Odnosząc się do pomysłu prezydenta, by wraz z wyborami parlamentarnymi w 2019 r. przeprowadzić referendum na temat przyjmowania uchodźców, Łapiński tłumaczył, że ma ono wyznaczyć przyszłemu rządowi drogowskaz jak postępować w tej sprawie.

Komisja Europejska potwierdziła we wtorek, że postanowiła wszcząć postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom w związku z odmową udziału w programie relokacji uchodźców przez te trzy kraje.

Łapiński, komentując decyzję KE, podkreślił w środę rano w radiowej Trójce, że nie jest to sposób na rozwiązanie problemu uchodźców. "Każdy trzeźwo myślący polityk wie, że problem uchodźców nie leży w Warszawie, Budapeszcie, czy w Pradze, tylko leży w Syrii i rozwiązanie tego problemu jest rozwiązaniem, w którym powinny wziąć udział nie tylko Unia Europejska, ale Stany Zjednoczone, Turcja i oczywiście Rosja. I ku temu trzeba dążyć, a nie żeby narzucać pewne rozwiązania państwom członkowskim (UE), bo to droga donikąd" - ocenił rzecznik prezydenta.

Jak dodał, KE w ostatnich latach często "uzurpuje sobie prawo do różnego rodzaju decyzji" wątpliwych jeśli chodzi o europejskie traktaty. "Myślę, że ta decyzja też w to się wpisuje - w uzurpowanie sobie pewnych decyzji, które nie do końca powinna podejmować Komisja" - uważa Łapiński.

Polityk zauważył przy tym, że żadne z państw UE nie wypełniło do tej pory swoich zobowiązań. "Niech Komisja pokaże to państwo, które nawet zachowując ciągłość władzy, bo władza się po wyborach nie zmieniła, przyjęło taką liczbę uchodźców, jaką zadeklarowało" - dodał rzecznik Andrzeja Dudy.

Jego zdaniem, decyzja Komisji to także forma pokazania Polsce, Czechom i Węgrom: "wy jesteście nowymi państwami i macie akceptować to, o czym decyduje tzw. stara Unia". W jego ocenie, także solidarność unijna jest traktowana "wybiórczo". "Jeśli jest problem uchodźców, to solidarnie macie przyjmować uchodźców, którzy napłynęli, bo my ich zaprosiliśmy, ale jeśli jest np. kwestia budowy kolejnej nitki Gazociągu Północnego i my mówimy, tzn. kilkanaście krajów - od Litwy poprzez Łotwę, Estonię, Polskę i kraje południowe - że to burzy solidarność europejską, zagraża naszemu bezpieczeństwu energetycznemu, to słyszymy od partnerów zachodnich - Niemiec, Francji, że to jest projekt biznesowy" - wskazywał Łapiński.

Rzecznik Dudy został też zapytany o pomysł prezydenta dotyczący referendum na temat przyjmowania uchodźców. "Prezydent mówi jasno: ten rząd nie poddaje się naciskom Komisji Europejskiej, ale różnie może być po wyborach w 2019 r., więc jeśli w referendum Polacy wypowiedzieli się w tej kwestii, to nowy rząd, jakakolwiek by on był, będzie miał jasny drogowskaz czego społeczeństwo oczekuje" - wyjaśnił Łapiński.

Przypomniał, że obecnie trwa zbiórka podpisów pod inicjatywą Kukiz'15 w tej sprawie. "Jest już zebranych zdaj się 400 tys. podpisów, więc być może będzie tak, że my na pewnym etapie nie uciekniemy od tego referendum, bo społeczeństwo będzie go oczekiwało i prezydent wychodząc też naprzeciw tym oczekiwaniom, mówi, że to jest dobry czas (2019 rok - PAP), żeby pewne kwestie rozstrzygnąć" - zaznaczył polityk.

Wyraził przy tym żal, że poprzednia władza - PO i PSL, zanim podjęła deklaracje dotyczące przyjęcia uchodźców, nie zapytała wcześniej Polaków co sądzą na ten temat.

Komisja podjęła we wtorek decyzję o wysłaniu wezwania do usunięcia uchybienia do władz w Warszawie, Pradze i Budapeszcie. To pierwszy etap procedury o naruszenie prawa UE, która może się skończyć pozwaniem kraju do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Z ostatniego, majowego raportu KE wynika, że Węgry, Polska i Austria nie dokonały relokacji ani jednej osoby. Z kolei Czechy, po relokowaniu niewielkiej liczby uchodźców, przestały brać udział w programie.

We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Grecji; termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas około 20 tys., czyli nieco ponad 12 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.

Rozpoczęcie procedury o naruszenie prawa UE może prowadzić w konsekwencji do kar finansowych dla kraju członkowskiego. Aby do tego doszło, musi zostać zakończona kilkuetapowa procedura w KE, a sprawa zostać rozstrzygnięta przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Batalia jest jednak długa, a kary - choć potencjalnie dotkliwe - możliwe byłyby najwcześniej za kilka lat.