Dotychczas działo się to na warunkach Moskwy. Nad wirem wojny nie da się jednak panować. Wir zaczyna coraz bardziej wciągać naszego sąsiada.
W czwartek doszło do ośmiu wybuchów w Ziabrauce pod Homlem, gdzie Rosjanie trzymają sporą liczbę sprzętu, w tym systemy Iskander, Pancyr i S-400. Władze powiadomiły, że doszło po prostu do zapłonu silnika jednego z pojazdów, ale w świetle materiałów opublikowanych przez kanał „Biełaruski hajun”, który zbiera informacje o ruchach wojsk na Białorusi, ta wersja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ukraińcy nie przyznają się do wyprowadzania uderzeń poza granicami kraju, ale lubią bawić się w dwuznaczne sugestie. Tak też było i tym razem; rzecznik sił zbrojnych Jurij Ihnat powiedział, że „białoruscy partyzanci nadzwyczaj dobrze pomagają Ukrainie”. Jeśli Ziabraukę ostrzelali Ukraińcy, byłby to pierwszy raz, gdy Kijów zdecydował się na odwetowe uderzenie na pozycje rosyjskie na Białorusi.
Tego samego dnia sąd w Bobrujsku wydał wyrok w sprawie pięciorga „kolejowych terrorystów”, którzy mieli dokonywać aktów sabotażu. Dwie sądzone kobiety dostały łagodne wyroki, ale z mężczyznami sąd obszedł się drakońsko i skazał ich na 14–16 lat kolonii o wzmocnionym rygorze. Do sabotażu doszło jeszcze w zeszłym roku, ale wyroki dają przedsmak tego, co czeka „kolejowych partyzantów”, którzy w ten sam sposób utrudniali ruchy rosyjskich wojsk po 24 lutego, gdy Białoruś stała się zapleczem dla oddziałów idących na Kijów. Swiatłana Cichanouska ze sporą przesadą (którą Ukraińcy mają jej za złe) mówiła potem, że to im stolica Ukrainy zawdzięcza fakt, iż Rosjanie zostali stamtąd wyparci na przełomie marca i kwietnia. Sprawę trzech z partyzantów prokuratura skierowała w lipcu do sądu w Homlu. Grozi im kara śmierci. Zdaniem śledczych mieli oni 28 lutego niszczyć oprzyrządowanie stacji w Swietłahorsku na zamówienie organizacji ByPol, zrzeszającej opozycyjnie nastawionych byłych funkcjonariuszy MSW.
Reklama
Sama Cichanouska w pierwszych tygodniach wojny z dystansem komunikowała swój stosunek do wojny. Przyczyną była pewnie jej wrodzona ostrożność, a może i resztki nadziei z sierpnia 2020 r., że Moskwa może zmienić strony i wesprzeć opozycję przeciwko Alaksandrowi Łukaszence. Teraz podejście opozycji do użycia siły zmieniło się o 180 stopni. Przed dwoma laty każdy, kto zarzucał protestującym miękkość i wzywał do zajmowania gmachów rządowych, był uznawany za prowokatora. Teraz przekonanie, że Mahatma Gandhi na Białorusi nie wygra, trafiło do mainstreamu. Podczas wileńskiego kongresu opozycji, który relacjonowaliśmy w ubiegłym tygodniu na łamach DGP, teza, że bez demonstracji siły, a być może jej użycia, nie da się zmienić władzy, była powtarzana przez większość mówców. Świadectwem zmiany jest skład powołanego 9 sierpnia rządu na uchodźstwie, choć Cichanouska odżegnuje się od takiego określenia, proponując nazwę „gabinet przejściowy”.
Spośród czterech jego członków dwóch nosiło pagony. Alaksandr Azarau to dawny funkcjonariusz MSW, dziś z ByPol, współautor planu „Zwycięstwo”, proponującego znacznie bardziej aktywne działania niż dotychczas śniło się otoczeniu Cichanouskiej. Waleryj Sachaszczyk dowodził brzeską brygadą powietrzno-desantową i w kręgach wojskowych zasłynął jako twórca systemu testów dla komandosów znanego jako „Czarny orzeł”. Obaj mężczyźni kończyli karierę w stopniu podpułkownika. W wileńskim rządzie na wygnaniu mają się zająć sprawami związanymi z porządkiem publicznym i bezpieczeństwem, ale ich faktycznie zadanie jest znacznie szersze. Otoczenie Cichanouskiej chce koordynować działalność wszystkich białoruskich struktur pozostających poza kontrolą reżimu. Włącznie z siłowymi.
Po stronie ukraińskiej walczą dzisiaj dwie białoruskie jednostki: Pułk im. Kastusia Kalinouskiego i Pahonia. Doradca zachowującego anonimowość dowódcy Pahoni, biznesmen Wadzim Prakopjeu, wzywał Cichanouską do tworzenia zalążków opozycyjnych sił zbrojnych albo powołania „własnego Churchilla”, który się tym zajmie. Liderka, przedstawiając Sachaszczyka, nazwała go „największą zdobyczą opozycji”. Podpułkownik po odejściu z wojska zajął się biznesem. W Żyrardowie kieruje firmami budowlaną i zajmującą się m.in. usługami ochroniarskimi. Ta ostatnia nosi nazwę Black Eagle. Ale według niepotwierdzonych oficjalnie informacji jest też dowódcą Pahoni. Pułk Kalinouskiego od zjazdu w Wilnie się zdystansował, ale jego dowódcy prędzej dogadają się z Sachaszczykiem niż z Cichanouską. Podpułkownik, jeśli dowodzi Pahonią, będzie miał jeszcze jedną minę do rozbrojenia: ochotnicy podlegają ukraińskiej Gwardii Narodowej, a Kijów może alergicznie zareagować na próbę objęcia ich wpływami przez otoczenie Cichanouskiej, podejrzewane przez Ukraińców o pewien stopień infiltracji przez rosyjskie służby.
Z tego, co mówili w Wilnie Azarau i Sachaszczyk, ambicje sięgają dalej. ByPol ma pełnić cywilne funkcje wywiadowcze i kontrwywiadowcze. „Biełaruski hajun” już dziś można uznać za odpowiednik wywiadu wojskowego. Do tego gotowy wywiad elektroniczny, Cyberpartyzanci, których w Wilnie reprezentowała rzeczniczka Julijana Szamietawiec, wykradający z państwowych komputerów nieprzebrane masy informacji (w tej dziedzinie aktywne są też inne struktury; ByPol ostatnio zdobył historyczne materiały KGB, w których może się znajdować brakująca białoruska lista katyńska). Plan jest prosty: po tym, jak Ukraina wygra wojnę z Rosją, opozycja ma być gotowa do wykorzystania wszystkich tych grup do demonstracji siły, która doprowadzi do rozłamu w strukturach siłowych Łukaszenki i obalenia jego reżimu. Na tak odważne plany nikt dotychczas tam się nie odważył. W ich świetle także powołanie Waleryja Kawaleuskiego na szefa opozycyjnej dyplomacji ma sens. Kawaleuski reprezentował Cichanouską w Kijowie i z jej otoczenia ma najlepsze relacje z Ukraińcami. ©℗