Pełnomocnik rodziny poszkodowanych wnosił też o pozbawienie oskarżonego na 10 lat praw publicznych. Według prokuratury  Lech G. jest winny zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz spowodowania pożaru, zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Zniszczył też mienie warte około 80-u tysięcy złotych. Zdaniem, prokurator Magdaleny
Hryniewicz Rucińskiej, oskarżony oblał kobiety benzyna i podpalił z zemsty za odmowę przyjęcia go do Domu Pomocy Społecznej.

Jak mówi obrońca oskarżonego mecenas Piotr Kona oskarżony wylał ciecz łatwopalną na wykładzinę, a nie na kobiety, bo nie chciał ich zabić a jedynie nastraszyć. Jak dodał w przypadku oskarżonego mamy do czynienia z osobą chorą, która była podmiotem postępowań psychiatrycznych.

Do tragicznych wydarzeń w Makowie doszło w grudniu 2014 r. Biegli, którzy badali oskarżonego przed procesem orzekli, że miał nieznacznie ograniczoną poczytalność w chwili popełniania przestępstwa. Stwierdzili jednak, że może ponosić odpowiedzialność karną za swoje czyny. Oskarżony nie przyznał się do winy, cały czas zasłaniał się niepamięcią.

Wyrok zapadnie 3 lutego.