Scena: zaciszna dacza opodal Moskwy. Urządzona po staremu, zgodnie z carsko-postradzieckim szykiem: „złoto, ale skromnie”. Uczestnicy kolacji: kilku wpływowych ludzi z cienia, ze styku wielkiego biznesu i służb specjalnych, plus (być może) słabo rozpoznawalny publicznie dziewiąty sekretarz amerykańskiej ambasady Stanów Zjednoczonych oficjalnie zajmujący się sprawami kultury albo sportu. Temat rozmowy: sytuacja ogólna.
– Kak widitie, gaspada, tiekuszczij wariant nie rabotajet. Szto nużno izmienit’?
To pytanie wisi nad zastawionym wódką, kawiorem i polską szynką z przemytu stołem. Panowie już wiedzą, że „aktualna opcja nie działa” i że „coś trzeba zmienić”. Możliwe, że również „kogoś”.