statystyki

Markiewka: Postprawda w świecie kapitalizmu

autor: Tomasz S. Markiewka17.03.2017, 16:30
Zamęt informacyjny siany przez Trumpa, wpływowych zwolenników brexitu czy – by sięgnąć po polski przykład – przez PiS jest tylko symptomem zjawiska, które ma głębsze przyczyny.

Zamęt informacyjny siany przez Trumpa, wpływowych zwolenników brexitu czy – by sięgnąć po polski przykład – przez PiS jest tylko symptomem zjawiska, które ma głębsze przyczyny.źródło: ShutterStock

Od czasu, gdy redaktorzy oksfordzkiego słownika ogłosili „postprawdę” słowem roku 2016, ukazała się na ten temat niezliczona liczba artykułów. Zjawisko postprawdy, czyli funkcjonowania w domenie publicznej fałszywych informacji, połączono z najgłośniejszymi wydarzeniami politycznymi roku: Brexitem i zwycięstwem Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich.

O postprawdzie pisze się tak dużo, że niektórych zaczęło to już irytować. Na przykład Rafała Wosia, którym w tekście „Postprawda. Największa bzdura dekady” (DGP nr 29 z 10 lutego br.) wyśmiewa ludzi robiących szum wokół tego tematu. Dlaczego nie pisano o fałszywych informacjach, gdy establishment biznesowo-polityczny przekonywał nas do zbawiennych efektów obniżania podatków i polityki zaciskania pasa, choć nie było i nie ma żadnych dowodów na skuteczność takich działań? – pyta ironicznie Woś.

I ma rację. To nie jest tak, że do tej pory świat polityki kręcił się wokół prawdy – wokół potwierdzonych informacji, których decydenci trzymali się za każdym razem, gdy mieli podjąć ważną decyzję. I dopiero źli populiści w 2016 r. wszystko popsuli, manipulując częścią wyborców i prowadząc nas na skraj zagłady. Histeria wokół postprawdy z pewnością zawiera w sobie sporą dawkę hipokryzji i dobrze, że Woś miał odwagę to powiedzieć wprost. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje. Rzecz w tym, że zamęt informacyjny siany przez Trumpa, wpływowych zwolenników brexitu czy – by sięgnąć po polski przykład – przez PiS jest tylko symptomem zjawiska, które ma głębsze przyczyny.

O tych przyczynach pisze się zaś zadziwiająco mało. Większość komentarzy skupia się na wymienionych symptomach. Paru intelektualistów próbuje nieśmiało wyjść poza myślenie o konkretnych przykładach zjawiska postprawdy i wskazuje, że źródłem problemu może być dominacja filozofii postmodernistycznej w drugiej połowie XX w. To właśnie ona, z daleko idącym sceptycyzmem wobec prawdy, miałaby dać podwaliny szerzącemu się w polityce językowi postprawdy. Takie wytłumaczenie jest wątpliwe. Po pierwsze, postmodernizm to nurt, który rzadko kiedy wydostawał się poza ramy akademii. Ilu z państwa potrafi cokolwiek powiedzieć o Derridzie, Foucaulcie czy Deleuzie? Ilu polityków wie cokolwiek na ich temat? W samym światku uniwersyteckim toczą się zaś spory, czy postmodernizm, jeśli w ogóle coś takiego istniało, był rzeczywiście taki antyprawdziwościowy. Dlatego ten trop prowadzi donikąd.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (3)

  • obywatel(2017-03-19 20:27) Zgłoś naruszenie 30

    Bardzo inteligentny tekst. Miła odmiana po pseudo-wiadomościach z innych portali.

    Odpowiedz
  • Galka (2017-03-17 22:58) Zgłoś naruszenie 03

    Co to za nowomowa?

    Odpowiedz
  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-03-17 23:39) Zgłoś naruszenie 04

    Debaty o prawdzie i postprawdzie są jałowe i nie wnoszą niczego, poza biciem postpiany do dyskusji na temat istnienia prawdy obiektywnej. Niestety profesorowie z Oksfordu nie znają najpewniej osiągnięć filozofii podhalańskiej, która już dawno odkryła, że z prawdą jest jak z d.... , każdy ma swoją.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie