W poniedziałek na łamach „The Washington Post” prezydent Ukrainy zaapelował o zamknięcie granic dla wszystkich Rosjan, którzy – jak stwierdził – powinni „żyć we własnym świecie, dopóki nie zmienią swojej filozofii”. Dotychczas jednak wiele państw członkowskich dystansowało się od takiego stanowiska, podkreślając znaczenie militarnego i finansowego wsparcia dla Kijowa w miejsce karania rosyjskich obywateli za działania władz państwowych. Takie podejście wykorzystywała kremlowska propaganda, m.in. tworząc akcję „Stop Hating Russians” w mediach społecznościowych, której celem było zdjęcie odpowiedzialności ze „zwykłych Rosjan” za decyzje władz. Jedna z unijnych instytucji samą akcję określiła w informacjach przekazanych DGP wprost jako element dezinformacji prowadzonej przez Kreml. Dziś wydaje się, że determinacja państw UE, szczególnie tych znajdujących się w sąsiedztwie lub bliskim położeniu wobec Rosji, do sankcjonowania obywateli Rosji jest nieco większa.
Dotychczas turyści z Rosji mogli wjechać na teren UE dzięki wizie uzyskanej w którymś z 22 państw należących do strefy Schengen. To od tego państwa zależy, czy i na jakich zasadach przyzna ją obywatelowi państwa trzeciego (z którym nie została podpisana umowa z UE o ruchu bezwizowym), jednak na jej mocy będzie mógł on poruszać się po wszystkich pozostałych krajach. Wprowadzenie zakazu wydawania wiz dla rosyjskich turystów mogłoby teoretycznie nastąpić w wyniku kolejnego pakietu sankcji. Jednak – jak twierdzi jeden z unijnych dyplomatów, z którym rozmawialiśmy – nie ma obecnie woli, żeby przygotować taki pakiet, a dodatkowo pojawiają się wątpliwości prawne dotyczące wykonania takiego ruchu. Zakaz lub ograniczenie zablokowałyby możliwość ucieczki z Rosji dla niezależnych dziennikarzy, dysydentów i krytyków kremlowskiego reżimu. Urzędnicy z KE zwracają także uwagę na kwestię podwójnego obywatelstwa części Rosjan mieszkających w UE czy problem rozdzielania rodzin.
Bruksela na razie wydaje się zamknięta na głosy państw członkowskich i blokadę wjazdu dla rosyjskich turystów określa jako „scenariusz hipotetyczny”, a decyzje podjęte przez trzy państwa członkowskie jako „potencjalne”. Komisja podkreśla jednak, że o ile państwa członkowskie mają duże pole manewru pod względem kryteriów wydawania wiz, to są zobowiązane do przyznawania ich z przyczyn humanitarnych oraz dla dziennikarzy, członków rodzin i dysydentów, choć dodaje, że ostateczna decyzja i tak należy do państwa członkowskiego. Finlandia, Łotwa i Estonia zdają się nie podzielać tych wątpliwości i zapowiedziały ograniczenie wydawania dokumentów wjazdowych dla Rosjan. – Przestańcie wydawać Rosjanom wizy turystyczne. Odwiedzanie Europy to przywilej, a nie prawo człowieka – zaapelowała we wtorek premier Estonii Kaja Kallas.
Reklama
Estonia jest trzecim z pięciu państw UE graniczących z Rosją, które zdecydowały się na taki krok. Polski rząd nie odpowiedział na pytanie DGP, czy zamierza dołączyć do tej koalicji.
O ile wydaje się, że wśród sąsiadów Rosji panuje względna zgoda w tej kwestii, o tyle państwa mające dużo bardziej rozproszone diaspory rosyjskie lub czerpiące duże zyski z turystyki, w tym Niemcy, Hiszpania czy Włochy, patrzą na sam pomysł sceptycznie. Europejski mainstream mógłby mieć problem z obroną takiego ruchu także na arenie międzynarodowej – wielu z przywódców europejskich wyrażało oburzenie na ruch administracji prezydenta USA Donalda Trumpa, który nałożył zakaz wjazdu dla obywateli Iranu, Libii i Syrii. Wówczas to największe kraje UE, w tym Niemcy, twierdziły, że potraktowanie całościowo wszystkich obywateli danego państwa to dyskryminacja ze względu na narodowość i niesprawiedliwa kara za działania autokratycznych rządów.
Na początku sierpnia, kiedy Finlandia inicjowała dyskusję o ograniczeniu wydawania wiz dla Rosjan, KE stwierdziła, że nie ma kompetencji do wprowadzenia takich ograniczeń na podstawie przyjętych do tej pory sankcji. A te obejmują przede wszystkim przedstawicieli aparatu władzy, oligarchów i członków ich rodzin, choć nawet w tym przypadku pojawiają się doniesienia o regularnym łamaniu reżimu sankcyjnego i docieraniu do UE przez terytorium Turcji. Również w tym przypadku Bruksela podkreśla, że to państwa członkowskie odpowiadają za przestrzeganie sankcji, podobnie jak za wydawanie wiz.
Niewykluczone, że cała sprawa zostanie omówiona na najbliższym szczycie UE na początku października, ale na chwilę obecną nie są prowadzone prace nad pakietem sankcji, który uwzględniałby kroki Finlandii, Łotwy i Estonii.
Dziś jedynym utrudnieniem dla rosyjskich turystów, którzy chcą dostać się do UE, jest – poza otrzymaniem wizy – transport. Sankcje „27” obejmują bowiem ruch lotniczy, ale już nie drogą lądową. Najbliższą okazją do przetestowania jedności UE w tej kwestii będzie spotkanie szefów dyplomacji na koniec sierpnia w Pradze, choć i tam trudno spodziewać się jakichkolwiek wiążących decyzji. ©℗