Postępowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie ewentualnego kartelu stworzonego przez największe sieci fitness i operatora pakietów Multisport trwa od ubiegłego roku. Zostało wszczęte, bo urząd podejrzewał zawarcie zmowy w celu wyeliminowania OK System i innych firm z klubów, nad którymi kontrolę przejął Benefit Systems. Urząd antymonopolowy sprawdza, czy kluby fitness nie podzieliły między sobą rynku tak, że wspólnie ustaliły, w których regionach działają. Postępowania miało potrwać do końca kwietnia tego roku. Obecnie UOKiK nie chce deklarować, kiedy zostanie zamknięte.

UOKiK bada

– Urząd analizuje zasadność ewentualnego przedstawienia stronom postępowania „szczegółowego uzasadnienia zarzutów”. Jest to dokument zawierający opis zastrzeżeń urzędu, wykorzystywany w celu zasygnalizowania zamiaru wydania decyzji stwierdzającej naruszenie reguł konkurencji oraz ewentualnego zamiaru nałożenia kar pieniężnych – wyjaśnia Maciej Chmielowski z biura prasowego UOKiK. Za takie naruszenie zasad prawa konkurencji w grę wchodzi 2 mln zł grzywny dla menedżerów firm. Spółki mogą dostać sankcję w wysokości 10 proc. ich obrotu.

Przeciągające się postępowanie nie jest na rękę nikomu, ani firmom, którym stawiane są zarzuty, ani tym bardziej konkurencji, której w obecnych realiach coraz trudniej wywalczyć dla siebie miejsce na rynku.

Prawnicy tłumaczą, że czas jest potrzebny, bo rynek fitness nie był do tej pory przedmiotem szerszego zainteresowania ze strony UOKiK. – Dlatego można spodziewać się, że organ prowadzi, a być może już to zrobił, dokładną i szeroką analizę rynku, udziałów rynkowych uczestników czy też relacji handlowych między różnymi podmiotami – tłumaczy Przemysław Rybicki, radca prawny w kancelarii Affre i Wspólnicy.

Problemem może być brak dokładnych danych o tym jak wygląda polski rynek klubów fitness, przez co faktycznie trudno ustalić, czy Benefit Systems ma pozycję dominującą, czy nie.

Czekając na werdykt

Patrząc na rynek przez pryzmat jedynego dostępnego źródła, czyli raportów firmy doradczej Deloitte, Benefit Systems ma zaledwie kilka procent udziałów. Z opracowania wynika bowiem, że według szacunków w 2017 r. w Polsce było 2,6 tys. klubów, do których uczęszczało 2,9 mln klientów. Ich przychody wyniosły 3,71 mld zł, czyli o 0,9 proc. więcej niż rok wcześniej.
Jednak według OK System obraz przedstawiany przez Deloitte nie jest pełny z powodu braku definicji klubu fitness. – Jeśli uznamy, że w tej kategorii mieszczą się obiekty o powierzchni powyżej 1000 mkw. z parkingiem, oferujące szeroki zakres zajęć i treningów, to takich mamy w Polsce ok. 600, z których jedna trzecia należy do Benefit Systems. A trzeba powiedzieć, że z takich klubów korzysta ponad 50 proc. klientów — mówi Aleksandra Tokarewicz, prezes OK System.

Z komunikatu prasowego UOKiK wynika, że organ ten poddał już pod wątpliwość definicję rynku, prezentowaną przez uczestników postępowania. Było to w 2017 r., przy okazji próby przejęcia sieci klubów Calypso Fitness przez Benefit Systems.

– Przy tego typu transakcjach uczestnicy zwykle prezentują szerokie definicje rynków, które mają pozwolić na zmniejszenie ich własnych udziałów rynkowych. Im bowiem mniejsze udziały rynkowe, tym mniejsze ryzyko, że transakcja zostanie za-blokowana. Zakładam, że podobne przeciąganie liny może mieć miejsce w obecnym postępowaniu prowadzonym przez prezesa UOKiK – mówi Przemysław Rybicki.

We wspomnianym postępowaniu Urząd dostrzegł pewne nieprawidłowości, uznając, że w wyniku połączenia Calypso Fitness i Benefit Systems może dojść do „istotnego ograniczenia konkurencji na rynku pakietów usług sportowo-rekreacyjnych oferowanych pracodawcom”.

Ostatecznie Benefit System wycofał wniosek o przejęcie.

Konkurencja największego gracza rynkowego ma nadzieję, że i tym razem zapadnie korzystny dla niej werdykt. Nie ma bowiem wątpliwości, że Benefit Systems świadomie ogranicza dostęp do rynku, by wyeliminować rywali i zostać jedynym graczem.

Szacuje się, że dziś ok. 40 proc. rynku fitness to karty sportowe wydawane przez podmioty oferujące pozapłacowe świadczenia pracownicze dla firm. Wydawcą większości jest Benefit Systems. Do tego liczba kart w rękach pośredników rośnie szybciej niż rynek fitness, co oznacza, że w perspektywie 5-7 lat, poziom nasycenia kartami sportowymi pośredników może przekroczyć 75 proc. – Wówczas kluby fitness staną się „serwisantami” usług sportowych dla takich podmiotów – uważa Mikołaj Nawacki, prezes Calypso, największej sieci fitness w kraju.

Agresywny gracz

Benefit Systems ma 90 proc. rynku kart sportowych i sukcesywnie umacnia swoją pozycję również na rynku klubów, przejmując największe z nich. 61 procent obiektów sieciowych w Polsce należy do Grupy Benefit Systems. Firma nie chciała wypowiedzieć się w sprawie zarzutów stawianych jej przez konkurentów. Z wypowiedzi jej przedstawicieli dla mediów wynika jednak, że nie mają sobie nic do zarzucenia. Podkreślają oni, że inwestowanie w kluby zapowiadano już podczas oferty publicznej w 2011 r. Poza tym nikomu nie bronią przyjęcia podobnego sposobu działania.

– Jesteśmy operatorem usług sportowych, zależy nam na jak najszerszym dostępie do obiektów dla naszych użytkowników. Nasz model biznesowy zakłada równe traktowanie wszystkich partnerów. To przejrzysty schemat, w którym nie ma konfliktu interesów.  Tymczasem  kluby przejmowane przez Benefit Systems wypowiadają nam umowy – tłumaczy Aleksandra Tokarewicz.

Przykład z ubiegłego roku to wypowiedzenie wieloletniej umowy przez FitFabric, największej sieci fitness w Łodzi, po tym jak Benefit Systems został jej większościowym udziałowcem. To standardowe działanie spółki, czyli przejęcie kluczowej dla lokalnego rynku firmy, po czym rozwiązanie z nami umowy współpracy – podkreśla Aleksandra Tokarewicz.

Najbardziej na agresywnej ekspansji BS cierpią małe siłownie, którym nagle przychodzi się zmierzyć z markowym klubem, który pojawia się w sąsiedztwie. Scenariusz z reguły jest taki sam – likwidacja działalności.

– Na największym rynku w Warszawie mamy ok. 140 klubów fitness pracujących z operatorami z czego ponad 60 lokalizacji, najbardziej rozpoznawalnych: Calypso, Zdrofit (należących udziałowo do BS) jest niedostępnych dla OK System.

Na stronach Zdrofit czytamy o kolejnych 11 planowanych otwarciach w 2019 r. w Warszawie. Jest to strategia cementowania rynku – uważa Aleksandra Tokarewicz. Dla porównania podaje, że sieć City Fit, nie, współpracująca z Benefit Systems otworzyła tylko pięć lokalizacji w Warszawie, od czasu gdy weszła do Polski, a MC FIT europejski lider – zaledwie cztery. – Jak widać bez współpracy z monopolistą szybki rozwój nawet potężnych międzynarodowych sieci jest w Polsce bardzo ograniczony.

– Współpracę kapitałową z Benefit Systems rozpoczęliśmy w 2011 r. i był to początkowy okres rozwoju naszej sieci. Trudno mi ocenić, jak wyglądałaby ona, jeśli taka decyzja o współpracy nie zostałaby podjęta. Bez wątpienia Benefit System ode-grała ważną rolę dla rozwoju naszej sieci, jak również wielu innych w Polsce czy nawet pojedynczych klubów – mówi Mikołaj Nawacki. Jego zdaniem pojedyncze kluby mają szansę wytrwać na rynku bez Benefit Systems. Jest to jednak bardzo trudne. Jak pokazuje przykład brytyjskiej Jatomi (Pure Health & Fitness), drugiej największej i najpopularniejszej sieci w kraju, nie tylko pojedyncze kluby mogą mieć trudności z przetrwaniem. Firma licząca 37 lokalizacji zniknęła z naszego rynku z początkiem 2018 r. Firma swoją decyzję tłumaczyła przede wszystkim rosnącą konkurencją, która oferowała o wiele przystępniejsze ceny.

– Oczywiście kluczowym warunkiem jest umiejętność właściwego sprofilowania działalności i znalezienia, na coraz bardziej wymagającym rynku, przestrzeni do zaoferowania usług, które będą unikalne i konkurencyjne do oferowanych powszechnie – podkreśla.

Sposób działania głównego gracza zniechęca do wchodzenia na rynek nowych podmiotów. Od lat nie było debiutu żadnej liczącej się marki, choć takich, których nie ma w kraju na świecie nie brakuje. Słychać natomiast o wyprzedawaniu biznesu i wychodzeniu z rynku.

Sytuację mogłaby unormować decyzja prezesa UOKiK.

Zdaniem prawników pożądane  rozstrzygnięcie to takie, które zwiększy konkurencję wśród operatorów karnetów sportowych oraz klubów fitness. – W przypadku każdego rynku pożądana jest różnorodność oferty, a więc możliwość wyboru spośród różnych propozycji cenowych i jakościowych. W przypadku tak małej liczy operatorów karnetów sportowych i pewnych tendencji do zamykania rynku organ powinien dążyć do tego, aby do tego nie doszło. Można nawet uznać, że przy obecnym deficycie wyboru po stronie firm i klientów, pożądane jest zwiększenie konkurencji – zaznacza Przemysław Rybicki.

Przypomina, że podobna sytuacja miała kiedyś miejsce na rynkach telekomunikacyjnych. Dzięki interwencji organów takich jak prezes UOKiK czy prezes UKE pojawiły się nowe podmioty, np. Netia, Play. W praktyce wpłynęło to na rozwój oferty wszystkich operatorów oraz zwiększenie innowacyjności.

Budowanie monopolu

Funkcjonowanie rynku na obecnych zasadach to natomiast droga w jedną stronę. Tego, by został na nim tylko jeden operator kart sportowych. Będzie to jednak ze stratą dla wszystkich uczestników. – Poza rynkami, na których jeden podmiot ma zagwarantowany monopol ustawowy, np. Poczta Polska, ciężko odnaleźć branże, gdzie występuje tylko jeden podmiot. To pokazuje, jak bardzo nienaturalna jest to sytuacja. W dłuższej perspektywie – o której większość ludzi niestety nie myśli – może to spowodować wiele negatywnych konsekwencji dla klientów monopolisty – podkreśla Przemysław Rybicki. 

Jak podkreślają nasi rozmówcy, pierwszą ofiarą powstania monopolu – czyli braku jakiejkolwiek konkurencji – jest zazwyczaj cena, jaką płacą klienci za usługi świadczone przez monopolistę. Jeśli nie czuje presji ze strony konkurencji, to dlaczego miałby ograniczać swoje marże?

Jedyne, czego może obawiać się monopolista, to masowe rezygnacje klientów z jego usług. Musi wyczuć próg bólu swoich klientów, powyżej którego usług nie sprzeda. Jeśli nie ma konkurencji – to nie musi się na nią oglądać.

Inną konsekwencją bezwzględnego monopolu może być brak motywacji do ulepszania swojej oferty, wprowadzania nowych, innowacyjnych rozwiązań. – Jeśli klienci operatora – monopolisty i tak są na niego niejako skazani – to po co miałby on inwestować w rozwój swoich usług czy ulepszenie oferty. W takiej sytuacji brak jest motywacji do walki o klienta – uzupełnia Rybicki.

Wygrać ofertą

OK System, największy rywal Benefit System, zapewnia, że nie podda się bez walki.  Spółka uruchomiła program rekomendacji partnerów dla firm, którym proponuje karnety sportowe. Jej kartą przetargową w walce o klienta mają być wyjątkowe kluby, które oferują coś więcej niż tylko dostęp do fitness czy siłowni oraz nowe usługi, których nie ma konkurencja, jak m.in. kręgle, bilard czy tenis.

– Stawiamy na nowe technologie, dla wygody naszych klientów. Mamy system zapisów do programu online, który przejmuje 90 proc. pracy działów HR. A brak plastikowych kart i aktywacja dostępu do tysięcy obiektów nawet w jeden dzień to nasze mocne przewagi konkurencyjne – tłumaczy Aleksandra Tokarewicz.

Na unormowanie sytuacji na rynku liczy też Medicover, który w ubiegłym roku przejął kontrolę nad OK System. Zrobił to, bo chciał zapewnić swoim klientom kompleksowość usług. Firma nie kryje, że jest zaskoczona zasadami panującymi na polskim rynku fitness. – Chcielibyśmy działać na wolnym rynku, na którym panuje zdrowa konkurencja. Tak jak ma to miejsce w prywatnej opiece zdrowotnej. Tymczasem w branży fitness tak nie jest. Nasz główny konkurent przestał być tylko operatorem kart sportowych, stał się wyłącznym udziałowcem największych sieci fitness. To sprawia, że z każdym rokiem zmniejsza się liczba obiektów, w dostępie do których możemy pośredniczyć – wyjaśnia Justyna Gościńska-Bociong, rzecznik prasowy Medicover Polska.

Magdalena Biernacka

Tekst powstał przy współpracy z ASP Media Solutions