Patrząc na to, jak politycy cynicznie wykorzystują historię do swoich celów, często wracam do tych słów, ale nie mogę uciec od odwrotnej refleksji. Potrzebujemy nie mniej, ale więcej nauki historii. Politycy wykorzystują ją do swoich celów nie dlatego, że są jacyś szczególnie źli. Robią to z tego samego powodu, z którego robią wszystkie inne rzeczy, które potem społeczeństwu szkodzą albo je oburzają. Dlatego że na to pozwalamy. Pozwalamy mamić się mitami, legendami. Chcemy wierzyć w niesłychane bohaterstwo albo w niesłychaną podłość. Pozwalamy snuć baśnie o husarskich skrzydłach i milionach bohaterów albo o chłopskim okrucieństwie i genetycznie odziedziczonym antysemityzmie.

Naszym przodkom przyszło żyć na skrwawionych, nieludzkich ziemiach, w świecie stworzonym przez totalitarnych najeźdźców z Niemiec i Rosji. Prawda o tych czasach to miliony historii, które w jednym życiorysie potrafią łączyć strach, nadzieję, podłość i poświęcenie. Prawda o tych czasach to tysiące donosów na innych Polaków czy naszych żydowskich braci skierowanych do gestapo i tysiące bohaterskich czynów, aktów solidarności i odwagi. Prawda, która nigdy nie jest pełna, bo ciągle jest odkrywana, odsłaniana, rekonstruowana.

To od nas zależy, czy będziemy czytać więcej książek, szczególnie tych, które nas męczą i nam nie pasują. Czy będziemy uczyli ciekawości nasze dzieci. Wymagali więcej od szkoły i mediów. Angażowali się bardziej w odkrywanie historii – również finansowo. Wiedza pozwala jeszcze bardziej doceniać niesłychane bohaterstwo sprawiedliwych i oczekiwać, że zamiast pompatycznych słów Polskę stać będzie na czyny.