statystyki

Liban znów jest rozgrywany. O wpływy walczą ze sobą Arabia Saudyjska oraz Iran i Hezbollah

autor: Mariusz Janik17.11.2017, 07:11; Aktualizacja: 17.11.2017, 07:54
To Hezbollah zmusił Izraelczyków do zakończenia okupacji południowego Libanu w 2000 r. i stosunkowo skutecznie obronił się przed 34-dniową ofensywą, jaką Jerozolima zarządziła latem 2006 r.

To Hezbollah zmusił Izraelczyków do zakończenia okupacji południowego Libanu w 2000 r. i stosunkowo skutecznie obronił się przed 34-dniową ofensywą, jaką Jerozolima zarządziła latem 2006 r.źródło: ShutterStock

Liban osłupiał. Wyglądało na to, że premier – który przez ostatnie 10 miesięcy zapewniał, że jego rządy rozpoczną nową erę w historii kraju – wyskoczył na weekend odpocząć w swojej willi w saudyjskim Rijadzie. Ale już po kilku godzinach było jasne, że uciekł: Saad Hariri nadał ze swojego azylu w Arabii Saudyjskiej krótkie wystąpienie, które zatrzęsło Bliskim Wschodem.

– Wyczułem, że planowany jest zamach na moje życie – tłumaczył 4 listopada motywy swojej decyzji. – Żyjemy w klimacie podobnym do tego, jaki panował przed zabójstwem Rafika al-Haririego – wspominał ojca, również piastującego stanowisko premiera, który zginął w zamachu w 2015 r. Ale to był dopiero wstęp. – Iran sieje strach i zniszczenie w kilku krajach, w tym w Libanie – dowodził Hariri. – Obetniemy ręce, które złowieszczo wyciągają się po nas – zapowiedział, adresując pogróżkę do „Iranu i jego zwolenników”. W domyśle: ugrupowania Hezbollah, które poza utrzymywaniem militarnych bojówek jest też partią polityczną w Libanie.

„Orędzie” Haririego było szokiem. Momentalnie ukuto więc rodzimą interpretację wydarzeń: premier, znany z doskonałych relacji z Saudyjczykami, został przez nich zmuszony zarówno do rezygnacji, jak i buńczucznych oświadczeń, które rozpalają podziały targające Libanem od zarania.

Oliwy do ognia dolał łzawy wywiad, jakiego Hariri udzielił na początku tygodnia Pauli Yacoubian, jednej z najbardziej znanych dziennikarek w Libanie, pracującej dla będącej w posiadaniu familii Haririch stacji Future TV. 80-minutowa rozmowa obfitowała w liczne „momenty”: głos szefa rządu po kwadransie zaczął się łamać i wyglądało na to, że Hariri zaleje się łzami – dziennikarka ogłosiła spontaniczną „przerwę na reklamy”; potem premier nerwowo popijał wodę ze szklanki stojącej przed nim, a gdy mu się skończyła, Yacoubian podsunęła mu swoją szklankę; a na koniec dziennikarka usłyszała: „Tak bardzo mnie pani zmęczyła...”. Ale też bohater zamieszania twardo podtrzymywał w wywiadzie, że decyzje podejmuje sam. Hariri zapowiedział, że „w najbliższych dniach” wróci do Libanu i formalnie dostarczy rezygnację władzom kraju. – Nie była to zwyczajowa dymisja – przyznawał. – Chcę ratować Liban. Chciałem wywołać pozytywny szok, żebyśmy uświadomili sobie, w jak niebezpiecznym miejscu się znaleźliśmy – dorzucał.

Na pewno udało mu się zmobilizować zwolenników: w Bejrucie pojawili się demonstranci z transparentami „Wszyscy jesteśmy Saadem” i „Czekamy na ciebie”, na stronie FreeSaadHariri.com zegar odlicza czas „saudyjskiej niewoli” premiera. Głos zabrał nawet lider Hezbollahu, szejk Hassan Nasrallah. – Saudowie zmusili go do dymisji. Rezygnacja nie była jego intencją, pragnieniem ani decyzją – zawyrokował.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie