Antyrządowe protesty rozlały się na cały Iran i trwają już trzeci tydzień, choć wciąż brakuje im przywódcy i jasnego planu. Rosja, którą trzy lata temu reżim ajatollahów wsparł w agresji na Ukrainę, wysyłając drony typu Szahed, Teheranowi nie pomogła, oferując jedynie pomoc propagandową i dyplomatyczną. Po Syrii i Wenezueli to kolejny bliski Kremlowi reżim, który pęka w szwach, choć wydaje się, że tę rundę Ali Chamenei jeszcze przetrwa. Tymczasem prezydent Mołdawii Maia Sandu oświadczyła, że w razie referendum o przyłączeniu jej kraju do Rumunii zagłosowałaby "za". Jej słowa dla Mołdawian nie są wielkim zaskoczeniem. Sandu przyznała zarazem, że taki plebiscyt na razie nie zostanie rozpisany, bo większości dla zjednoczenia nie ma. Ale wpisała zarazem swoje poglądy w szerszy kontekst świata, w którym słabym krajom coraz trudniej będzie przetrwać pod presją wielkich. Mołdawia od 2022 r. czuje się na celowniku Kremla. Jej mieszkańcy pamiętają mapy pokazane przez Alaksandra Łukaszenkę po agresji Rosji na Ukrainę, na których rosyjskie strzałki prowadziły przez Odessę prosto do Kiszyniowa.
Iran na ulicach. Kreml patrzy [POLSKA-EUROPA-ŚWIAT]
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama