statystyki

Prof. Dudek: Liczę, że to nie jedyne dokumenty w domu gen. Kiszczaka

16.02.2016, 21:34

Profesor Antoni Dudek z Rady IPN liczy na znalezienie w domu generała Kiszczaka ciekawych dokumentów, związanych z tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Bolek". Wieczorem prezes Instytutu ujawnił na konferencji prasowej, że w domu generała trwają poszukiwania takich akt. Łukasz Kamiński wyjaśnił, że wcześniej wdowa po generale oferowała odsprzedanie części z nich.

reklama


reklama


Profesor Antoni Dudek powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej że zapiski, które wdowa po generale chciała sprzedać Instytutowi Pamięci Narodowej to prawdopodobnie notatka oficera SB sporządzona po spotkaniu z TW "Bolek". Wyjaśnił, że normalną praktyką Służby Bezpieczeństwa było, że po rozmowie z tak zwanym źródłem, oficer prowadzący notował najistotniejsze informacje.

Profesor Dudek dodał, że dokument można uznać za ważny, gdyż wcześniejsze doniesienia o tajnym współpracowniku o pseudonimie "Bolek" nie wykraczały poza rok 1972. Jego zdaniem wygląda na to, iż współpraca trwała dłużej niż do tej pory sądzono. Zaznaczył, że "formalne wyrejestrowanie Lecha Wałęsy nastąpiło w 1976 roku". Zaznaczył przy tym, że ciężko mówić o dokumencie, którego "nie widziało się na oczy".

Ekspert zaznaczył, że nie bardzo rozumie cel, dla którego wdowa po generale Kiszczaku miałaby "przyjść po latach z fałszywką z zamiarem sprzedania jej Instytutowi Pamięci Narodowej". Profesor zastanawiał się, czy Maria Kiszczak znała przepisy, według których IPN nie mógł od niej niczego kupić. Zaznaczył, że posiadając te dokumenty kobieta łamała prawo, podobnie jak przed śmiercią jej małżonek. Przypomniał, że zgodnie z ustawą o IPN w ciągu kilku miesięcy od powstania Instytutu należało oddać wszystkie posiadane dokumenty służb specjalnych PRL.

Jak wyjaśnił profesor Dudek, teraz prokurator będzie oceniał, w jakim stopniu przestępstwa dopuścił się nieżyjący już generał Kiszczak, a w jakim - wdowa po nim.

reklama


Źródło:IAR

reklama

  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-02-16 23:43) Odpowiedz 20

    To oczywiste, że wszyscy dygnitarze z PRL mają swoje prywatne archiwa. To ich gwarancja nietykalności. Dlatego za każdym razem gdy ktoś proponował odtajnienie wszystkich dokumentów i udostępnienie ich społeczeństwu rozlegał się rwetes i biadolenie nad krzywdą jaką chce się wyrządzić tym "porządnym" ludziom. Te haki na opozycjonistów, sędziów, księży i urzędników miały by wtedy tylko wartość kolekcjonerską. Nie mam złudzeń, nikt i nigdy ich nie odtajni, bo społeczeństwo ma żyć w iluzji prawdy. Prawda jest dla wielu, niebezpieczna.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama