– To nie była naturalna ewolucja. To był konsekwentny proces przejmowania wpływów – mówi jeden z b. członków władz Polski 2050. Jak podkreślają rozmówcy DGP, „wewnętrzna zmiana centrum decyzyjnego” zaczęła się na długo przed formalnym wyborem nowej przewodniczącej.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz te interpretacje odrzuca. – Były demokratyczne wybory, część osób wyraźnie się spodziewała, że wynik będzie inny. Wszyscy zadeklarowali, że wybory uznają. A kiedy okazało się, że wynik jest nie taki, jakiego oczekiwali, nie udźwignęli odpowiedzialności za demokrację – stwierdziła w rozmowie z radiem Zet.

Projekt Polska 2050

Początki Polski 2050 to historia politycznego startupu opartego na triadzie: Mózgu (Instytut Strategie 2050), Sercu (czyli świeżych twarzach w polityce) oraz Rękach (dołach partyjnych). Model ten zakładał inkluzywność i – jak podkreślają nasi rozmówcy – rządy większości przy poszanowaniu mniejszości. To właśnie obietnica dialogu przyciągnęła do Polski 2050 szerokie spektrum działaczy – od aktywistów ekologicznych po liberalnych przedsiębiorców.

To miało być miejsce dla każdego. Szymon wierzył, że te trzy filary zapewnią stabilność i zapobiegną jednoosobowemu przejęciu kontroli nad ruchem – wspomina jeden z byłych liderów ugrupowania.

Zmiana nastrojów nastąpiła w momencie, gdy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ówczesna szefowa instytutu, zaczęła kłaść większy nacisk na budowę struktur partyjnych.

- Katarzyna szybko zrozumiała, że realny wpływ buduje się nie tylko przez idee, ale przede wszystkim przez kontrolę nad strukturami i bezpośredni wpływ na lidera – mówi jeden z działaczy partii.

Początek osłabiania Szymona Hołowni

Zdaniem naszych rozmówców proces politycznego osłabiania lidera zaczął się jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Jak twierdzą, gdy Szymon Hołownia był zaabsorbowany negocjacjami koalicyjnymi z PSL i budowaniem projektu Trzeciej Drogi, wewnątrz partii rozpoczęła się cicha reorganizacja.

Jak słyszymy, profesjonalny zespół komunikacyjny stopniowo zastąpiono osobami z kręgu wiceprzewodniczącej. – Katarzyna przekonywała Szymona, że profesjonaliści, z którymi współpracował, go ograniczają i że 'nie mieści się w garniturze', który mu uszyto. Namawiała go, by zaangażował ją w struktury komunikacyjne, sugerując, że tylko wtedy odzyska pełną autonomię – relacjonuje osoba z ówczesnego otoczenia Hołowni.

Nasze źródła podkreślają, że na fali popularności – którą zyskał dzięki roli marszałka Sejmu – i namowom Pełczyńskiej Hołownia zdecydował się na zmianę wizerunku na bardziej konfrontacyjny.

Przełomem było też objęcie przez Pełczyńską-Nałęcz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. – W partii zaczęły pojawiać się głosy, że wokół resortu i instytucji mu podległych zaczęło powstawać zaplecze kadrowe wywodzące się z jednego środowiska wewnętrznego – słyszymy.

Działacze z regionów wskazują, że wpływ na kluczowe decyzje w partii zyskali ludzie, których drogi zawodowe splotły się z Pełczyńską i ośrodkiem władzy w MFiPR. – Szymon mówił kiedyś, że „po stołki chodzi się do Ikei”. Katarzyna przyjęła zgoła inną filozofię działania. Obsadziła swoimi ludźmi głównie Krajowy Zasób Nieruchomości i Społecznie Inicjatywy Mieszkaniowe. Dzięki temu umocniła swoją pozycję i w pewnym sensie wymusiła lojalność – ocenia członek ugrupowania.

Działacze Polski 2050 podkreślają, że struktury komunikacyjne partii podlegały już wtedy wyłącznie najbliższemu otoczeniu wiceprzewodniczącej. – W naszych mediach społecznościowych 90 proc. postów dotyczyło działalności Katarzyny. Cała reszta – Szymon, Paulina Hennig-Kloska, Joanna Mucha itd. – zostali „wygumkowani” – mówi były parlamentarzysta Polski 2050.

"Niepowodzenia Hołownia traktuje personalnie"

Z naszych informacji wynika, że przed startem kampanii prezydenckiej 2025 roku Szymon Hołownia – obserwując spadające sondaże – wahał się co do kandydowania. – Mówił, że wystartuje w wyborach, jeśli będzie miał realne szanse na zwycięstwo. Katarzyna ostatecznie namówiła go, podnosząc argument, że od jego startu zależy przyszłość partii – mówi b. współpracownik Hołowni.

Porażka i słaby wynik wyborczy stały się dla Hołowni ciosem, po którym stał się znacznie mniej aktywny. – Wszystkie niepowodzenia Szymon traktuje personalnie – wyjaśnia nasze źródło.

Aktem pieczętującym polityczne osłabienie byłego lidera było ujawnione przez media spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim w mieszkaniu Adama Bielana. – Szymon sukcesywnie odsuwał od siebie większość życzliwych mu osób, które próbowały przemówić mu do rozsądku ws. Katarzyny. Oskarżał je o kłamstwo i wypraszał z gabinetu. Nie skonsultował decyzji o spotkaniu z Kaczyńskim, zadziałał impulsywnie. Mimo to, kiedy zalała go fala hejtu, partia stanęła za nim murem – słyszymy.

W ostatnich miesiącach – jak relacjonują rozmówcy – kluczowym narzędziem zarządzania partią stały się kosztowne badania opinii publicznej finansowane z subwencji.

Pojedyncze raporty miały kosztować od kilku do kilkudziesięciu tys. zł. To na ich podstawie podejmowano decyzje o kierunku politycznym, tonie przekazu i personalnych akcentach. – Najpierw była prezentacja badań, potem decyzja. Jeśli liczby pokazywały, że ostrzejszy kurs wzmacnia liderkę, to w tym kierunku szła cała partia – mówi były członek sztabu.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz kategorycznie odrzuca narrację o „wrogim przejęciu”. – Jak ktoś dezerteruje z własnej partii, to musi znaleźć ku temu przyczynę. Fakty są faktami. Mamy publiczne wypowiedzi, że zostają w Polsce 2050, i nagle, dwa tygodnie po wyborach, następuje odejście, bo wyniki są nie takie, jak się spodziewali. 99 proc. członków Polski 2050 zostaje i to jest podstawa – podsumowuje szefowa partii.

"Bezpowrotnie straciliśmy Szymona Hołownię"

Hołownia, który jeszcze kilka tygodni temu groził odejściem z partii, ostatecznie zaakceptował nową rzeczywistość.

Dziś były lider ostro krytykuje Hennig-Kloskę, powielając argument o braku poszanowania dla werdyktu partyjnych wyborów. – Bezpowrotnie straciliśmy Szymona, z którym budowaliśmy partię i walczyliśmy o nową jakość. Teraz publicznie firmuje linię, która doprowadziła do naszej marginalizacji – mówi z żalem jeden z posłów, który opuścił klub.

Obecnie Polska 2050 jest cieniem samej siebie. Klub pękł, a symbolem rozpadu stał się stan parlamentarnych pomieszczeń. – W tych, które kiedyś należały do Polski 2050, a teraz przysługują Centrum, został jeden stół, kilka krzeseł i lodówka. Reszta wyposażenia została wyniesiona do pokojów Polski 2050 – słyszymy. W terenie trwa proces scalania kół, co krytycy nazywają próbą maskowania odejść, a władze partii – optymalizacją struktur.

Co z subwencją dla Polski 2050?

Część naszych rozmówców uważa, że celem Polski 2050 w kolejnych wyborach będzie – zamiast wejścia do parlamentu – uzyskanie stabilnej subwencji budżetowej. Przysługuje ona partiom po przekroczeniu progu 3 proc. głosów. – To da Katarzynie czas na budowę zaplecza eksperckiego i przetrwanie w formie np. thinktanku. Pozwoli też na zachowanie bezpieczeństwa finansowego struktur przez kolejne lata, bez konieczności walki o wyborcę, którego zaufanie straciliśmy – mówi działacz Polski 2050.