Konflikt, który wybuchł wokół przyjęcia przez Polskę umowy o zwalczaniu obrotu towarami podrobionymi (ACTA), to kolejna odsłona znacznie poważniejszego sporu: co jest własnością intelektualną i jaki powinien być zakres jej ochrony?
Publikacja: 24 stycznia 2012, 07:33 Aktualizacja: 24 stycznia 2012, 07:42
Pytanie: „czy gdyby ktoś dopiero dzisiaj wymyślił młotek i opatentował go, wszyscy użytkownicy powinni mu płacić za jego używanie?”, wcale nie jest absurdalne. Właściciele praw odpowiadają: oczywiście, przecież to premia za pomysłowość. Gdyby ona nie podlegała ochronie, rozwój gospodarczy byłby zagrożony. Firmy nie zainwestują w badania i innowacje, jeśli na tym nie zarobią. A zarobią, jeśli ich wytwory będą chronione. To dlatego francuski projektant Christian Louboutin może skarżyć dom mody Yves Saint Laurent o kradzież pomysłu na czerwoną podeszwę damskich butów. W końcu nieważna jest jakość pomysłu, tylko prawo do niego.
Zarówno rządy, jak i firmy stoją na stanowisku, że jedynym sposobem na ochronę własności intelektualnej są sankcje. Zupełnie nie zdając sobie sprawy, że są wojny, których wynik znany jest jeszcze przed ich rozpoczęciem. Po pierwszej wojnie światowej Francuzi, przyjmując doktrynę wojny defensywnej, za trzy miliardy franków wybudowali Linię Maginota – 450-kilometrowy ciąg fortyfikacji, bunkrów i umocnień, który miał ich ochronić przed napaścią Niemiec. Ci umocnieniami się nie przejęli, ominęli je i weszli do Paryża od północy. Zarówno francuskie założenia, jak i doktryna wojenna, były błędne.
Podobnie w sporze o ochronę własności intelektualnej. Producenci, twórcy i politycy w znoju i trudzie wytaczają kolejne działa przeciw hordom piratów, a ci od dawna siedzą w Paryżu i korzystają z jego uciech. I są tak łasi rozrywek, że nawet zapłacą, problem w tym, że nie nikt nie chce z nimi negocjować stawek. Można zebrać nową armię i ich stamtąd przepędzić, ale wtedy z czego Paryż będzie żył?
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Hakowy nie hacker z IP: 89.75.58.* (2012-01-24 22:07)
Jeżeli PiS i Solidarna Polska przyznają się do błędu ws.ACTA to powinny zapłacić za szkody spowodowane blokadą serwerów rządowych ze swoich dotacji na partie polityczne.To są pieniądze podatników !!!

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.