Reklama
Wynik siostrzanych partii chadeckich jest najgorszy w historii, jednak nie należy ich przedwcześnie składać do grobu, bo są to partie niezdolne do tego, by się poddać – wskazuje Philip Oltermann na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”. Centrolewicowa gazeta pisze jednak, że Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) czekają rozliczenia. „Prawicowe skrzydło oskarży Merkel o oderwanie wizerunku od starego jądra ideologicznego i pozostawienie bałaganu następcom. Centryści stwierdzą, że ideologiczne jądro to słaba oferta dla nowoczesnego niemieckiego elektoratu i tylko dzięki Merkel partia wciąż pozostaje tak popularna. Wielu wskaże palcem Armina Lascheta, w którego kampanii zabrakło koncentracji, energii i spójnego przekazu” – czytamy.
O niespisywanie CDU na straty apeluje też czeski publicysta Zbyněk Petráček na łamach dziennika „Lidové noviny”. „Kto się interesuje Niemcami i historią, zna nazwiska kanclerzy Willy’ego Brandta i Helmuta Schmidta. Ale tylko znawcy pamiętają, że ci mężczyźni zostali kanclerzami z pozycji niezwycięzców wyborów” – czytamy w tekście zatytułowanym „Zwycięzca wyborów a zdobywca władzy”. Czesi własny parlament wybiorą już za półtora tygodnia. Petráček wskazuje, że „także tu może być różnica między arytmetycznym zwycięzcą wyborów a tym, komu potem uda się stworzyć rząd z poparciem większości”. Popularne „Lidovký” wróżą Niemcom długotrwałe negocjacje koalicyjne i przewidują, że Merkel może pozostawać u steru rządów nawet do Bożego Narodzenia.
Temat słabości Lascheta, kandydata CDU na kanclerza, rozwija austriacki „Der Standard”. „Ponieważ kampania wyborcza była dość uboga w konkretne tematy, błahostki, takie jak śmiech w niewłaściwym momencie, miały ogromne znaczenie” – pisze Martin Kotynek, nawiązując do nagrania, na którym chadek okazywał radość podczas wizyty na terenach dotkniętych klęską powodzi. „Tymczasem Olafowi Scholzowi nie przytrafiły się żadne wpadki, a kampania socjaldemokratów była dokładną odwrotnością kampanii Zielonych, którzy zaczynali ją z ambicjami kanclerskimi, ale błędy Annaleny Baerbock zepchnęły ich w dół” – dodaje publicysta.
„Prosimy, nie oddawajcie FDP ministerstwa finansów” – prosi na łamach włoskiego dziennika „La Repubblica” Lucio Caracciolo. Publicysta przewiduje, że jeśli Christian Lindner, lider liberałów z Wolnej Partii Demokratycznej, wejdzie do rządu i otrzyma ten resort, Berlin wróci do polityki wymuszania oszczędności, w dodatku w ostrzejszej formie niż w czasach kryzysu zadłużenia strefy euro. „Dla Włoch przedcovidowa wersja Paktu Stabilności i Wzrostu oznaczałaby niestabilność, osłabienie wzrostu i nawet szybciej rosnące zadłużenie” – czytamy. Podobne obawy akcentuje prasa w innych krajach Południa, np. Ksenia Kunalaki na łamach greckiego „I Katimerini”.
Odwrotne prognozy stawia amerykański „The Wall Street Journal”. Bojan Pancevski spodziewa się w nim, że Scholz, jeśli zostanie kanclerzem, będzie bardziej otwarty na wzrost wydatków i zadłużenia państw Unii Europejskiej. „Relacje Niemiec z USA ochłodziły się nieco za rządów pani Merkel i to się raczej nie zmieni za kanclerza Scholza” – dodaje „WSJ”. Pancevski cytuje też Mujtabę Rahmana z firmy konsultingowej Euroasia Group, według którego na jakiekolwiek duże inicjatywy w ramach UE przyjdzie nam poczekać jeszcze rok, czyli do rozstrzygnięcia kolejnego ważnego głosowania – wyborów prezydenckich we Francji.
„Dla Kremla najważniejszym wynikiem tych wyborów jest to, że w Niemczech nie będzie kanclerza z Zielonych” – pisze w redakcyjnym komentarzu liberalna Meduza.io. „To jedyna z dużych niemieckich sił politycznych, która opowiada się nie tylko za utrzymaniem czy rozszerzeniem sankcji na Rosję, ale i za wstrzymaniem projektu Nord Stream 2. Niewykluczone, że Zieloni otrzymają w przyszłym rządzie stanowisko ministra spraw zagranicznych, ale nawet w takim przypadku ich wpływ na politykę zagraniczną będzie ograniczony względną lojalnością wobec Rosji wszystkich możliwych partnerów partii – i chadeków, i socjaldemokratów, i wolnych demokratów” – podsumowuje rosyjski portal.