Na początku grudnia Biały Dom przy szerokim, ponadpartyjnym poparciu ogłosił polityczny bojkot XXIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Amerykańscy sportowcy co prawda będą rywalizowali na śniegu i lodzie, ale do Chin nie pojedzie żaden przedstawiciel administracji USA. Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki tłumaczyła, że decyzja jest spowodowana „trwającym ludobójstwem i zbrodniami przeciwko ludzkości w Sinciangu oraz innymi naruszeniami praw człowieka”.
Bojkot to jedno z najnowszych pól sporu w zaogniającej się rywalizacji Waszyngtonu z Pekinem, a także ważny element szerszej strategii prezydenta Joego Bidena, polegającej na próbie powstrzymywania chińskich wpływów poprzez tworzenie wspólnego frontu demokratycznych państw zachodnich i azjatyckich. Amerykanie chcą, by do bojkotu dołączyło jak najwięcej krajów, a temat prześladowań Ujgurów w Sinciangu był podnoszony jak najczęściej. Do tej pory polityczny bojkot zapowiedzieli najważniejsi sojusznicy USA: Australia, Kanada i Wielka Brytania. Do Pekinu nie przyjadą także dyplomaci z Japonii i Nowej Zelandii, choć ci drudzy swoją nieobecność oficjalnie tłumaczą trwającą pandemią.
Bojkot, ku zaskoczeniu amerykańskiej prasy, wykluczyła za to Korea Południowa. Seul argumentował ten krok koniecznością koordynacji z Państwem Środka swojej polityki wobec Korei Północnej. Dyplomatyczną reprezentację wyślą do Pekinu także Norwegowie, liderzy klasyfikacji medalowej wszech czasów zimowych igrzysk olimpijskich. – Norweski rząd generalnie nie uważa bojkotów za skuteczny sposób promowania pokojowego rozwoju, praw człowieka i wzajemnego zrozumienia między krajami – tłumaczył Henrik Thune, sekretarz stanu w ministerstwie spraw zagranicznych w Oslo.
Reklama
Obecnie oczy wszystkich są jednak zwrócone głównie na Unię Europejską. Jeszcze na początku lipca Parlament Europejski wezwał kraje członkowskie do „odrzucenia zaproszeń dla przedstawicieli rządów i dyplomatów na zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie, chyba że chiński rząd wykaże możliwą do zweryfikowania poprawę w przestrzeganiu praw człowieka w Hongkongu, Sinciangu, Mongolii Wewnętrznej i innych miejscach w Chinach”. Wspólnota nie podjęła jednak ostatecznej decyzji. O nią może być trudno, gdyż państwa członkowskie Unii Europejskiej stoją na różnych stanowiskach w tej sprawie.
Włochy, które będą gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich w 2026 r., nie planują przyłączenia się do bojkotu. Podobnie deklaruje Francja. Władze tego kraju zaznaczają, że sprzeciwiają się wykorzystywaniu sportu do podkreślania problemów z prawami człowieka. Prezydent Emmanuel Macron mówił nawet, że bojkot jest „symboliczny i bez większego znaczenia”. Po drugiej stronie barykady jest Litwa, która przy ostrej krytyce Pekinu zacieśnia w ostatnich miesiącach relacje z Tajwanem. Bałtyckie państwo nie wyśle do Chińskiej Republiki Ludowej swojej delegacji politycznej. Niewiadoma jest na razie postawa Niemiec; MSZ RFN do tej pory wezwało jedynie UE do wspólnej reakcji. O swojej pozycji nie poinformowała także Polska.
– W najbliższym czasie organizacje pozarządowe będą podnosiły temat coraz mocniej, co zwiększy presję na rządy krajowe – twierdzi Jürgen Mittag z Niemieckiego Uniwersytetu Sportowego w Kolonii. Cytowany przez Deutsche Welle ekspert spodziewa się, że szczyt dyskusji na temat bojkotu przypadnie na połowę stycznia 2022 r. Wtedy – jak uważa – „będziemy mogli zobaczyć, czy rzeczywiście istnieje wspólne stanowisko UE i ile głów państw i rządów nie przyjedzie do Pekinu”. Gdyby ta liczba była pokaźna, „chiński rząd nie osiągnąłby tego, na co liczy: pozytywnej prezentacji i tym samym silniejszego międzynarodowego poparcia dla kraju”. – Chiny to globalna potęga. Należy być ostrożnym przy ustalaniu zakresu bojkotu dyplomatycznego, gdyż obawa, że Chiny wezmą odwet na innych polach, jest słuszna – ostrzega zarazem Mittag.
Pekin już zapowiedział, że kraje, które ogłosiły dyplomatyczny bojkot igrzysk, „zapłacą za swoje błędne działania”. „Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia wykorzystały platformę olimpijską do politycznej manipulacji” – mówił Wang Wenbin, rzecznik chińskiego MSZ. Waszyngton odrzuca oskarżenia o globalną koordynację bojkotu. – Konsultujemy się z sojusznikami i partnerami, i wcześniej informujemy ich o naszych krokach. Zawsze oczekujemy, że kraje będą podejmowały własne decyzje. Każdy ma do tego prawo – tłumaczył podejście Białego Domu jeden z amerykańskich urzędników, cytowany przez „The Hill”.