statystyki

Dopiero media społecznościowe dały kobietom możliwość opowiedzenia o krzywdach

autor: karolina lewestam03.12.2017, 12:00
komputer-haker-internet

Na poziomie osobistym kobiety powoli zdają sobie sprawę, że ich olbrzymi dyskomfort w wielu sytuacjach społecznych i relacjach prywatnych nie jest majaczeniem histeryczkiźródło: ShutterStock

 Akcja #MeToo to fantastyczny buldożer, który powoli, acz nieubłaganie, rozjeżdża hałdy społecznej hipokryzji, odsłaniając nam kolejne trudne fakty – a najważniejszy z nich to ten, że przemoc seksualna w zachodnich demokracjach to nie stan wyjątkowy, lecz kulturowa norma.

Dopiero media społecznościowe dały kobietom to, czego policja, sądy i ich bliscy często dać nie mogli bądź nie chcieli: możliwość opowiedzenia o swoich krzywdach i wiarę w ich opowieść. Na naszych oczach wiele rzeczy się zmienia. Na poziomie osobistym kobiety powoli zdają sobie sprawę, że ich olbrzymi dyskomfort w wielu sytuacjach społecznych i relacjach prywatnych nie jest majaczeniem histeryczki, a mężczyźni rewidują historię swoich związków, nagle rozumiejąc, że mogli mniej lub bardziej nieświadomie wykorzystywać społeczne przyzwolenie na uprzedmiotowienie kobiet i kogoś poważnie zranić. Na poziomie systemowym zmniejsza się tolerancja dla przekraczania granic w miejscu pracy, na uczelniach, na imprezach; przestępstwa seksualne traktuje się nieco poważniej. A co najważniejsze, coraz więcej winowajców zostaje publicznie wskazanych przez ich ofiary i publicznie potępionych.

To dobrze. Ale być może czas opuścić buldożer. Może trzeba go wyłączyć, wyleźć na owe hałdy w walonkach, zakasać rękawy i chwycić za narzędzia nieco mniej efektowne, ale bardziej precyzyjne (łopaty, koparki). Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że zaraz przestaniemy wywierać pozytywny społeczny wpływ, a zamiast tego się efektownie samozaoramy.

Zacznijmy od tego, że żadne przekonania nie wiszą w próżni. Przyjmując na łono swego umysłu jakąkolwiek tezę, przyjmujemy ją – czy tego chcemy, czy nie – z całym inwentarzem założeń i argumentów, które do niej prowadzą, a także wszystkim, co z niej wynika. Może ktoś i chciałby uważać, że marchew jest zdrowa, jednocześnie twierdząc, że beta karoten jest cichym zabójcą, ale takiemu panu już dziękujemy. A poparcie dla #MeToo, a w szczególności dla publicznego wywoływania sprawców (za Francuzkami, które zamiast „Ja też” miały hashtag „Wydaj swoją świnię”) ciągnie za sobą cały tabor takich założeń.

Są to tezy dotyczące kultury (patriarchat istnieje, gwałt i końskie zaloty leżą na jednym kontinuum nawyków kulturowych, które uprzedmiatawiają kobiety i ignorują ich autonomię itp). Ale są też tezy quasi-prawne i to nimi chciałabym się zająć. Żeby z czystym sumieniem akceptować wszelkie przejawy #MeToo, trzeba być na przykład przekonanym, że kobiety powinny mieć możliwość publicznego formułowania ciężkich oskarżeń bez obaw o proces o zniesławienie czy społeczny lincz. Jak inaczej można namawiać kobiety do wyznań? A po drugie, trzeba mieć specyficzny stosunek do prawdziwości takich wyznań – jeśli bowiem popieramy publiczne „wydawanie świń”, musimy mieć zaufanie do wydających. Dlatego też szeroko pojęte środowiska lewicowe domagają się, by ofiarom wierzyć w zasadzie bezkrytycznie. Wezwanie do zaufania słychać wszędzie: Alicja Długołęcka na przykład w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” na pytanie, co zrobić, gdy jakaś osoba mówi o molestowaniu, odpowiada: „Uwierzyć jej. To jest podstawa”. Renata Kim we wczorajszym poranku TOK FM powtarza, że pomóc ofierze to jej uwierzyć. Lena Dunham, amerykańska feministka i autorka kultowego serialu „Dziewczyny”, twierdzi: „Dopóki nie wierzą nam wszystkim, to nie wierzą żadnej z nas”. Na Twitterze jednym z najpopularniejszych hashtagów jest dziś #BelieveAllWomen.


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • Jurek(2017-12-03 12:15) Zgłoś naruszenie 40

    Jak ktoś publicznie formułuje ciężkie oskarżenia i nie kłamie to nie musi się obawiać żadnego procesu. No chyba, że kłamie. Wtedy to co innego. W czym problem?

    Odpowiedz
  • Tak sobie(2017-12-03 19:32) Zgłoś naruszenie 11

    Ta akcja miała być poważna, a stała się infantylna szczególnie w wydaniu polskim. Stała się feministycznym praniem mózgów, czyli feministyczną św…ią urządzającą sobie widzimisię w kwestii powodu i odwetu. Akcja została z jednej strony ośmieszona przez swą małostkowość, a z drugiej strony obnażyła sofistyczno-sofizmatyczny charakter oskarżeń. Ot, panie sobie wykoncypowały, aby oskarżać obojętnie w jaki sposób i kogokolwiek, byle tylko oskarżać. Innymi słowy, wpierw następuje oskarżenie, bo tak. Później występują procedury, które pozbawiają osobę oskarżoną środków do życia wraz z ostracyzmem środowiska, bo tak. A w jaki sposób te środowiska, które mają ów ostracyzm zastosować działają w oparciu o różne układziki, układy i intrygi, tłumaczyć raczej nie trzeba. W każdym razie - mężczyźni Ruki po Szwam i Malczat! I żeby się do tego Prokuratura jeszcze nie mieszała, bo takie widzimisię jest wskazane, a raczej totalitaryzm oskarżenia tego wymaga. I w końcu wtedy, jak już się gościa totalnie umoczy i sponiewiera ze wszystkich stron, zabierając mu wszystko, następuje albo może wystąpić łaskawa i niechętna próba racjonalizacji oraz lekka refleksja, czy on aby przypadkiem został słusznie, czy nie słusznie oskarżony. Ot, logika, sofistyczno-sofizmatyczna, ale jak to mówią -Polki nie gęsi i swoje #Metoo mają, a raczej sygnał do polowania na mężczyzn został dany.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie