Äłnur Musajew / Wikipedia / Lida Zheltova
Dlaczego w Kazachstanie wybuchły antyrządowe protesty?
Sytuacja dojrzewała od dawna - ludzie biednieli, rosło niezadowolenie z władzy Nursułtana Nazarbajewa. Nawet po przekazaniu w 2019 r. stanowiska prezydenta Kasym-Żomartowi Tokajewowi wszyscy świetnie rozumieli, że nazarbajewszczyzna, jak ją określano, trwa, a wraz z nią korupcja. I grabienie narodu. Sygnałem ostrzegawczym były jesienne protesty w mieście Aktau. W końcu na początku stycznia nastąpił wybuch. Jednak przez brak realnej opozycji nie było komu stanąć na czele protestu, więc przerodził się on w chaotyczny, gdzieniegdzie krwawy bunt, jak w Ałmaty. Rewolucje nie bywają bezkrwawe, zwłaszcza w Azji Centralnej. Kazachstan to azjatycki kraj, który nie wypracował dotychczas cywilizowanych form protestu. Także ze względu na brak opozycyjnych partii, które zlikwidowano. W takich warunkach żaden ruch rewolucyjny nie zakończy się pokojowo.
Powiedział pan, że protesty nie miały lidera. A przebywający we Francji Muchtar Äblazow, który stara się sprawiać wrażenie, że nimi kierował?
On chciałby być liderem, prowadzi nawet pracę informacyjno-propagandową - i niewielka grupa ludności go popiera. Ale nikt z nas, kto przebywa na emigracji, nie może być liderem opozycji. Jej przywódca powinien być w kraju. Świetnie to rozumie Rosjanin Aleksiej Nawalny. Äblazow ma taką pozycję jak np. mieszkający w Szwajcarii Michaił Chodorkowski. Jakiż z niego lider dla Rosji? Poza tym dla Kazachów Äblazow to bankier, oligarcha, miliarder. Zwykli ludzie takim nie wierzą.
Czyli znów jak Chodorkowski dla wielu Rosjan.
Właśnie.
Jaka była pozycja Nazarbajewa przed wybuchem protestów?
Do ostatniego dnia pozostawał u władzy, niezależnie od tego, że prezydentem był Tokajew. Ale ze względu na wiek, bo ma 81 lat, i stan zdrowia nie mógł już kierować państwem. Stopniowo przekazywał stanowiska nowemu prezydentowi. Oddał mu Zgromadzenie Narodów Kazachstanu i Światło Ojczyzny, czyli partię władzy. Żadna z tych struktur nie miała wielkiego wpływu na sytuację w kraju, bo państwem zawsze jednoosobowo zarządzał prezydent. Tokajew ze względu na cechy charakteru i pełną podległość Nazarbajewowi nie miał szans z sukcesem rządzić krajem w tak autorytarny sposób. Jego inicjatywy były hamowane przez rząd i inne polityczne struktury, które teoretycznie powinny bez szemrania wykonywać jego polecenia. Brak poczucia tradycyjnego, zdecydowanego, autorytarnego kierownictwa, do którego przywykł kraj, doprowadził do pogromów w Ałmaty i innych regionach. W tej sytuacji struktury siłowe okazały się całkowicie zdemoralizowane. Policja i Komitet Bezpieczeństwa Narodowego (UKK) nie przedsięwzięły środków niezbędnych do tego, by koordynować zarządzanie kryzysem. Dlatego nie zdołano zapobiec ofiarom, które były efektem powstania.
Na ile prawdziwe są oskarżenia Tokajewa, że w UKK dojrzewała zdrada, której wynikiem było oddanie Ałmaty pod kontrolę uzbrojonym powstańcom? Pod takimi zarzutami aresztowano dotychczasowego szefa UKK Käryma Mäsymowa.
Wydarzenia ostatnich dni nie były efektem działań 20 tys. terrorystów z zagranicy, o których teraz opowiadają władze. To wygląda na próbę usprawiedliwienia własnych decyzji. Organy siłowe, zwłaszcza UKK, nie podjęły działań potrzebnych do ochrony państwa, a to ich główne zadanie. Tokajew i - mówmy szczerze - prezydent Rosji wykorzystują to do opowiadania, że Mäsymow planował zamach stanu. Ale biorąc pod uwagę nieobecność Nazarbajewa w kraju oraz bezradność Tokajewa, to gdyby Mäsymow chciał przeprowadzić przewrót, to 20 tys. terrorystów nie byłoby mu do tego potrzebne - bo w UKK jest ponad 40 tys. funkcjonariuszy. Nie da się stwierdzić, czy Mäsymow planował przewrót. Ale to, że nie podjął działań, by zapewnić spokój w Ałmaty, to fakt. Przez cały czas czekał na rozkazy od Nazarbajewa. A on najwyraźniej nie był już w stanie dowodzić. Bezczynność Mäsymowa i jego zastępcy Samata Äbysza (bratanka Nazarbajewa - red.) doprowadziła do tego, że pozwolono przestępcom zdobyć broń, splądrować siedzibę UKK w Ałmaty. Za to wszystko realnie odpowiada kierownictwo UKK, ale twierdzenie, że szykowało ono przewrót, to przesada. Zresztą władze często zrzucały winę za kryzysy na rzekomych spiskowców i terrorystów. Identycznie argumentowano w 2001 r. Tę narrację wymyślił ponad 20 lat temu Jermuchamet Jertysbajew, ówczesny doradca Nazarbajewa.
Co się teraz dzieje z Nazarbajewem? Poza kierownictwem UKK Tokajew zwolnił premiera i sekretarza państwowego - to byli związani z nim ludzie. Nazarbajew stracił stanowisko szefa Rady Bezpieczeństwa, teoretycznie dożywotnie. Ponadto jego rzecznik wzywa do pełnego poparcia działań Tokajewa. Jak to rozumieć?
To proste - polityczną sytuacją zarządza Władimir Putin. Już 28 grudnia 2021 r. w Petersburgu było widać, w jakim stanie był Nazarbajew i jak się zachowywał Tokajew. Na pewno ani Putin, ani zwłaszcza Tokajew nie zrobią z Nazarbajewa kozła ofiarnego. W końcu przez 30 lat rządów dużo zrobił dla interesów Rosji i samego Putina. Dlatego Kreml nie wymaże Nazarbajewa z historii. Według mnie były prezydent otrzymał odprawę w postaci całego zagranicznego majątku, ogromnych kapitałów, ale krajem ma teraz zarządzać Tokajew. Zaś Nazarbajew ma go poprzeć. Gdyby Nazarbajew był fizycznie zdolny do kierowania państwem, nadal by to robił. Ale zgodził się na taki wariant, bo rozumie, że opadł z sił. Nie oczekiwał tylko rujnowania własnego dziedzictwa. Chciał pozostać symbolem twórcy współczesnego Kazachstanu. Tymczasem okazało się, że nawet Putin nie może mu tego statusu zagwarantować. Usunięcie go ze stanowiska ma pokazać ludziom, że wygrali, a teraz mają pozwolić władzom na „rozprawę z terrorystami”. I w zasadzie ulica przyjęła tę narrację. Nazarbajewszczyzna niby się skończyła, ludzie poniszczyli pomniki, przemianowali ulice, usuwają z przestrzeni publicznej hasła o wielkości Nazarbajewa. Ta narracja ma pomóc Putinowi przekonać Kazachów, że przemiany się odbyły, a obecność wojsk rosyjskich jest niezbędna, by usunąć z kraju terrorystów.
Tokajew nie rozumiał, że zapraszając do kraju rosyjski kontyngent, pozbawi się politycznej samodzielności?
