statystyki

Czarnobyl na Donbasie. Rosyjska okupacja części Zagłębia Donieckiego to katastrofa ekologiczna

autor: Michał Potocki, Karolina Baca-Pogorzelska03.09.2018, 07:20; Aktualizacja: 03.09.2018, 07:31
Czarny, duszący dym zwrócił uwagę Wołodymyra Syrotina. Patrolujący rozgrabiony teren pofabryczny ochroniarz w zielonym żyguli zignorował złodziei. Policję i lokalną telewizję wezwał przy nas Syrotin.

Czarny, duszący dym zwrócił uwagę Wołodymyra Syrotina. Patrolujący rozgrabiony teren pofabryczny ochroniarz w zielonym żyguli zignorował złodziei. Policję i lokalną telewizję wezwał przy nas Syrotin.źródło: ShutterStock

Zagrożenie radioaktywne, zalanie kopalń i wyziewy z zakładów azotowych. Rosyjska okupacja części Zagłębia Donieckiego to także katastrofa ekologiczna.

W 1979 r. w kopalni Junkom w ówczesnym Junokomunariwśku (obecnie Bunhe) Sowieci przeprowadzili podziemną próbę nuklearną. Dzisiaj kopalnia znajduje się pod kontrolą samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Betonowa obudowa, którą otoczono miejsce eksperymentu, miała gwarantować bezpieczeństwo. Pod jednym warunkiem: powinna pozostać sucha. W kwietniu władze DRL, nie chcąc inwestować w kopalnię, zdecydowały się Junkom zamknąć i zatopić.

Radioaktywne „pamiątki”

– To grozi nowym Czarnobylem – mówi DGP Mychajło Wołynec, szef Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy, który dwa miesiące temu brał udział w rządowej naradzie na temat tego, jak uniknąć ekologicznej katastrofy. Jeśli sarkofag nie wytrzyma naporu wody – a tego obawiają się ukraińskie władze – radioaktywne „pamiątki” po wybuchu mogą się dostać do wód gruntowych w basenie rzek Doniec i Kalmius. A to prosta droga do skażenia wody pitnej dla kilku milionów mieszkańców pięciu obwodów Ukrainy. Separatyści uspokajają, że uczeni z Doniecka uznali, iż zasady BHP zostały zachowane. Komentarzem specjalisty z jednej z największych spółek węglowych Ukrainy, z którym rozmawialiśmy, był bezsilny śmiech.

– Junkom został zamknięty jeszcze w czasach sowieckich. Kopalnia pod ziemią jest połączona z innym nieczynnym zakładem wydobywczym, Ołeksandr-Zachód w Gorłówce – opowiada Mychajło Wołynec. – Nad jej wyrobiskami zbudowano zakład chemiczny, z którego w 1989 r. wyciekło do kopalni 30 ton mononitrochlorbenzolu. Substancja przereagowała z podziemnymi związkami chemicznymi. Od oparów ucierpiało 250 osób pracujących pod ziemią. Teraz te wszystkie związki mogą wypłynąć na powierzchnię – obawia się nasz rozmówca.


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie