Trzykrotna medalistka olimpijska Alaksandra Hierasimienia jest wśród Białorusinów, których wojna zmusiła do wyjazdu z Ukrainy do Polski / nieznane
Specustawa, na mocy której Ukraińcy przybywający do Polski ze względu na wojnę mogą liczyć na dodatkową pomoc państwa, nie przewidziała kilku kategorii wysiedleńców. Nie zostali nią objęci np. Białorusini, którzy w wyniku represji z 2020 r. zdecydowali się na przeprowadzkę do Ukrainy, a teraz musieli ponownie opuścić swoje domy, ani ludzie, którzy w drodze do Polski przejechali tranzytem przez państwo trzecie. Z informacji DGP wynika, że o korektę przepisów poprosiło nasz rząd biuro liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej.
Przyjęta 12 marca ustawa obejmuje „obywateli Ukrainy, którzy przybyli na terytorium RP bezpośrednio z terytorium Ukrainy” i ich małżonków. Przepisy legalizują ich pobyt na 18 miesięcy i otwierają drzwi do różnego rodzaju pomocy, która może być udzielana przez wojewodów i samorządy. Ta sama ustawa przewiduje także świadczenie pieniężne dla osób fizycznych, które zapewniają uchodźcom zakwaterowanie i wyżywienie. Tyle że nie dotyczy to rezydentów Ukrainy bez tamtejszego obywatelstwa ani osób, które - zamiast stać po kilkadziesiąt godzin na ukraińsko-polskiej granicy - skorzystały z mniej oblężonych przejść ze Słowacją, z Węgrami albo Rumunią, po czym przyjechały do Polski tranzytem. Stawia ich to w trudniejszej sytuacji przy poszukiwaniu dachu nad głową, ponieważ gospodarze nie mogą liczyć na ustawowe 40 zł na osobę dziennie, ale też dostępu do rynku pracy czy świadczeń na dzieci. Nie wiadomo, ilu wysiedleńców dotyczy ten problem. Środowiska białoruskie szacują liczbę obywateli tego państwa, którzy przyjechali do Polski po rozpoczęciu inwazji, na kilka, kilkanaście tysięcy. Straż Graniczna nie odpisała na prośbę DGP o podanie liczby obywateli Białorusi, którzy po 24 lutego przybyli z Ukrainy do Polski.
Reklama
Diaspora pomaga z transportem; od 24 lutego z Kijowa do Warszawy przyjechało ok. 40 autobusów. Wielu wybiera prywatne samochody. Wśród nich Alaksandra Hierasimienia, trzykrotna medalistka olimpijska w pływaniu, a obecnie szefowa Białoruskiej Fundacji Solidarności Sportowej, która pomaga represjonowanym sportowcom. W 2020 r. Hierasimienia aktywnie wyrażała sprzeciw wobec sfałszowania wyborów przez Alaksandra Łukaszenkę. W październiku 2020 r. musiała opuścić kraj. Najpierw pojechała do Wilna, a ostatecznie osiadła w Kijowie. Jak sama mówi, ukraińska stolica bardziej przypominała jej dom. - 23 lutego, na dzień przed początkiem inwazji, wróciłam akurat z Polski z delegacji. O siódmej obudził mnie mąż i powiedział: wojna się zaczęła - opowiada Hierasimienia. Małżonkowie zdecydowali się na wyjazd. - Mieszkamy w części Kijowa, która okazała się najbliżej działań wojennych. Jechaliśmy obok obiektów, które były akurat bombardowane - mówi. Po długiej podróży i 33-godzinnym oczekiwaniu na granicy udało im się wjechać do Polski.
- Ograniczenie ustawy wyłącznie do obywateli Ukrainy było dla nas niespodzianką. Znaleźliśmy się w pewnej próżni prawnej, tak jakbyśmy w ogóle nie istnieli - przyznaje Hierasimienia. Pływaczka mieszkała w Ukrainie na podstawie czasowego prawa pobytu, a do Polski przyjechała dzięki ważnej wizie Schengen. Teoretycznie po 90 dniach powinna opuścić UE. Ale Białorusini wjeżdżali do Polski na podstawie najróżniejszych dokumentów, włącznie z aktami urodzenia i dowodami osobistymi. Możliwości legalizacji pobytu są kwestią skomplikowaną i wyglądają różnie dla różnych kategorii obywateli. Ci, którzy chcieliby się ubiegać o zezwolenie na pobyt czasowy, mieli 15 dni na złożenie wniosku. Przedstawiciele diaspory, pamiętając, w jak liberalny sposób władze traktowały uchodźców politycznych w 2020 r., przewidywali, że Białorusini zostaną objęci specustawą. Dla części z nich 15-dniowy termin minął, a ustawa ich nie objęła. Teoretycznie mogą zostać deportowani na Białoruś, choć taką opcję kategorycznie wykluczają w rozmowie z nami przedstawiciele polskich władz. Problem mogą mieć też Białorusini, którym w międzyczasie skończy się ważność paszportu. Diaspora apeluje do rządu o wydawanie im polskich tymczasowych dokumentów podróży.
Centrum Informacyjne Rządu, które zapytaliśmy, czy planowana jest nowelizacja ustawy, odesłało nas do MSWiA. Resort nam na razie nie odpisał, ale wiceminister Paweł Szefernaker w odpowiedzi na pytanie Radia Zet o możliwą nowelizację, zapewnił, że „trwają rozmowy i konsultacje”, a ich efekty mogą zostać dziś przedstawione przez wiceministra Macieja Wąsika. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk jest dobrej myśli, zwłaszcza jeśli chodzi o Białorusinów. - Będziemy się starać rozwiązać ten problem. Tym ludziom, a są wśród nich także dysydenci, którzy wyjechali na Ukrainę po 2020 r., należy się pomoc - mówi DGP Dworczyk. Części z tych problemów mogłoby nie być, gdyby Sejm przyjął zgłoszone poprawki. Zostały one jednak negatywnie zaopiniowane przez sejmową komisję administracji i spraw wewnętrznych zgodnie ze stanowiskiem rządu, po czym odrzucone przez posłów głosami PiS lub PiS i Konfederacji. Zgodnie z decyzją wykonawczą Rady UE z 2 marca obywatele Ukrainy i jej długoterminowi rezydenci szukający schronienia w państwach UE powinni zostać objęci jednakową opieką. Na razie nie została ona wdrożona. ©℗