Pan myśli jak politolog, tymczasem trzeba znać Tokajewa, jego biografię i rozumieć trudną sytuację, w jakiej się znalazł. Nie wiem, jak postąpiłby na jego miejscu inny przywódca z silniejszym charakterem. Tokajew to dyplomata, kiedyś człowiek miękki, który teraz zmienił się w rozjuszonego dzika. Kiedy Putin mu powiedział, że musi postąpić okrutniej niż Alaksandr Łukaszenka, zrozumiał, że to być może jedyna szansa na ocalenie. Dlatego zmienił tatę Nazarbajewa - tak go w Kazachstanie nazywali - na tatę Putina. Bez taty nigdy nie rządził. Przez całą karierę ktoś nim kierował, więc przyzwyczajenie do oglądania się na innych doprowadziło go do prośby o pomoc ze strony rosyjskich wojsk. Gdyby stracił prezydenturę, Kazachowie by go zabili. W takiej sytuacji zrobisz wszystko, by uratować życie.
Skoro jest taki słaby, to może okaże się figurą przejściową?
Przez ostatnie lata wszystko wskazywało na to, że Tokajew męczy się rolą prezydenta. Słabo mówi po kazachsku, a jeśli musi, czyta z promptera. Przez cały czas był kontrolowany przez Nazarbajewa, podsłuchiwano go, nie pozwalano podejmować samodzielnych decyzji. Teraz stał się marionetką Putina. Nie można powiedzieć, żeby miał w sobie żądzę władzy. Ale został zmuszony, by trzymać się jej ze wszystkich sił. Jeśli ją straci, zostanie zniszczony. To każe mu robić wszystko, czego oczekuje Kreml.
Pan przez wiele lat był na samym szczycie kazachskiej władzy. Świetnie zna pan Nazarbajewa, Tokajew w pana czasach był szefem MSZ i premierem. Jak by pan porównał ich charakterystyki?
Ogromna różnica. Nazarbajew przeszedł szkołę partii komunistycznej. Świetnie się odnajduje w grach politycznych wewnątrz swojego otoczenia. Umie dobierać kadry i z nimi pracować. Nie musi się znać na gospodarce czy obronności, by wyznaczać ogólne kierunki i kontrolować każdego członka rządu. Jego największym błędem było rozplenienie korupcji, strasznego nepotyzmu. Jego rodzina ograbiła Kazachstan. I drugi błąd, że następcą uczynił człowieka bezwolnego, który bez pomocy nie potrafi rządzić. Wcześniej bez wskazówek Nazarbajewa, a teraz - Rosji.
Nazarbajew był okrutnym władcą?
Nie powiedziałbym. Był wielkim intrygantem. Swego czasu Äkeżanowi Każygełdinowi (premier w latach 1994-1997 - red.) zamarzyła się posada prezydenta. Nazarbajew mógłby go po prostu kazać zabić, w Kazachstanie to nie jest takie trudne. Zamiast tego intrygami, wystąpieniami politycznymi doprowadził do tego, że go wypchnął z elity. Podobnie robił z innymi konkurentami. Choć niektórzy opozycjoniści faktycznie ginęli. Zamordowano Zamanbeka Nurkadyłowa i Ałtynbeka Särsenbajułego (odpowiednio w latach 2005 i 2006, przy czym Nurkadyłow według oficjalnej wersji popełnił samobójstwo - red.), niegdyś wysoko postawionych polityków. Jakaś cząstka okrucieństwa w nim drzemie, ale nigdy nie popadał w skrajność.
Istnieje ryzyko, że reżim zaostrzy teraz represje do poziomu Turkmenistanu albo Uzbekistanu z czasów Isloma Karimova?
