsk to region przyjazny”. Jak przekonywał, nie ulega wątpliwości, że happening z 2017 r. był jawnym nawoływaniem do nienawiści.

„Mje, Ślonzoka z Katowic jest gańba, że do taki łostudy tu przyszło (Mnie, Ślązakowi z Katowic jest wstyd, że doszło tutaj do takiej awantury - PAP)” – powiedział podczas konferencji europoseł Marek Plura. Jak dodał, wszystko wydarzyło się pod pomnikiem Wojciecha Korfantego, który walczył o to, żeby ta część Europy była w Polsce. „Ale nie o taką Polskę walczył, w której nie ma ani poszanowania prawa, ani nie ma sprawiedliwości” – dodał.

25 listopada 2017 r. na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach, przy pomniku Korfantego, zgromadziło się kilkudziesięciu przedstawicieli środowisk narodowych. Zgromadzenie zgłoszono pod nazwą "Stop współczesnej Targowicy". Organizatorzy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów, którzy zagłosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego ws. praworządności w Polsce.

Kilka dni później katowicka prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem art. 119 Kodeksu karnego. Stanowi on, że "kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Parlament Europejski przyjął w połowie listopada 2017 r. rezolucję wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności. PE wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach dotyczących polskiego sądownictwa, które "mogą strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce". W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił "ksenofobiczny i faszystowski" Marsz Niepodległości.

Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS, SLD wstrzymało się od głosu, eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu. Większość PO wstrzymała się od głosu, ale sześciu europosłów poparło ten dokument. Byli to: Michał Boni, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun. To ich zdjęcia narodowcy zawiesili na szubienicach.

Działacz Ruchu Narodowego Jacek L., współorganizator katowickiego happeningu, zeznawał w piątek w gliwickim sądzie w postępowaniu dotyczącym rozwiązania stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. Członkowie tego stowarzyszenia w maju 2017 r. uczestniczyli w sfilmowanych przez TVN obchodach urodzin Adolfa Hitlera. Toczące się w Gliwicach postępowanie ma m.in. rozstrzygnąć, czy stowarzyszenie mogło złamać prawo, propagując nazizm i gloryfikując Hitlera. Jacek L. był współzałożycielem i członkiem zarządu stowarzyszenia DiN. Zrezygnował z członkostwa po emisji reportażu Superwizjera TVN. Nie brał udziału w sfilmowanych przez dziennikarzy obchodach urodzin Hitlera.