Część nominacji na stanowiska w administracji Donalda Trumpa wygląda ciekawie, inne sprawiają wrażenie prowokacji wymierzonej w zdrowy rozsądek i kongresmenów, którzy będą je zatwierdzać. Jedno jest pewne: to nie stosunek kandydatów do wojny rosyjsko-ukraińskiej był czynnikiem, który decydował o nominacjach. Łączy je koncentracja na Chinach jako wrogu nr 1 i Izraelu godnym bezwarunkowego wsparcia.
Wybrańców Trumpa można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to klasyczni przedstawiciele ludu MAGA, wyznawcy szalonych teorii spiskowych, prorocy „wielkiego kłamstwa”, czyli tezy o sfałszowaniu poprzednich wyborów. Jest tam Tulsi Gabbard, głosicielka teorii o ukraińskich laboratoriach broni biologicznej, które towarzyszyły rosyjskiej propagandzie na początku inwazji, mająca stanąć na czele Wywiadu Narodowego. Jest antyszczepionkowiec Robert Kennedy Jr., który obejmie Departament Zdrowia. Jest Pete Hegseth, który swego czasu chwalił się w mediach, że od 10 lat nie mył rąk, bo nie wierzy w zarazki, a teraz będzie codziennie witać uściskiem dłoni kolegów z Pentagonu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.