Tak nie będzie. Kreml próbuje ustanowić w Kazachstanie porządki na wzór panujących w Rosji czy na Białorusi. Kontrola nad mediami, internetem, łącznością, transportem, lotniskami. W Kazachstanie znajdują się nie tylko rosyjscy żołnierze, lecz także służby specjalne. Są funkcjonariusze wywiadu wojskowego, Federalnej Służby Bezpieczeństwa, jej służb technicznych, Służby Wywiadu Zewnętrznego. W ochronie Tokajewa są już oficerowie z Rosji. Prezydent znajduje się pod ich pełną kontrolą. Jest podsłuchiwany, nie może we własnym gabinecie normalnie porozmawiać z ministrami czy szefem UKK. W jednym aspekcie będzie gorzej niż w Rosji, bo nad Kazachstanem pojawiła się żelazna kurtyna. Wjazd i wyjazd jest zakazany, jak w czasach ZSRR. Jak długo to potrwa, nie wiadomo.
Kazachstan prowadził dość niezależną politykę zagraniczną. Był w sojuszu z Rosją, ale miał niezłe stosunki z Chinami i Zachodem. To się może zmienić?
Może. Mam nadzieję, że Tokajew postara się wyzwolić od Rosji. Choć to drugorzędna kwestia wobec tego, że naród, armia, organy porządkowe teraz trochę pocierpią, ale w końcu znów powstaną. Może dojść do wojny, jak na Ukrainie.
Istnieje ryzyko, że Rosja sięgnie po ziemie północnego Kazachstanu, jak w 2014 r. zrobiła z Krymem? W rosyjskiej przestrzeni publicznej pojawiają się podobne sugestie.
Takie ryzyko istniało przed 2 stycznia. Dzisiaj Putin jest przekonany, że zabrał cały Kazachstan. De iure to wciąż niepodległy kraj, ale de facto w pełni podporządkowany Moskwie. Każdy nowy członek rządu zostanie z nią uzgodniony (skład podano 11 stycznia, już po naszej rozmowie - red.). Wcześniej działalność rosyjskiej propagandy i struktur siłowych była nakierowana na możliwe oddzielenie północnych obwodów Kazachstanu. Teraz to wyciszyli, bo mają w garści cały kraj.
Nazarbajew miał wizerunek polityka, który dał Kazachstanowi stabilność wyjątkową na tle reszty Azji Centralnej. To przekonanie legło w gruzach, bo stabilne kraje nie padają po kilku dniach zamieszek.
Gdyby Tokajew nie zaprosił obcych wojsk, a po prostu posadził Mäsymowa, podjął inne zdecydowane działania, odsunął członków rodziny Nazarbajewa od wpływów w państwie, gdyby był prawdziwym dyktatorem, a nie takim, którego wyznaczył Putin, poradziłby sobie z sytuacją. Policja i UKK mają ogromną siłę, która w mig rozniosłaby wszelkie przejawy chaosu, jak to wielokrotnie się działo w czasach Nazarbajewa. Tokajew nie potrafił tego zrobić. Przestraszył się.
Pamięta pan z własnych czasów choć jeden przykład, kiedy Tokajew postawił się Nazarbajewowi?
On był zawsze lojalny. Nie zrobił nic wbrew Nazarbajewowi. Gdy w 2001 r. Żandosow i Muchtar Äblazow usiłowali powołać silną opozycję, Tokajew jako premier z własnej inicjatywy oświadczył, że nie chce żadnych przemian demokratycznych, a demokratów należy zniszczyć, wsadzić do więzień. Tokajew bez wahania wykonywał wszystkie życzenia Nazarbajewa. Co więcej, nie pamiętam, żeby wyrażał wątpliwości albo proponował własne rozwiązania. Politykę zagraniczną prowadził Nazarbajew.
To się nie zmieniło po 2019 r., gdy został prezydentem?
Stopniowo coś się zmieniało, ale pozostało przyzwyczajenie, by stale szukać wskazówek.
Äłnur Musajew, pomocnik prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa w latach 1994–1996, szef służby Ochrony Prezydenta w latach 1996–2001, dyrektor Komitetu Bezpieczeństwa narodowego w latach 1997–1998 i 1999–2001, obecnie na emigracji w Austrii.