Na ławie oskarżonych gdańskiego sądu zasiadało dwóch lekarzy, dwie pielęgniarki i b. dyrektor szpitala. Ich proces toczył się od stycznia 2015 r. za zamkniętymi drzwiami. Wniosek o utajnienie rozpraw wnieśli obrońcy argumentując, że w innym przypadku mogłoby dojść do naruszenia tajemnicy lekarskiej. Częściowo jawne było też wtorkowe uzasadnienie wyroku sądu.

Najsurowszy wyrok - jednego roku i 10 miesięcy więzienia - otrzymała pielęgniarka Grażyna G. Drugą pielęgniarkę Renatę K. sąd skazał na 1,5 roku więzienia. Tę samą karę wymierzono lekarce anestezjolog Dorocie S-P., która oprócz podania niewłaściwych dawek leków, według prokuratury - co potwierdził sąd - po operacji zmieniła też zapisy w karcie medycznej pacjentki.

Najłagodniejszy wyrok - 10 miesięcy więzienia - dostał b. dyrektor szpitala Leszek K.

We wszystkich czterech przypadkach gdański Sąd Rejonowy warunkowo zawiesił kary na okres dwóch lat.

Czworo skazanych ma też zapłacić poszkodowanej nawiązki po 20 tys. zł. Ponadto, b. dyrektorowi szpitala Leszkowi K. nałożono zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych przez 4 lata, a dwóm pielęgniarkom zakaz wykonywania zawodu przez 4 lata.

Sąd uniewinnił natomiast lekarkę chirurg Darię D. "Ze swojego obowiązku wszczepienia implantu wywiązała się dobrze, nie miała ona żadnego wpływu na dalszą opiekę nad pacjentką po operacji" - powiedziała w uzasadnieniu wyroku, sędzia Danuta Blank.

Wyrok nie jest prawomocny.

Do nieszczęśliwego zabiegu doszło w sierpniu 2010 r. w Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku (obecnie Copernicus Podmiot Leczniczy - PAP). 31-letnia wówczas Christina Hedlund z Malmoe poddała się operacji powiększenia piersi. Zabieg przebiegł pomyślnie, ale - według prokuratury - zaniedbano opiekę po operacji; u kobiety doszło do zatrzymania oddechu i krążenia. Uszkodzenia mózgu były na tyle poważne, że Szwedka do dziś jest w stanie wegetatywnym - nie mówi, jej kontakt ze światem jest bardzo ograniczony.

W listopadzie 2010 r. sprawę nagłośniły szwedzkie media. W reportażu ówczesny narzeczony Hedlund mówił, że dopiero po sześciu godzinach od operacji kobieta, która nie mogła się obudzić, została przeniesiona na oddział ratunkowy.

Sędzia Blank podkreśliła, że o uznaniu winy czterech osób przesądziła obszerna dokumentacja lekarska zebrana w gdańskim szpitalu i w Szwecji, na podstawie której czterech biegłych specjalistów ze Szczecina sporządziło swoje opinie na potrzeby procesu. Istotne były też m.in. zeznania ówczesnego narzeczonego pacjentki.

"W tej sprawie mamy do czynienia ze zdarzeniem tragicznym, w wyniku którego doszło do nieodwracalnego zniszczenia życia młodej kobiety, która miała swoje plany na przyszłość, chciała wyjść za mąż, realizować się zawodowo. Nic z tych z tego nie zostanie zrealizowanie, ponieważ stan, w którym się znajduje, nie rokuje szans na poprawę" - mówiła sędzia.

Sąd podkreślił, że publiczna placówka, gdzie doszło do tego nieszczęśliwego wypadku, nie zapewniła odpowiednich warunków opieki pacjentce po operacji - szpital nie miał nawet w wykazie usług medycznych chirurgii plastycznej.

"Zaniedbania organizacyjne same w sobie nie spowodowałyby jednak skutku w postaci tego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, gdyby pielęgniarki zachowały się w sposób prawidłowy. Gdyby była właściwa reakcja na to, co dzieje się z pacjentką; gdyby reanimacja była dokonana w sposób prawidłowy, to z tego zdarzenia pacjentka wyszłaby bez szwanku. Niestety, tak się nie stało" - ocenił sąd.

Obrońca lekarki anestezjolog Paweł Brożek powiedział dziennikarzom, że decyzja o ewentualnej apelacji zostanie podjęta po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku. "Moim zdaniem, sytuacja lekarza anestezjologa jest po pierwsze wypadkową błędów organizacyjnych w szpitalu, a po drugie niedopełnienia pewnych zasad wykonywania zawodu przez pielęgniarki" - dodał.

"Można powiedzieć, że jest to dobry wyrok, a co do uniewinnienia pani chirurg, to w sprawie ewentualnej apelacji rozważymy wszystkie kwestie za i przeciw" - powiedziała dziennikarzom prokurator Ewa Tramowska-Guzek.

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku toczy się jeszcze proces cywilny, w którym rodzina poszkodowanej żąda od gdańskiego szpitala ok. 6 mln zł odszkodowania, zadośćuczynienia i pokrycia kosztów leczenia. W ramach zabezpieczenia powództwa, placówka wypłaca obecnie co miesiąc rentę na rzecz Szwedki w wysokości ok. 11 tys. zł.(PAP)