Narastające napięcia między Pekinem a Waszyngtonem wokół Cieśniny Tajwańskiej wzmogły w USA debatę o konieczności gospodarczego uniezależnienia się od Chińskiej Republiki Ludowej. Tak jak w pierwszych miesiącach pandemii politycy za oceanem debatują o „decouplingu”, czyli rozłączeniu dwóch największych gospodarek świata, uznawanym za punktowe odwrócenie globalizacji. Wyzwania płynące z uzależnienia od ChRL dostrzegają także Niemcy.
– Pytanie o zależność naszego kraju w kluczowych obszarach łańcuchów dostaw czy surowców jest niezbędnym elementem naszej strategii bezpieczeństwa narodowego, nad którą pracujemy – mówił niedawno kanclerz Olaf Scholz, nie wskazując jednak bezpośrednio Chin. Te już od ponad sześciu lat są największym partnerem gospodarczym Niemiec. W ubiegłym roku wymiana handlowa między oboma państwami sięgnęła 2,6 bln euro. Według szacunków niemiecki przemysł motoryzacyjny co roku produkuje w Chinach ponad 4 mln pojazdów. A jak oblicza Niemiecki Instytut Ekonomiczny z Kolonii, ok. 1,1 mln miejsc pracy nad Renem jest bezpośrednio zależnych od popytu za Wielkim Murem. – Stopień, w jakim nasz dobrobyt jest finansowany przez Chiny, jest bardzo niedoceniany – przekonywał w wywiadzie dla „Der Spiegel” Herbert Diess, dyrektor generalny Volkswagena.