zaloguj się do e-DGP
statystyki

Marcin Król: Nędza prowincji, czyli Polska A i B

skomentuj

Podział Polski na A i B, o którym tyle mówiono w trakcie kampanii prezydenckiej, nie polega na dochodach ani nie wynika z tajnej i przewrotnej polityki rządu. Tworzenie metropolii także jest tylko w niewielkim stopniu procesem zamierzonym, a raczej nieuchronnym.

Publikacja: 1 września 2010, 08:54 Aktualizacja: 1 września 2010, 08:57

Dlaczego? Ponieważ mamy do czynienia z dwoma zjawiskami, które wzajemnie się wzmacniają i są ze sobą związane, a oba postępują niezależnie od czyichkolwiek planów, ale za to w szybkim tempie. Te zjawiska to upadek publicznej komunikacji i wyludnianie się wsi z młodzieży, która nie ma w rodzinnym rejonie co z sobą zrobić, ani zawodowo, ani w czasie wolnym.

Upadek komunikacji odczuwam na własnej skórze, bo sam bym z przyjemnością jeździł do Warszawy pociągiem, gdyby pociąg nie jechał stu trzydziestu kilometrów dwie godziny. Gdyby były nie trzy pociągi dziennie, ale osiem, i gdybym mógł podróżować w ludzkich warunkach. Wiem, że kolei to się zapewne nie opłaca, ale czy państwu i społeczeństwu się opłaca, by poza takimi dziwakami jak ja wszyscy jechali samochodami? Albo coraz częściej nie jechali, lecz przenosili się na dalekie przedmieścia wielkich miast i tworzyli nową subkulturę, która z natury rzeczy nie może być dobra ani przyjazna? Sprawa komunikacji schodzi zresztą na szczebel jeszcze niższy, bo z kolei autobusy zniknęły ze wsi i dojazd do pobliskiego miasteczka jest niesłychanie utrudniony. Jak tu się dziwić, że młodzi ludzie wracają po dyskotece pijani samochodem, skoro nie ma żadnej komunikacji po szóstej po południu, a w ciągu dnia z dużej gminnej wsi są trzy lub cztery kursy. Trzeba więc mieć samochód, samochód chociażby za 5 – 8 tysięcy, mimo że się ledwie umie prowadzić i mimo że samochód w każdej chwili może stanąć.

Nie dość, że w Polsce znaną barierą dla mobilności horyzontalnej są ceny mieszkań, to do tego dochodzi komunikacja, która w istocie zanika. Powoli wszyscy aktywni przeniosą się do metropolii, a wschodnią Polskę porośnie puszcza.

Inny typ mobilności jest z kolei wymuszany. W żadnej z okolicznych gminnych wsi nie ma żadnego miejsca, gdzie młodzi ludzie mogliby cokolwiek robić po pracy. Wiem, że w polskiej kulturze nie ma tradycji lokalnej knajpki, gdzie można spokojnie i wesoło porozmawiać, gdzie przychodziłyby kobiety bez żadnych obaw i gdzie byłoby coś do zjedzenia. W miejscowościach kilkutysięcznych nie istnieje żadne publiczne miejsce, czasem poza ośrodkiem kultury, ale to do innych celów, gdzie można by się spotkać. A ponieważ minęła już kultura stania pod budką z piwem, więc poza telewizją i wizytami u sąsiadów nie ma nic innego. Wizyty u sąsiadów zresztą też nie są w obyczaju, bo odbywają się tylko przy okazji ważnych wydarzeń rodzinnych.

Co pozostaje? Wyjazd do kilkunastotysięcznego miasta, gdzie jest kilka średnich lokali, ale także raczej nie ma mowy o jedzeniu, a jedynie o piwie, potem siedzenie na ławkach – w lecie czy też w bramach – w zimie. Kiedy sobie wyobrażam, jak młody człowiek może sobie zaplanować piątkowe popołudnie na wsi, chyba że jest maniakiem gier komputerowych i towarzystwo mu niepotrzebne, kiedy myślę, co ma z sobą zrobić na wsi po południu para młodych ludzi, którzy chcieliby razem spędzić czas, ale niekoniecznie razem z rodzicami, wtedy ogarnia mnie przerażenie.

Zapewne jest to tendencja światowa, ale w wielu krajach metropolie są otaczane przez biednych i przez imigrantów, u nas rozpoczął się już i będzie trwał proces wyludniania się prowincji z innych powodów, któremu można by zapobiec, gdyby o tym myślano niekoniecznie nawet na poziomie władz najwyższych, ale przede wszystkim na poziomie województwa, starostwa, gminy. Proces ten doprowadzi do tego, że prowincja zaniknie, co będzie wiązało się nie tylko z tym, iż zaniknie różnorodność Polski, spowoduje on także nieuchronną degradację tych, którzy mogliby nadać jej ducha, podtrzymać gospodarczo i społecznie. W ten sposób staniemy się krajem, w którym zatryumfuje idea społecznej degradacji.

Komentarze: 7

  • 1: Psz z IP: 83.13.239.* (2010-09-01 10:04)

    Niestety muszę przyznać autorowi pełną rację - poważnym problemem Polski jest najzwyklejsza komunikacja. Sam pochodzę z niewielkiego miasteczka w pobliżu Rzeszowa. Miałem to szczęście, że w okresie podstawówki i liceum znalazłem grupę znajomych, z którymi mogliśmy realizować nietypowe zainteresowania (science-fiction, gry fabularne, muzyka alternatywna). Nietypowe w przypadku małego miasteczka, bo już w pobliskim Rzeszowie znałem mnóstwo osób, które się tym interesowały. Na szczęście w tamtych czasach (jakieś 10-15 lat temu) komunikacja między moją miejscowością a Rzeszowem była naprawdę dobra - autobusy kursowały praktycznie co godzinę. Teraz mieszkam i pracuję w Krakowie i trudno mi uwierzyć co dzieje się w moim rodzinnym miasteczku. Autobusów jest dużo mniej, dzieciaki albo siedzą w domach przed komputerami albo przesiadują na ławkach z piwem. Ale komunikacja to nie tylko problem małych miasteczek. Doceniam to, jak bardzo Rzeszów stara się przyciągnąć przedsiębiorców, stać się "stolicą innowacji". Co z tego, jeśli podróż samochodem z Krakowa do Rzeszowa na super-konferencję zajęła mi... 5 godzin (jakieś 150 km). Współczuję wszystkim, którzy chcieliby systematycznie spotykać się z klientami z Warszawy...

  • 2: Generalnie to brak infrastrukury z IP: 87.207.247.* (2010-09-01 14:48)

    Ale wszystko ma swoje PLUSY i MINUSY;
    PLUSY;
    - powstaną prawdziwe gospodarstwa rolne - np. od 50ha wzwyż, nie tak jak dziś 1ha- gospodarstwo rolne;
    - automatycznie będzie się rozwiązywał problem KRUS-u;
    - będą możliwości do tworzenia zespołów producenckich i szans na przetwórstwo rolno-spożywcze /tradycyjne, wiejskie/.
    MINUSY;
    - spowodu lichej infrastrktury komunikacyjnej, zamiera prawdziwa polska wieś, brak pracy, brak szans do życia, brak perspektyw rozwojowych;
    - trudności z komunikacją drogową ograniczają budowę zakładów pracy w terenie i koło się zamyka.
    WYLUDNIANIE SIĘ WSI TO TEŻ PROCES NATURALNY /mamy przeludnienie wsi/.

  • 3: Sirith z IP: 83.21.250.* (2010-09-01 16:46)

    Podobne problemy obserwuję na poziomie miasteczek nie małych, kilku-kilkunastotysięcznych, nie na wsi, a w swoim mieście, które mieści ponad 80 tys. mieszkańców. W tym wypadku problem jest jeszcze szerszy.
    Jelenia Góra. 116 km do Wrocławia, gospodarka oparta przede wszystkim na przemyśle chemicznym i optycznym (Jelfa i JZO) oraz usługach i handlu.
    Miasto w pięknym otoczeniu (psutym przez kominy nieużywanych hal fabrycznych - mówi się, że najwyższy komin mógłby robić za wieżę widokową, brak jednak projektu i inicjatywy władz miasta). Turyści - głównie turystyka zakupowa lub podróżni przejeżdżający przez miasto po drodze do Kowar, Karpacza lub Szklarskiej Poręby, ewentualnie zatrzymują się w hotelach, po czym za dnia jadą do tych mniejszych miasteczek. Bo do miasteczek nie da się dojechać bezpośrednio pociągiem w rozsądny sposób, a samo miasto za mało oferuje jak na czas dojazdu. Trasa Wrocław-Jelenia Góra to 4 godziny pociągiem. Autobusem 2-3 godziny (zależy od tego, jak prowadzone są remonty dróg po drodze). Da się przeżyć, ale w samym mieście atrakcje celowane w grupę wiekową 13-30 są nikłe. Prawie absolutny brak klubów muzycznych - przeważają bary, które właściwie lepiej nazwać piwiarniami. Komunikacja miejska po 20 zaczyna zamierać, a po 23 prawie nie istnieje - jedyna nocna linia w ciągu doby przejeżdża 4-6 razy w dni pracujące.

    Inną sprawą jest brak rozruszania intelektualnego.
    Pomimo jednej rodzimej i trzech filii uczelni wyższych, aktywność studentów praktycznie nie istnieje - większość dojeżdża z najbliższych miasteczek i mało ich obchodzą wydarzenia w mieście, reszta jeździ do Wrocławia. Zazwyczaj osoby te zostają w Jeleniej Górze tylko dlatego, że nie dostali się na inne wyższe uczelnie w wielkich miastach. Krzywa wieku kompletnie nie pasująca do krzywych miejskich - brak młodych ludzi jest potężną bolączką, niewielu decyduje się też na pozostanie w Jeleniej Górze pracować. Przeważają dzieci i (zwłaszcza) osoby starcze oraz emeryci.
    Trudno się dziwić, skoro miasto nie oferuje rozrywek - trzy kina są fatalnej jakości, a filmy docierają z kilkumiesięcznym opóźnieniem, a filharmonia czy teatr nie budzą zainteresowania młodszej części mieszkańców. Brak klubów muzycznych (technodyskotek za nic nie nazwę "klubem"). Panuje przede wszystkim kultura wyższa i atrakcje dla dzieci. O klubie fantastyki musiałam dowiedzieć się z poczty pantoflowej, bo sam klub był mało zainteresowany rozwojem...

  • 4: sdfrtberwe z IP: 188.33.18.* (2010-09-01 19:27)

    Bardzo dobry artykuł. Zgadzam się z zawartą w nim tezą. Mieszkam w Warszawie i nawet tutaj można zauważyć podobne problemy. Są w mniejszym stopniu związane z komunikacją a bardziej ze zwykłym ubóstwem polaków. Tak ubóstwem polaków bo nawet zarabiający średnią krajową 24-30 latek nie jest w stanie pozwolić sobie na rozrywki, które są dość kosztowne. Kino dla 2 osób to wydatek 50 - 60 zł., rekreacja typu basen, siłownia 120 zł miesięcznie, piwo w pubie 12 zł to samo co w sklepie 4 zł. Jak takie ceny mają się do średniej pensji na rękę 2200 zł, którą zresztą otrzymuje dobrze wykształcony młody człowiek ? Wynajem mieszkania w Warszawie ? 1500 zł. Sam mam znajomych, którzy nie są ludźmi z nizin - pracują w firmach a nawet w ministerstwach ! I ze względów finansowych wolą kupić piwo w sklepie i wypić je w parku przy-osiedlowym z kolegami, żeby było taniej. Tak tak nawet Polska A niewiele oferuje. Wielu moich znajomych po dobrych studiach wyjechało do Anglii, Irlandii, Szkocji etc. Nie mają zamiaru wracać.

  • 5: bnm z IP: 213.25.175.* (2010-09-01 19:58)

    Za malo rodzin powstaje i imigracja za praca gdzie indziej w poszukiwaniu zatrudnienia to powod ze nastepuje wyludnianie wsi itp.

  • 6: bnm z IP: 213.25.175.* (2010-09-01 20:00)

    Polski A i B nie ma sa tylko obszary w Polsce ktore sa ubozsze lub bogatsze itp.

  • 7: a/a z IP: 213.192.124.* (2010-09-04 18:18)

    Również zgadzam się ze świetnie wyłożonymi tezami autora. Właśnie wróciłem po tygodniowym rowerowym podróżowaniu po 'ścianie wschodniej'. Gołym okiem widać, jak bardzo wyludniają się te obszary. Nie tylko wsie, ale przede wszystkim małe miasteczka. Łatwiej tam zdobyć wykształcenie, dzięki któremu wzrastają aspiracje i możliwości młodych ludzi, co często prowadzi do wyjazdu. Jak tak dalej pójdzie, to wschód Polski porośnie puszcza...

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Galerie zdjęć

Po godzinach - serwis w wolnej chwili

Zapisz się na bezpłatny newsletter