– W dialogu ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami będziemy nalegać na wypracowanie konkretnych porozumień wykluczających wszelki dalszy postęp NATO na wschód i rozmieszczenie zagrażających nam systemów uzbrojenia w bezpośredniej bliskości granic Rosji – powiedział wczoraj prezydent Władimir Putin podczas przyjmowania listów uwierzytelniających od ambasadorów obcych państw. Jest to jasny sprzeciw wobec członkostwa Ukrainy w Sojuszu, ale także wobec budowy amerykańskiej bazy w Redzikowie w pobliżu Słupska.
Trudno wierzyć w przypadkowość tego terminu, ponieważ wczoraj kończyło się dwudniowe spotkanie ministrów spraw zagranicznych 30 państw Sojuszu Północnoatlantyckiego w Rydze, gdzie jednym z głównych punktów dyskusji była duża koncentracja rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Jest tam ok. 100 tys. żołnierzy. – Każda przyszła agresja będzie miała wysoką ceną i będzie miała dla Rosji poważne konsekwencje ekonomiczne i polityczne. Popieramy integralność i suwerenność Ukrainy i Gruzji – stwierdził sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg. Później dodał także, że nie ma czegoś takiego jak „rosyjska strefa wpływów” i że decyzja o tym, czy Ukraina będzie członkiem NATO, zostanie podjęta przez Ukrainę i przez kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego, a nie przez Moskwę. Warto przypomnieć, że ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba, stwierdził swego czasu, że członkostwo Ukrainy w NATO jest historycznie nieuniknione.