Od 5 września ceny w Chorwacji podawane są w dwóch walutach, w kunach i euro. Sztywny kurs euro do dotychczasowej waluty wynosi 1:7,53450. Państwo przygotowuje się do wymiany całej gotówki na nową, unijną. Chorwacki Bank Narodowy szacuje, że chodzi o nawet 35 mld kun. Przez pierwszy rok pieniądze będzie można wymienić w bankach, a także na poczcie. Później odbywać się to będzie jedynie w banku narodowym. Okres przejściowy potrwa trzy lata.
Tym wszystkim przygotowaniom towarzyszą wysokie wskaźniki inflacji. W sierpniu wyniosła ona 12,6 proc., to jest o 0,1 pkt proc. mniej niż w lipcu. Wskaźnik bezrobocia utrzymuje się na poziomie 6,3 proc. Dług publiczny w relacji do PKB za 2021 r. wyniósł 79,8 proc. Istotny udział we wzroście inflacji, poza wzrostem cen energii, notuje żywność. Ta drożeje w ujęciu rocznym o 19,2 proc.
Jak wskazuje dr Jan Muś, ekonomista związany z Instytutem Europy Środkowej, Zagrzeb nie obawia się reakcji ze strony Komisji Europejskiej czy Europejskiego Banku Centralnego w sprawie notowanego poziomu inflacji. Jest ona bowiem powodowana „obiektywnymi” czynnikami zachodzącymi w otoczeniu międzynarodowym, a nie wynikiem błędnej polityki państwa.
Reklama
Równocześnie dobiega końca czas, w którym państwo chorwackie będzie w stanie efektywnie wpływać na kształtowanie cen, bowiem swoje kompetencje w tym zakresie przekaże Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Jak mówi dr Muś, Chorwacja stara się uspokajać rynek i utrzymać inwestorów, tak by ci nie zdecydowali się na wycofanie kapitału. Według eksperta silna aktywność banku na rynku byłaby obecnie nieuzasadniona, inflacja bowiem nie jest wynikiem nadwyżki popytu nad podażą, ale niekontrolowanego wzrostu cen surowców strategicznych oraz zachwianych łańcuchów dostaw. Zbyt silna aktywność na rynku mogłaby doprowadzić do nadmiernego schłodzenia gospodarki i będącej jego następstwem recesji. W II kw. 2022 r. tempo wzrostu gospodarczego było wyższe od zakładanego (7 proc.) i wyniosło 7,7 proc. Według letnich szacunków Komisji Europejskiej chorwacka gospodarka w bieżącym roku wzrośnie o 8,2 proc., a w przyszłym o 3,6 proc.
W sprawie przyjęcia waluty euro samo społeczeństwo chorwackie jest podzielone. Takie wnioski płyną z lipcowego badania przeprowadzonego przez agencję Improve: 42 proc. Chorwatów popiera wejście do strefy euro, odsetek mających odmienne zdanie wynosi 41 proc. Według letniego badania Eurobarometru odsetek ten wynosi 52 proc., a 40 proc. jest przeciwnych. W obliczu wejścia do strefy euro w przestrzeni publicznej znaleźć można obawy dotyczące potencjalnego wzrostu cen, który byłby wynikiem przyjęcia wspólnej waluty. Brak jest jednak (na razie) deklaracji dotyczących wprowadzenia systemowego przeciwdziałania tego typu podwyżkom. 81 proc. respondentów w niedawnym badaniu Eurobarometru wyrażało obawy właśnie wobec nich. To ważny temat, bo kolejny miesiąc maleją płace realne. Doktor Muś tłumaczy, iż państwo reguluje obecnie wyłącznie ceny energii. W związku z wysoką inflacją trudno będzie obwiniać za wzrost cen jedynie przyjęcie euro. Narodowy Bank Chorwacji informował wcześniej, że wzrost spowodowany wejściem do strefy euro będzie nieznaczny i wyniesie 2–3 proc.
Według eksperta wejście do strefy euro uznawane jest przez władze za naturalne dokończenie procesu integracji europejskiej. Istotnym elementem jest także budowanie konkurencyjności gospodarki, a także jej restrukturyzacja oraz przyciągnięcie inwestycji. Euro jest także ważne wizerunkowo. Istotne jest, iż Chorwacja wyprzedza w tym procesie Bułgarię i Rumunię, które były w drodze do członkostwa w Unii Europejskiej pierwsze.
Tuż przed wejściem do strefy euro może dojść do wzrostu napięć pomiędzy rządem, na czele którego stoi Andrej Plenković (chadecja), a prezydentem Zoranem Milanoviciem (socjaldemokracja). Ten pierwszy jest jednym z architektów (obok prezesa Chorwackiego Banku Narodowego Borisa Vujčicia) doprowadzenia do końca projektu przystąpienia do euro. Sam prezydent nie zajął stanowiska w sprawie euro, poszukując poparcia politycznego także wśród eurosceptyków.
– Milanović uważa, iż nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale trzeba do euro wejść – mówi Jan Muś. ©℗